Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

RÓŻE EUROPY - dzisiaj i kiedyś.

Mój blog kiedyś z w założeniu miał zawierać nie tylko moje ulubione piosenki oraz albumy, ale także w formie zabawy zestawy moich ulubionych numerów danego Artysty. Postanowiłem dzisiaj wrócić w ramach tej serii do ostatnio oglądanego zespołu o wdzięcznej nazwie, jakże teraz aktualnej, Róże Europy. 
To zdecydowanie, i nie jest to tylko moje zdanie,  jedna z ciekawszych kapel lat 80-tych. Miałem przyjemność oglądać ją dwa razy w latach 90-tych, oraz niedawno trzeci. Pamiętam, że słuchając tekstów zespołu irytowałem się trochę infantylnymi tekstami, w zasadzie nazywałem wtedy to zwykłą prozą, która czasem się rymuje, zazwyczaj jednak nie, chyba, że częstochowskimi rymami. Np. słowa do niezłego numeru "Przyjedziesz metrem" brzmią tak:  Niektóre dziewczyny z bogatych domów / Bywają drewniane zimne w rozmowie / Obok szminek noszą telefony / Ciekawie na nie patrzę / Jak na bitwę pod Monte Cassino / Wybuch granatu najlepiej je ocenia / Nie lubię takich dziewcząt / Za chwilę niebo spuści deszcz / Ty przyjedziesz   metrem właśnie dziś / Dzień kolejny dla mnie jedyny sens / Ma tylko wtedy gdy jesteś Ty / Czekając na Ciebie / Spojrzenia lalek kwadratowe widzę są beznadziejne / Przyjedź szybciej... I tak dalej. No, Dylan to nie jest i nikt pewnie tego nie oczekiwał. Ktoś powie, że nawet rymy (tutaj jest ich zero)  nie są potrzebne, bo fajna melodia, pasuje do muzyki, wpasowuje się też w rytm. Ok, zgoda.  Bo we wszystkich tekstach  - przeważnie -  była pewna siła. 
Naiwność, ale i szczerość młodych przecież ludzi (żyjemy przyjaźnią męską i kobiecą - ciekawe, prawda). Nie dysponujących w zespole geniuszem na miarę Grzesia Ciechowskiego czy Kory, czy nie mającego do dyspozycji zawodowych tekściarzy jak Olewicz (Perfect) czy Mogielnicki (Lady Pank). Teksty pisał zazwyczaj lider zespołu, Piotr Klatt, choć sądziłem, że akurat do "Listu do Gertrudy Burgund" lirykę napisał bardzo ceniony oraz lubiany bardzo przeze mnie, teraz dziennikarz, Artur Orzech (na zdjęciu z lewej, z prawej Piotr Klatt).
Popełnił on jednak do tego numeru bardzo zgrabną muzykę. Jeśli nie wiecie, co mam na myśli to polecam tekst  "List do Gertrudy Burgund" lub np. "Wesołych świąt". Ba! nawet klasyk "Jedwab", najbardziej znany song warszawskiego zespołu.


Podoba mi się za to prostota mojego ulubionego numeru Róż, "Krew Marylin Monroe". I tutaj nie mogę się doczepić do żadnej linijki tekstu. Ha, myślę, że o wielu z nas, facetów, miało w swoim życiu takie swoje MM, którym poświęciłoby np. "Jedwab". Na marginesie Klatt wspominał, że wszystko co opisuje w"Jedwabiu" przeżył kiedyś naprawdę. Możliwe,że "Krew MM" jest także o tej samej dziewczynie. Nie wnikajmy. 

Warto bym zaznaczył teraz, że nie jest moją intencją krytyka tekstów zespołu, któremu przecież oddaje honor tym postem. Klatt gdy pisał "Gertrudę" miał raptem tylko 24 lata, "Jedwab" 28, stąd tekst już bardziej wyrafinowany. Ale do końca działalności płytowej teksty Piotra Klatta pozostały na takim samym poziomie. Nie zmieniły się specjalnie w bardziej wyrafinowaną poezję, tak by mogły się same bronić, bez muzyki. Pozostała w nich ta dwuznaczność, pełna często niezrozumiałości dla odbiorcy, nieprzesadnie dbająca o wspomniane rymy czy bogactwo słownictwa, które np. (pomijam znowu inną półkę, czyli Korę i G.C) pojawiało się w tekstach Krzycha Jaryczewskiego z Oddziału Zamkniętego. I koniec tutaj krytycznej analizy tekstów RE. Zresztą na krytykę, choć inną, przyjdzie czas na koniec tekstu. Najważniejsza rzecz, to tak, że większość piosenek zespołu broni się znakomitymi melodiami, ciekawymi, niebanalnymi aranżacjami (np. wspomniane wszystkie wyżej tytuły) oraz do dzisiaj bardzo dobrą produkcją. I oczywiście ciekawym wokalem Piotra Klatta. Charyzmatycznego kiedyś wokalisty.


W latach 80-tych oglądałem na koncertach chyba wszystkie liczące się polskie zespoły.  Jak już wspomniałem na początku, trzy razy Róże. I choć nie były to zbyty udane koncerty, to z pewnością nie takie, jakie teraz gra zespół. Klatt zebrał teraz do zespołu nowych muzyków i gra teraz... metalowe wersje dawnych przebojów. Jakże brakuje mi tego niesamowitego kolorytu muzycznego, feelingu zespołu, który np. możemy zauważyć w kultowym "Stańcie przed lustrami". Klawiszy, saksofonów, nieprzesterowanych gitar. Pomysłowej gry perkusji. Oglądałem niedawno koncert zespołu i na tle dwóch innych, Kobranocki i Sztywnego Pala Azji, wypadł on niestety najsłabiej. Pod każdym względem. Nie dlatego, że Kobranocka i Pal były w jakiejś rewelacyjnej formie (choć Sztywny Pal Azji z kapitalnym Leszkiem Nowakiem moim zdaniem był). Zespół RE zaprezentował swoje dawne przeboje w  ciężkiej, metalowej aranżacji, które mogłem rozpoznawać dopiero po tekstach. Pomijam słabą formę wokalną Klatta, który niestety fałszował oraz zaprezentował, na scenie jak na doświadczonego rockmana fatalną mowę ciała. Róże Europy jakby zatraciły swój dawny image sceniczny. I nie wiem, czy świadomie, czy nie. Zespół od lat nie działa zbyt aktywnie. Słaby album w 2008. W 2013 album rocznicowy. Dawny skład dawno się rozpadł. Na użytek kolejnych zaproszeń na imprezy pewnie trzeba było sklecić nowy skład. Z przyczyn finansowych jak najuboższy? Więc od 2016 tylko kwartet, w którym Klatt wcale nie gra. Gitara, bas, bębny. Wspomniana przeze mnie metalowa aranżacja, która przecież sama w sobie nie musi być wadą, jest tak monotonna, że każda piosenka jest prawie nie do odróżnienia od poprzedniej. Jak tutaj zagrać "Jedwab", który w oryginale tak intryguje hipnotyzującym riffem gitarowym od samego początku .



W którym momencie się zachwycać się pojawiającą się nagle drugą gitarą, a co dopiero wejściem sekcji rytmicznej. "Jedwab"  i inne dawne hity dzisiejszych Róż Europy to metalowa rąbanina. Czy dzieje się tak tylko dzięki skromnej obsadzie czy dzięki nowemu gitarzyście zespołu, Bartkowi Dębickiemu, członkowi metalowej kapeli None niestety nie wiem. Może tylko chwilowo, bo Dębicki wciąż jest członkiem macierzystej kapeli. Warto zwrócić uwagę na aranżację (przez to klimat) niesamowitej wprost piosenki "Stańcie przed lustrami", czy wspomnianej już piosenki o Gertrudzie, które trudno zagrać na żywo w trójkę. Genialna aranżacja, mistrzowskie partie gitarowe, blachy i klawisze zniknęły. Szkoda. Nie na taki zespół i koncert szedłem, ale ponure rozważania zakończę tym, że  nie chcę odmawiać zespołowi prawa do zmian, przekształcania się, gry wg. własnego widzimisię. Może Piotr marzył zawsze o ostrej grze i teraz to marzenie może realizować. Tylko czy to jest fair wobec fanów?  Nie jestem pewien. Mam duże pretensje do Piotra Klatta, że zagubił czar, magię dawnego repertuaru.


Bardziej bym rozumiał, gdyby zespół był cały czas czynny artystycznie i po prostu wydawał ostatnio cały czas nowe płyty w nowym swoim image'u artystycznym. Akurat takim jak gra teraz. Fani, w tym ja, bylibyśmy na to przygotowani. Ale show biznes ma swoje prawa i wymagania, a Róże Europy nigdy nie były tak wielkim zespołem, by to zmieniać. Może by warto by  zespół pamiętał, że jadą wciąż na popularności pierwszych kilku płyt, popularności zdobytej na przełomie 80-90 i dzisiaj fani idący na ich koncert, w tym ja, oczekują ze sceny choć trochę podobieństwa do oryginałów. The Rolling Stones nigdy nie odważyli się zagrać dla publiczności 'Satisfaction" bez charakterystycznego otwierającego riffu gitarowego Richardsa. Także Deep Purple, z lub bez Ritchiego Blackmore'a nie zaryzykowali zagrania "Smoke on the Water" bez znaku firmowego utworu. Wiemy o jaki chodzi prawda?
  Ale pewnie jest tak, że Klatt nie jest już specjalnie zainteresowany montowaniem nowej ekipy. To nie przypadek Kobranocki, gdzie Kobra i Atrakcyjny Kazimierz grają ze sobą od zawsze i są siłą sprawczą bytu zespołu. Róże Europy pewnie będą jeszcze nieraz gdzieś koncertować, ale czy ściągną fanów tylko na swój koncert, gdy wszyscy będą wiedzieli w jakiej jest teraz formie. 


                                              
   i jeszcze raz oryginał




____________________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz