HISTORIA THE BEATLES




Proszę o The Beatles czytać tylko na blogu: HISTORIA THE BEATLES pod adresem: http://fab4-thebeatles.blogspot.com/ - najnowszy post - kliknij wyżej. Posty na tym blogu to pozostałości z "dawnych czasów", bądź te same teksty co na blogu flagowym o F4.




BLOG O THE BEATLES

Blog o The Beatles

Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

08. THE BEATLES - HISTORIA

  W DRODZE NA :
TOPPERMOST OF THE POPPERMOST

Jeżeli Beatlesi myśleli, że najbardziej zwariowany okres w ich życiu - czyli szalone dni w Hamburg – się skończył to byli w błędzie. Zaobserwujemy teraz kolejny niezwykle intensywny okres, pełen pracy, wysiłku, wyrzeczeń, zabawy i losowych zbiegów okoliczności. Tak po prostu miało być.

Lipiec,sierpień, wrzesień – koncerty przede wszystkim w Cavern, czasem w innych klubach na terenie miasta jak Litherland Town Hall, Aintree Institute czy Hambleton Hall.
Aintree Institute 1961
30 września – pierwsza i chyba ostatnia wyprawa tylko we dwójkę Johna i Paula. John otrzymał prezent w postaci 100 funtów z okazji zbliżających się 9 października 21-ych urodzin. Razem z Paule decydują się na wyprawę do Hiszpanii ale w końcu jadą do Paryża.
John w Paryżu '1961
PAUL: „Pojechaliśmy z Johnem na wycieczkę z okazji jego urodzin. John pochodził ze średniej klasy, która naprawdę mi imponowała ponieważ wszyscy inni pochodziliśmy z warstw robotniczych. Dla nas John był z wyższych sfer jak nauczyciele, dentyści, ludzie z BBC. To zabawne ale on był zawsze na 'fuck you – pierdol się' a napisał 'Working Class Hero' a faktycznie nie pochodził z tej klasy. W każdym razie otrzymał 100 funciaków i to jeszcze większe zrobiło na mnie wrażenie. Byłem jego kumplem więc wystarczyło powiedzieć: 'Zróbmy sobie wakacje”.
STUART : „Zeszłej nocy usłyszałem, że John i Paul, tylko we dwójkę pojechali do Paryża grać. Innymi słowy zespół się rozleciał. To szalone, nie mogę w to uwierzyć...”
Paryż, oblewanie 21 urodzin Johna

PAUL:” Zostaliśmy tydzień w Paryżu. Wszystko stawiał John, ze swoich 100 funtów. Wciąż mam fotki z tego pobytu...Spotkaliśmy tam Juergena Vollmera, an ulicy. Robił zdjęcia...”
Vollmera chłopcy poznali w Hamburgu , razem z Astrid i Klausem. W Paryżu studiował i był uczesany na pazia, grzywką an czole wg pomysłu Astrid. Astrid podpatrzyła taką fryzurę od francuskiego aktora Jeana Marais z filmu „Le testament d'Orphee” (wstawić fotkę !!!!). Nie namyślając się dłużej John i Paul ponownie ostrzygli się na ten sam styl. Gdy wrócili do Liverpoolu wzbudzali wesołość ale tym się nie przejmowali. Zupełnie. 
Jean Marais z prototypem fryzury a la Beatle
28 października – Raymond Jones zamawia w „NEMS” płytkę „My Bonnie”.
Tak więc na scenie pojawia się Brian Epstein. Urodzony 19 września 1934 roku, pochodzący z żydowskiej rodziny Brian był grzecznym, dobrze ułożonym dżentelmenem, wciąż szukającym swego miejsca w życiu. Dzisiaj już nie jest takie oczywiste czy naprawdę był super menadżerem, bez którego Beatlesi by nie zaistnieli. Oczywiście – o czym dalej – okazał się sprawnym biznesmenem w show biznesie, ułatwił im start i uczynił ich gwiazdami ale jego pomyłki, delikatna natura i czasem wewnętrzne zagubienie (w owych czasach bycie homoseksualistą nie było łatwe) prowadziły do podpisywania fatalnych umów, kontraktów, dzięki którym Beatlesi zarabiali nieźle ale tracili jeszcze więcej. Ale po kolei.
Brian został recenzentem w gazetce „Mersey Beat”. Było to oczywiste, prowadził nieźle prosperujący w Liverpoolu sklep muzyczny pod nazwą NEMS, jego ambicją było to, by żaden klient nie opuścił jego sklepu nieusatysfakcjonowany. Za namową Harry'ego pisał krótkie recenzje muzyczne więc kiedy Jones spytał go czy ma płytkę „My Bonnie” lokalnego zespołu The Beatles Epstein nie umiał znaleźć odpowiedzi a nie potrafił odprawić klienta z kwitkiem. Na okładce widniał napis Beat Brothers i ta nazwa – jak i The Beatles – nic mu nie mówiły. Harry zasugerował mu by udał się do Cavern i zobaczył tam na żywo wykonawców piosenki. Klub Cavern mieścił się tylko 200 metrów od jego sklepu więc taka eskapada nie nastręczała Brianowi wiele trudności ale udał się tam dopiero 9 listopada. Wydarzenie z „My Bonnie” wspomina tak:

Menadżer zespołu, jego dobry duch, prawie jak rodzina, zawsze chciał być Piątym Beatlesem. Brian Epstein.
BRIAN EPSTEIN: „Około trzeciej po południu w sobotę 28 października w sklepie płytowym w Whitechapel pojawił się 18 latek. Raymond Jones. Ubrany był w dżinsy i czarną skórzaną kurtkę. „Chcę płytkę 'My Bonnie', nagraną w Niemczech, masz ją ? „ Za kontuarem był Brian Epstein, 27-letni szef sklepu. 'Jaka płyta ?' zapytał. „Nie słyszałeś o nich ?To grupa stąd, nazywają się The Beatles.” W książce Brian uzupełnia: 'Znalem wiele nazw zespołów z Liverpoolu ale nie słyszałem nic o The Beatles... Napisałem sobie notatkę: „My Bonnie. The Beatles. Sprawdzić w poniedziałek”.

Raymond Jones
9 grudnia, pierwszy koncert  na południu (Alderscot, Londyn)


    O całym wydarzeniu – jakże ważnym dla zespołu napisano już tomy książek, wspomnienia Epsteina, Harry'ego a nawet samego Raymonda Jonesa. Nie mówiąc o tysiącach biografii The Beatles. My idziemy dalej.

Beatlesi cały czas intensywnie koncertują 
9 listopada Epstein poznaje Beatlesów.
Pisząc dla „Mersey Beat” napotykając tam co chwila na nazwę zespołu, plakaty reklamujące ich koncerty w całym mieście – Brian był naprawdę zaciekawiony tym zespołem. Pojawił się w Cavern ze swoim asystentem, Alistairem Taylorem , jako obstawą i z tyłu tłumu oglądał koncert chłopców. Występ zespołu wzbudził w nim mieszane uczucia. Muzycy na scenie wykonywali piosenki na pełnym luzie, jedli, palili papierosy, palili, opowiadali dowcipy, zagadywali dziewczyny. Epstein nie mógł jednak nie dostrzec jak silne wrażenie robi ich zespół na zgromadzonym klubie tłumie, nie tylko na panienkach. Po koncercie w garderobie zespołu Harrison poinformował go kto wydał płytkę „My Bonnie”, którą Epstein obiecał sprowadzić do swego sklepu w większej ilości kopii.
10 października 1961,Koncert w Tower Ballroom, New Brighton.
BRIAN: 'Byłem po prostu oniemiały, ich muzyką, rytmem, tempem muzyki, ich poczuciem humoru i zachowaniem na scenie. I ponownie gdy już poznaliśmy się ponownie zaskoczyli mnie swoim osobistym czarem, urokiem. Tak to naprawdę było i tak to się zaczęło”.
Beatlesi rozpoznali Epsteina gdy obaj (z Taylorem) pojawili się w ich garderobie. Powitał ich George Harrison ironicznie mówiąc: „A cóż to sprowadza do nas Mister Epsteina ? „
Przez następnych kilka tygodni Epstein oglądał Beatlesów dziewięć razy, coraz bardziej nimi zauroczony i jak wiemy dzisiaj – najbardziej zafascynowany Johnem. Ta fascynacja założycielem grupy The Beatles trwała aż do jego śmierci w 1967.
10 października 1961 Garderoba w Tower Ballroom, New Brighton. Paul i George z dobrymi znajomymi z czasów hamburskich - Rory Stormem i  ... Ringo Starrem.
 
O Johnie i Brianie – Philip Norman „John Lennon – życie”: John wiedział, że Brian jest „pedziem” ale jeśli chodziło o zespół wszystko schodziło na dalszy plan. Lata później przyznał, że był gotów zrobić wszystko by przekonać Briana do podpisania kontraktu z zespołem – i że mu to wprost zasugerował. Ale Brian do szpiku przyzwoity i obezwładniony nieśmiałością, nie mógł go wykorzystać. Miedzy nimi dwoma istniała też inna więź, która nie miała nic wspólnego z seksem ale z pochodzeniem. Bez względu na różnicę wieku, i religii posiadali podobne korzenie, sięgające domów z boazerią na przedmieściu – John z Woolton, a Brian ze stojącego nieco wyżej w hierarchii społecznej Childwall. Ponadto … ich zainteresowanie kulturą zdecydowanie wykraczało poza piwnicę z płytami w NEMS i granie rock'n'rolla w Cavern. John był więc jedynym członkiem The Beatles, którego Brian znał prywatnie – Lennon odwiedzał również regularnie podmiejską rezydencję Epsteinów w Queens Drive, co Brian Mendips (tym bardziej, że miał poparcie ciotki).
Mimi: „John i Brian bardzo się do siebie zbliżyli ale w żadnym wypadku w plugawy sposób, nic z tych rzeczy ! Jak słyszę coś takiego to aż się we mnie gotuje. W odróżnieniu od tych, którzy nie potrafią tego zrozumieć, ja wiem na pewno, że zarówno Brian, jak i John uwielbiali sztukę. Potrafili godzinami rozmawiać o malarstwie i chodzili razem do galerii. Brian był intelektualistą i myślę, że John odnalazł kogoś, z kim mógł rozmawiać na takim samym poziomie”.
Pomimo młodego wieku Brian miał zadatki na doskonałego ojca … wszystkie jego dotychczas niespełnione instynkty człowieka zaradnego i dbałego – oraz pobłażliwego wobec innych – przelał teraz na The Beatles, traktując ich, jakby nie byli jego klientami , ale dziećmi. Takie podejście najsilniej oddziaływało na tego jednego, który kryjąc się pod maską twardości i niezależności od czasu, gdy sześć lat wcześniej zmarł wujek George, bardzo tęsknił za kimś takim w swoim życiu.

10 grudnia – Epstein sugeruje zespołowi, że chętnie zostanie ich menadżerem. Kontrakt taki - wielce korzystny dla Briana i średnio dla zespołu - podpisany zostanie 24 stycznia 1962 roku. Obejmuje okres pięcioletni. Beatlesi są zachwyceni. Elegancki, nie wyglądający na oszusta, ładnie się wysławiający, po prostu przyzwoity Epstein robi na nich pozytywne wrażenie a szczególnie na Paulu. Na temat kontraktu, który w pierwszej formie przyznawał menadżerowi 25% od wpływów, w zamian z organizację koncertów, tournée oraz zorganizowanie kontraktu pyłowego krąży wiele opowieści-. Muzycy zespołu wspominający to wydarzenie opowiadają często inaczej, zresztą wspominają inaczej prawie każdy fakt z ich kariery, drobiazgowe poszukiwania faktów, świadków przez oficjalnych lub nie biografów grupy podaje taka kolejność faktów. Podpisanie pierwszego kontraktu odbyło się 3 grudnia w biurze Epsteina. Na dokumencie podpisanym w tym dniu i gwarantującemu mu 25 % nie ma jednak podpisu Epsteina. Podpis widnieje na tym podpisanym 24 stycznia, w którym już Epstein trochę pogrzebał. Sumując – w całej karierze zespołu Epstein raczej nigdy nie oszukał zespołu, z czasem rozmach przedsięwzięcia pod nazwą THE BEATLES przerósł go i w rozgrywkach z „grubymi” rekinami show biznesu (z USA) Epstein w zasadzie się zgadzał na wszystkie propozycje i warunki jakie dyktowała druga strona. Ale oczywiście na początku Brian ruszył z kopyta i zaczął organizować dla zespołu kontrakt płytowy. Poprzez swoją pracę w NEMS miał pewne znajomości i teraz próbował je uruchomić. Poprzez Tony'ego Borrowa doprowadził do przyjazdu do Liverpoolu przedstawiciela firmy Decca z Londynu, Mike' a Smitha, asystenta Dicka Rowe'a – dyrektora artystycznego DECCA Records. Firma ta jeszcze pojawi się w naszej historii. W każdym razie w grudniowe wieczory Beatlesi nie spodobali się w Cavern i zaprosił ich na przesłuchanie do Londynu. Wyznaczono nawet datę próbnego nagrania kilku piosenek – 1 stycznia 1962. Wcześniej jednak:
17 grudnia pierwsza profesjonalna sesja zdjęciowa zespołu. Epstein załatwił lokalnego fotografa Alberta Marriona. Efekty sesji poniżej, sam fotograf zapamiętał, że w tym dniu padało i że najbardziej irytował go arogancki, ironiczny , któż by inny niż … John Lennon

Pierwsza profesjonalna sesja The Beatles Fotografie autorstwa A.Marriona
31 grudnia Beatlesi jadą do Londynu.
Podróż zabrała im 10 godzin i w nieszczelnej furgonetce Neila ogrzewali się w dość szczególny sposób. Leżeli jeden na drugim by ogrzewać się sobą, co pewien czas oczywiście ten z dołu wchodził na samą górę. Była to mała rozgrzewka przed identycznymi wyprawami na koncerty w przyszłym roku. Pod koniec roku wciąż byli niepewni co do dalszego losu zespołu ale z drugiej strony wiedzieli, że „coś się dzieje” i stała zagrzewka Johna miała coraz więcej sensu a nie tylko wiary.
JOHN: "When the Beatles were depressed-thinking the group was going nowhere, and this is a shitty deal, and we're in a shitty dressing room-I'd say, 'Where are we going, fellas?' And they'd go, 'To the top, Johnny!' And I'd say, 'Where's that fellas?' and they'd say, 'To the toppermost of the poppermost!' and I'd say, 'Right!' Then we'd all sort of cheer up."
(Kiedy The Beatles byli w depresji, myśleli, że grupa zmierza donikąd i to wszystko jest gówno warte i byliśmy w jakiejś gównianej garderobie wołałem : hej, gościówy, dokąd zmierzamy ? A oni na to: na szczyt Johnny! I znowu wtedy ja: A gdzie gościówy jest ten szczyt ? Na samiuteńkim szczycie szczytów (the toppermost of the poppermost – nieprzetłumaczalny lennonizm , przekształcona fraz od top of the pop – czołówka popu) i ja znowu na koniec” Racja! Taki właśnie mieliśmy swój rodzaj wiwatowania).
Zgrywusy - po latach wiemy, że także dzięki swojemu czarowi, urokowi i poczuciu humoru, któremu trudno było się oprzeć  - zawojowali świat. krótki kontakt z Beatlesami i "każdy jadł im z ręki".



HISTORIA GRUPY THE BEATLES
*** Music blog *** Muzyczny blog *** Mój Top Wszechczasów ***  
TOP Best Songs - ever ***
BEST ALBUMS - EVER,  BEST SONG - EVER
 ____________________________________________________________________________


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz