HISTORIA THE BEATLES




Proszę o The Beatles czytać tylko na blogu: HISTORIA THE BEATLES pod adresem: http://fab4-thebeatles.blogspot.com/ - najnowszy post - kliknij wyżej. Posty na tym blogu to pozostałości z "dawnych czasów", bądź te same teksty co na blogu flagowym o F4.




...

Blog o The Beatles

Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

6. MTW: EAGLES - "Hotel California"

Singiel, 22 luty 1977
Strona B: "Pretty Maids All in a Row"
Album: 'Hotel California'

Kompozycja: Don Felder, Don Henley, Glenn Frey
Producent: Bill Szymczyk
Wytwórnia: Asylum
Długość: 6:30








Obsada:
Don Henley: główny wokal, chórki, perkusja, instrumenty perkusyjne
Don Felder: 12- i 6-strunowa elektryczna gitara, chórki
Glenn Frey: 12- strunowa gitara akustyczna, chórki
Joe Walsh: gitara elektryczna, chórki
Randy Meisner: gitara basowa, chórki


DON HENLEY:  Cóż, to ważny numer. Stał się czymś w rodzaju "Stairway To Heaven". Pisząc go wiedzieliśmy, mieliśmy świadomość, że posunęliśmy się do przodu jako twórcy i zespół. Ten utwór był bardzo ważnym krokiem w naszej ewolucji jako Eagles. 
Ta piosenka jest o podróży od niewinności do doświadczania.

Walsh, Meisner, Henley, Frey i Felder. Orły w składzie z Hotelu California.


Najsłynniejszy utwór Eagles, przepiękna ballada z tajemniczym tekstem ozdobiona długą codą dwóch solowych gitar, uznawaną często za najpiękniejszą solówkę gitarową w muzyce rockowej (grają Don Felder i Joe Walsh). Tekst opowiada o tajemniczym hotelu na pustyni, alegorycznym miejscu, z którego już nie ma wyjścia. Autorzy piosenki podkreślali, że tekst to krytyka hedonistycznego stylu życia w Ameryce lat 70-tych.  Kalifornia jest tylko tutaj miejscem, nazwą, symbolem. To najprostsza interpretacja tekstu, choć do dzisiaj opublikowano ich dużo, dużo więcej.  W niektórych opisywano, że jest obraz uzależnienia od narkotyków, kanibalizmu a nawet kultu diabła (They stab it with their steely knives / But they just can't kill the beast). Okładka albumu ma rzekomo przedstawiać Antona LaVey'a, przywódcę Kościoła Szatana. Hotel na pierwszej stronie okładki to Beverly Hills Hotel w LA.
DON HENLEY: Interpretacje tego numeru czasami  były niesamowite. Nam chodziło raczej o ekscesy amerykańskiej kultury oraz niektórych znanych nam dziewcząt. Ale chodziło też także o niełatwą równowagę pomiędzy sztuką a komercją.

Cytowany wcześniej zwrot (...steely knive...) miał być jednak zabawnym odniesieniem do zespołu Steely Dan. Oba zespoły prowadził ten sam menadżer, Irvin Azoff i muzycy obu zespołów często ze sobą rywalizowali. Zawsze jednak w przyjaznej atmosferze. Rok wcześniej w piosence "Everything You Did" zespół Donalda Fagena użył zwrotu, ""Turn up the Eagles, the neighbors are listening"(wyłącz (wycisz) Eaglesów, sąsiedzi słuchają).
Album "Hotel California" z tytułowym nagraniem ukazał się 8 grudnia 1976 roku, dwa tygodnie po wydaniu punkowego klasyka, "Anarchy In The UK" grupy Sex Pistols. To pokazuje jak w dobie narodzin punku i agresywnej nowej fali  Eagles nagrali całkowicie inną muzykę. W tym samym czasie kiedy Johnny Rotten z Sex Pistols nosił koszulkę z napisem "I hate Pink Floyd" (nienawidzę Pink Floyd). Ale warto tutaj nadmienić, że w warstwie tekstowej album, łącznie z numerem tytułowym był wyrazem krytyki zespołu wobec nadmiernych komercji i nadmiaru w chęci posiadania dóbr. Kontrowersyjne, prawda? Zdaniem niektórych krytyków tytułowy utwór po prostu opisywał koniec hippisowskiego snu o wolnej miłości i pełnej szczęśliwości wszem i wokół. Tytułowy Hotel mógł obrazować ówczesne Los Angeles jako miasto utopii.
DON HENLEY: Glenn cały czas chciał byśmy byli miłym country rockowym zespołem, a my za każdym razem chcieliśmy grać rock and rolla. Wskazywał nam wtedy nazwy tysięcy brytyjskich zespołów, które to robiły lepiej od nas. Był "klejem" naszego zespołu, spajał go i zarządzał nim jak firmą.
GLENN FREY: Każdy chce wiedzieć o czym jest ta piosenka, ale nawet my tego nie wiemy... Kiedyś, gdy pisaliśmy tą piosenkę z Donem, chcieliśmy napisać coś w stylu 'Twilight Zone' [popularny serial grozy]. Próbowaliśmy to napisać w postaci filmu, kolejne ujęcia. Pierwszy strzał: facet jedzie, sam w samochodzie. To nasz bohater. Potem autostrada. Kadr hotelu w tle. Facet tam wchodzi, zmienia się cała rzeczywistość. Zdecydowaliśmy się napisać coś dziwnego, po to by przekonać się, czy potrafimy to zrobić. Potem wiele rzeczy zostało do tego dodawanych, prawdopodobnie więcej niż potrzeba... Myślę, że osiągnęliśmy doskonałą dwuznaczność. 


Pytany np. o 'dziwny'  fragment tekstu - i czy go nie żałuje: 'So I called up the captain / 'Please bring me my wine' / He said, 'We haven't had that spirit here since 1969' (więc zadzwoniłem na kapitana(kelnera) / przynieś proszę mi wina / a on odpowiada, 'Cóż, nie mamy tutaj spirytusu [spirit - wysokoprocentowy napój alkoholowy, nasz spirytus? - RK] od 1969 roku, DON HENLEY pouczony od pytającego, że wina jako fermentowane napoje nie są destylowane jak te inne (spirytus) odpowiada: Cóż, dzięki za wskazówkę odnośnie produkcji alkoholi ale przyznam, że nie jesteś pierwszy, który zupełnie błędnie zinterpretował ten tekst. Uwierz mi, że w swoim czasie spożyłem sporo wszelakich alkoholi by wiedzieć jak się je produkuje, jak ich jest skład. Ale ten fragment w piosence nie ma nic wspólnego z alkoholami. To stwierdzenie socjopolityczne i żałuję tylko, że muszę to szczegółowo wyjaśniać, co całkowicie dyskredytuje wybór i swobodę używania zwrotów literackich w piosenkach i sprowadza tą dyskusję do tłumaczenia istoty jakiegoś głupiego i nieistotnego argumentu na temat procesów chemicznych.

Większość ścieżki muzycznej skomponował Don Felder, członek zespołu w latach 1974–1980 oraz 1994–2001. Procesujący się do dzisiaj z dawnymi kolegami o prawa do piosenek i nazwy zespołu.
Kiedy pierwszy raz zagrał kolegom zespołu melodię, wydała się im ona mieszanką dziwacznych rytmów, określonych przez nich wtedy meksykańskim reggae.Taki był zresztą roboczy tytuł piosenki. Nagrywanie rozpoczęło się w Los Angeles w 1976, początkowo w tonacji, która była za wysoko dla chrapliwego głosu Henley'a. 

DON FELDER: Z tym swoim wysokim głosem brzmiał jak Barry Gibb. Zmieniłem w tym tonacje z E-moll na B-moll, która nie jest szczególnie przyjazna gitarze, ale była idealna dla jego głosu.
 
Pierwsza wersja utworu okazała się zbyt szybka. Zespół pojechał do Miami by kontynuować nad nią prace. Cały czas wszyscy muzycy dopracowywali i muzykę wraz z tekstem. Piosenka cały czas ewoluowała. 

DON FELDER: Wynająłem domek na plaży w Malibu i zaczęliśmy pisać piosenki na to, co potem stało się albumem "Hotel California"."One Of These Nights" sprzedawała się dobrze, ale byliśmy pod presją by nagrać coś jeszcze lepszego. Przygotowałem szkice 16 czy siedemnastu piosenek, 4-śladowy magnetofon marki TEAC. Siedziałem sobie w swoim domku, w krótkich spodenkach i kombinowałem z muzyką. Spoglądałem na kalifornijskie słońce odbijające się w oceanie a moja dwójka małych dzieci bawiła się na huśtawce na piasku a ja wtedy zacząłem grać te pierwsze akordy, wstępny progres utworu. Grałem to w kółko i pamiętam, jak wtedy pomyślałem: 'Muszę to koniecznie nagrać, bo zapomnę'. Wbiegłem więc do mojej sypialni, włączyłem TEAC i nagrałem to z pięć razy. Potem poszedłem się bawić z moimi dziećmi.
Pracowałem nad "Hotelem California" prawie rok. Zrobiłem szybkie miksy napisanych piosenek i dałem zespołowi, mówiąc, że mogą z tym zrobić co chcą. Po kilku dniach zadzwonił do mnie Don Henley i powiedział, że mogą coś zrobić z tym co jest jakby w klimacie meksykańskim. 
Wiedziałem od razu  o który chodzi.  Zaczęliśmy o tym rozmawiać i Glenn z Donem wpadli na pomysł... Tytuł... Rozmawialiśmy kiedyś o tym, że nikt z nas nie pochodzi z Kalifornii.
 Pojechaliśmy tam kiedyś nocą, na horyzoncie z odległości ok. 100 mil widać było światła Los Angeles. 
Gdy tam się zbliżasz, zawsze masz przed oczyma te wszystkie obrazy, palmy, gwiazdy filmowe, dziewczyny w skąpych bikini, imprezy nad basenami, Hollywood Boulevard, śmietanki towarzyskie, high life. Henley powiedział, że to świetny pomysł, by napisać coś w koncepcie o Kalifornii, ekscesach i tym wszystkim. Więc z Glennem wzięli się za pisanie od razu i uważam, że powstał wspaniały tekst.


  Don Felder, twórca muzyki do piosenki.

Utwór nagrano w kilku różnych zatwierdzonych fragmentach, z których powycinano najlepsze części i z nich stworzono całość, którą znamy do dzisiaj.

BILL SZYMCZYK (producent, na górnym zdjęciu z prawej): Gdy nagrywaliśmy go za trzecim razem, piosenka miała już ten swój urok.  Na tym etapie swojej kariery Eagles dążyli do doskonałości. Na tym etapie edycji nagrania ciągle słyszałem: no, trenerze, spróbujmy czy możemy to zrobić tak i tak. Wtedy 'trener' było moim pseudonimem. Uwagi te mogły dotyczyć różnych rzeczy. 
Wypełnienia bębna jednym czy drugim bębnem, uderzeniami, próby co brzmiałoby lepiej. To był ten rodzaj doskonałości, który próbowaliśmy osiągnąć.

DON HENLEY: Pisanie piosenek i ich nagrywanie to sztuka ale i rzemiosło. Don i Joe usiedli razem i długo pracowali nad swoimi solówkami. Potem ja i Bill Szymczyk zrobiliśmy edycję tych solówek. Potem oni znowu zagrali tak jak my im wcześniej przygotowaliśmy kolejność poszczególnych partii. Będą wkurzeni za to co powiem, ale to nie było tak, że oni tam usiedli i spontanicznie zagrali wszystko w jednym ujęciu. Żeby osiągnąć końcowy fragment potrzeba było wiele dni pracy. Oczywiście niczego im nie odbieram. Oddaję im to ich. Napisali te solówki, przez wiele dni pracowali nad tymi częściami harmonii, a potem wielokrotnie je doskonalili. 


Po ukończeniu prac nad główną, wokalną częścią utworu Don Felder i Joe Walsh zajęli się opracowywaniem części instrumentalnej. Gitarowego zakończenia piosenki. W pokoju sąsiadującym z kontrolką studia siedzieli we dwójkę i dopracowywali swoje riffy. 

DON FELDER: To był nasz pierwszy album z Joe, w którym chcieliśmy zrobić trochę harmonii na gitarach. Chciałem napisać jakieś bardziej interesujące rzeczy na gitarę... Jammowaliśmy z Joe i chcieliśmy nawet by była to pełna improwizacja, ale nie zgadzał się z tym Glenn. 'Nie, nie, przestańcie, to nie w porządku' - powiedział. Spytałem go: 'Co masz na myśli mówiąc, że to nie w porządku? A on odparł: 'Nie, musisz po prostu zagrać dokładnie tak samo jak w wersji demo'. Ale był jeden problem. Demo zrobiłem dokładnie rok temu i nie bardzo pamiętałem jak wtedy grałem. Musieliśmy więc zadzwonić do mojej gospodyni w Malibu, która znalazła kasetę i puściła ją z magnetofonu do słuchawki telefonu. Nagraliśmy to. Więc siedziałem w Miami i uczyłem się dokładnie zagrać tak jak wtedy na demo. 

DON FELDER:  Gdy Henely powiedział mi, że "Hotel California" będzie naszym pierwszym singlem z tego albumu, to przeraziłem się. To nie była zbyt dobra piosenka do puszczania jej w radiu. Powiedziałem, że jest za długa, nie można przy niej tańczyć oraz ma zatrzymanie tempa w środku. A on an to: Nie, to musi być to! Nigdy mi w tak cudowny sposób nie udowodniono, że nie miałem racji.  On miał wtedy z tym absolutną rację!



Muzykę Eagles i to nie tylko za sprawą albumu i piosenki "Hotel California" często określa się jako rock kalifornijski. Wcześniej Don Felder wspominał, że żaden z członków w okresie pracy na opisywanym dzisiaj numerem nie pochodził z najbogatszego stanu w Ameryce. Jedynym członkiem zespołu Eagles, który pochodził z tego stanu był Bernie Leadon, który opuścił zespół w 1975; Don Henley pochodził z Teksasu, Joe Walsh z New Jersey, Glenn Frey z Detroit, Don Felder z Florydy, Randy Meisner z Nebraski; w 1977 do zespołu dołączył Timothy B. Schmit, tym razem rodowity Kalifornijczyk.
DON HENLEY: Wszyscy byliśmy dzieciakami ze średniej klasy ze środkowego zachodu. "Hotel California" był naszą interpretacją high-life'u w Los Angeles.
DON FREY: To nagranie to podbrzusze sukcesu, ciemna strona raju. To było to, czego wtedy doświadczaliśmy w Los Angeles. Więc piosenka stała się metaforą całego sukcesu i wszystkiego z tym związanego. Postanowiliśmy to nazwać Hotelem Kalifornia.





Unplugged

Eagles 1977: od lewej Frey, Henley, Schmit, Felder i Walsh.
W 1977 roku piosenka otrzymała nagrodę Grammy. Z udziału w uroczystości jej wręczania zespół zrezygnował. Timothy B. Schmit, od niedawna członek zespołu, wspomina, że zespół oglądał transmisję ceremoni w czasie próby w telewizji.
W 1994 roku Eagles nagrali nową wersję utworu, aksutyczną w ramach serii programów "Bez prądu" - "Unplugged" dla MTV, która znalazła się na albumie Hell Freezes Over. Don Felder wymyślił dla tej wersji nowe intro. Nie została ona wydana na singlu ale właśnie niej album tak dobrze się sprzedawał. Ale pojawiły się już wtedy pierwsze niesnaski, które w przyszłości spowodowały odejście z zespołu (wyrzucenie przez Frey'a i Henley'a) Dona Feldera. Na oryginalnym singlu jako autorów wymieniono kolejno (decyduje to o wartości tantiemów ze sprzedaży) „Don Felder, Don Henley i Glenn Frey”, co oczywiście wszystkim sugerowało, że największy wkład w powstanie piosenki miał Felder. 
Nowa wersja piosenki podpisana już została jako „Don Henley, Glenn Frey i Don Felder”, co nie bardzo spodobało się Felderowi. Twierdził on, że nowa wersja niczym specjalnie nie różniła się od oryginalnej i taki zapis miał być demonstracją siły w zespole. Urazy zostały na zawsze. Nawet w ostatnich latach kiedy Frey i Henley w ramach kolejnych tras zespołu zaczęli zapraszać dawnych członków zespołu, Felder bywał zawsze pomijany. A warto zaznaczyc tutaj, że dzięki Felderowi (z Joe Walshem) Eagles uwolnili się od kontrowersyjnego brzmienia zespołu definiowanego przez duet Leadon-Meisner, właśnie w stronę bardziej melodyjnego i rockowego. Trzeba jednak podkreślić, że pomijając utwór "Hotel California", Felder nie ma swoim koncie innych większych przebojów napisanych w Eagles, w którym wszystkie największe pisali Frey i Henley. Wracając do tematu to w Don Felder nie był zadowolony z nowego podziału tantiem, zbyt dużej roli w zespole pary Frey-Henley. W wyniku tego sporu w 2001 roku został usunięty z zespołu i jak to bywa w takich przypadkach kolejne kłótnie w zespole zamieniły się w batalie sądowe (ostatecznie zadecydowało porozumienie pozasądowe, którego szczegóły znają tylko zainteresowani muzycy). W swojej biografii zatytułowanej "Heaven and Hell: My Life in the Eagles", Felder nazywa parę liderów zespołu ironicznym zwrotem "The Gods" (Bogowie). Felder przez lata, do samej śmierci Frey'a, czuł się głęboko zraniony sposobem, jak potraktowali do dawni koledzy. Szczególnie zaskoczony był nienawiścią do siebie ze strony Frey'a. "Mam setki przyjaciół, moja żona od 29 lat jest moim najbliższym przyjacielem, mam dzieci, wnuki, wszyscy się spotykamy razem w czasie Święta Dziękczynienia. Nigdy nie ma powodu by zatrzaskiwać na zawsze drzwi, chować urazy. Jestem typem osoby, która lubi utrzymywać przyjaźnie przez całe zycie. Próbowałem tak samo z Eagles ale jedyny kontakt z ich strony to prawnicy".

Glenn Frey i Don Felder
Kończąc jeszcze ten wątek zacytuję niektóre, jakże piękne słowa Feldera po śmierci Glenna Frey'a w 2016 roku: Odejście Glenna zostawiło ogromną pustkę i smutek w moim sercu. Był taki młody i pełen nadzwyczajnego w sobie geniuszu. Był niezwykle utalentowanym twórcą piosenek, aranżerem, liderem, piosenkarzem, gitarzystą. Był magiczny! ... Był tym, który zaprosił mnie do Eagles i to był dar zycia, bo spędziłem w zespole wiele lat. Był silny i hojny. Kochaliśmy się jak bracia, jak bracia różniliśmy się czasami. Pomimo naszych zmagań i trudnych chwil razem udało nam się stworzyć magiczne piosenki, nagrania i występy na żywo. Jego charyzma na scenie była odczuwana i kochana przez miliony ludzi na całym świecie. Mam wiele wspaniałych wspomnień z tych lat i wielu mil, które podróżowałem razem z Glennem, wypełnionych śmiechem, piosenką, imprezami, uściskami i braterskimi więzami. Był Jamesem Deanem zespołu. był liderem, który wskazywał na kierunek, w jakim mamy się poruszać. Zdecydowanie najfajniejszym facetem w zespole. Bardzo mnie zasmuca fakt, że  nie potrafiliśmy  poradzić sobie z naszymi problemami, i porozmawiać o nich. Niestety,  nie będziemy mieli okazji. Planeta straciła dziś wspaniałego człowieka i wspaniałego muzyka. Nikt nigdy nie będzie w stanie zająć jego miejsca. Odpocznij w pokoju Glenn Frey i niech Bóg błogosławi ciebie i twoją cudowną rodzinę. 

Powyżej clip z piosenką zespołu Jethro Tull z 1969 roku zatytułowana "We Used To Know". Lider zespołu i autor piosenki Ian Anderson nigdy nie oskarżył zespół o plagiat, ale w wielu wywiadach ze śmiechem przyznawał, że wciąż czeka na tantiemy od Eagles. Podobieństwo zaskakujące. Ale Anderson też powiedział: Nie uważam, że w "Hotelu California" pożyczono coś z mojej piosenki. Trudno znaleźć sekwencję akordów, która kiedyś gdzieś tam nie była użyta w muzyce....

 
Czytaj także na blogu:



On a dark desert highway, cool wind in my hair 
Warm smell of colitas, rising up through the air
Up ahead in the distance, I saw a shimmering light
My head grew heavy and my sight grew dim
I had to stop for the night
There she stood in the doorway
I heard the mission bell
And I was thinking to myself
This could be heaven or this could be hell
Then she lit up a candle and she showed me the way
There were voices down the corridor
I thought I heard them say



Welcome to the Hotel California
Such a lovely place
Such a lovely face
Plenty of room at the Hotel California
Any time of year
You can find it here


Her mind is Tiffany-twisted, she got the Mercedes Bends
She got a lot of pretty, pretty boys she calls friends
How they dance in the courtyard, sweet summer sweat
Some dance to remember, some dance to forget
So I called up the Captain
Please bring me my wine
He said, we haven't had that spirit here since 1969
And still those voices are calling from far away
Wake you up in the middle of the night
Just to hear them say


  Welcome to the Hotel California
Such a lovely place (Such a lovely place)
Such a lovely face
They living it up at the Hotel California
What a nice surprise (what a nice surprise)
Bring your alibis


Mirrors on the ceiling
The pink champagne on ice
And she said: "We are all just prisoners here of our own device"
And in the master's chambers
They gathered for the feast
They stab it with their steely knives
But they just can't kill the beast
Last thing I remember, I was
Running for the door
I had to find the passage back
To the place I was before
"Relax" said the night man
"We are programmed to receive
You can check-out any time you like
But you can never leave!"





Song 4 2day: Lewis Capaldi - Someone You Loved



Singiel
Album: Divinely Uninspired to a Hellish Extent, Breach (EP), 2018
Kompozycja: Lewis Capaldi, Samuel Romans,Thomas Barnes, Peter Kelleher, Benjamin Kohn
Wytwórnia: Virgin
Producent: TMS (zespół trzech producentów: Thomas 'Froe' Barnes, Benjamin Kohn, Peter 'Merf' Kelleher)
Długość: 3:02



Przyznam się, że dawno już żadna piosenka tak mocno nie przylgnęła do mnie już od jej pierwszego z nią kontaktu. Usłyszałem ją przypadkiem kilka dni temu w Radiu Wrocław, które wyemitowało ją - wiem o tym z samego źródła - niejako przypadkowo, poza tzw. playlistą, przygotowywaną na dany dzień przez studio muzyczne rozgłośni. Puścił ją prowadzący audycję dziennikarz. Niestety nie pamiętam jak się nazywał. No i zaczęło się. Obejrzany clip po prostu mnie rozwalił. Sami musicie ocenić jego piękno, przesłanie. I myślę, że niektórym z Was może się pojawić w oku łza. 

Jak się później dowiedziałem, we wspomnianym teledysku zagrał krewny piosenkarza, szkocki aktor Peter Capaldi,  znany z wielu znanych filmów, jak choćby 'World War Z' (z Bradem Pittem). Obok na zdjęciu.  Świetny aktor. Dla mnie już jego skromniutka rólka w clipie mówi robi wrażenie. Jeśli kogoś mi ten aktor przypomina to Davida Copperfielda. Którego zresztą zagra w planowanej na ten rok produkcji o życiu słynnego magika. 
Udane video z pewnością pomogło wypromować piosenkę, ale to rzeczywiście piękna ballada, którą już wpisuję sobie do grona moich piosenek, które chcę mieć zawsze pod ręką w samochodowej składance. Na marginesie, czytający ten blog wiedzą, że ten zestaw samochodowych składanek przemienia się w potężną kolekcję. I oczywiście nie chcę napisać, że 'Someone You Loved' nadaje się tylko do słuchania w czasie jazdy. 

Choć "Someone To Loved" to pierwszy numer 1 młodego szkockiego muzyka, ale od razu stał się przeboje. Numer 1 na brytyjskich listach. Okupował czołówkę listy przez przez 7 tygodni!!!, co przełożyło się na fakt, że stał się najlepiej sprzedającym się singlem na Wyspach w 2018 roku.  W USA dotarł do tylko 54 miejsca, a więc średnio. Ale w UK Brytyjczycy pokochali pozornie nieatrakcyjną balladę. Niezaskakujące, bo 
to to ojczyzna Eda Sheerana, a "Someone You Loved" niejako wpisuje się w klimat piosenek popularnego rudzielca. U Lewisa to miejmy nadzieję tak zwany przełomowy numer, który zapoczątkuje mu udaną karierę. Czy wykorzysta szansę przekonamy się w tym roku. Początkowo sądziłem, że zupełnie nieznany w naszym kraju, gdyż o ile wiem, nie pojawił się na "trójkowej liście". Za to puszczało go Radio Zet, niespecjalnie mój faworyt. Piosenka miała się na falach tej radiostacji spodobać do tego stopnia, że Zetka zaprosiła Lewisa do naszego kraju i kameralnego koncertu w swoim studiu.Capaldi zagrał także na żywo w siedzibie stacji Muzo FM.
A tak Lewis (ur.1996) opowiada o powstaniu piosenki (pisał ją ponad 6 miesięcy): Często panuje teoria, że piękne, mocne numery przychodzą znikąd, po prostu pojawiają się. Wpadają ci w ręce. Zupełnie się z tym nie zgadzam.  Moje najlepsze piosenki powstawały długo, przy fortepianie i ich tworzenie przypominało walenie głową w mur.

I'm going under and this time I fear there's no one to save me
This all or nothing really got a way of driving me crazy
I need somebody to heal
Somebody to know
Somebody to have
Somebody to hold
It's easy to say
But it's never the same
I guess I kinda liked the way you numbed all the pain

Now the day bleeds
Into nightfall
And you're not here
To get me through it all
I let my guard down
And then you pulled the rug I was getting kinda used to being someone you loved

 I'm going under
And this time I fear there's no one to turn to
This all or nothing way of loving
Got me sleeping without you.
Now, I need somebody to know
Somebody to heal
Somebody to have
Just to know how it feels
It's easy to say
But it's never the same
I guess I kinda liked the way you helped me escape

Now the day bleeds
Into nightfall
And you're not here
To get me through it all
I let my guard down
And then you pulled the rug
I was getting kinda used to being someone you loved

And I tend to close my eyes when it hurts sometimes
I fall into your arms
I'll be safe in your sound till I come back around

But now the day bleeds
Into nightfall
And you're not here
To get me through it all
I let my guard down
And then you pulled the rug
I was getting kinda used to being someone you loved

I let my guard down*
And then you pulled the rug**
I was getting kinda used to being someone you loved

To teraz czytam: Piotr Stelmach - "Lżejszy od fotografii - o Grzegorzu Ciechowskim"


Dawno nie proponowałem na blogu czegoś ciekawego do czytania. Nadrobię to teraz krótko. Książka, którą się delektuję od ok. 2 tygodni. Nie bez przerwy, nie cały czas, ale codziennie kilka, kilkanaście stron. Byłem na promocji książki, mam swój egzemplarz z odręczną dedykacją autora. Książka dla każdego, nie tylko dla fanów kultowej Republiki i charyzmatycznego jej lidera. Po umieszczeniu na moim Topie jednej piosenki zespołu (głupie jak określił w jednym z wywiadów GC 'Telefony' - 162) otrzymałem kilkanaście maili z całego świata na temat muzyki zespołu. Zawsze pozytywnych! Cóż, nie uważam, że mój blog ma aż taki zasięg czy popularność, by czytali (obserwowali) go Finowie, Szwedzi czy nawet Japończycy (pomijam już naprawdę bardzo przyzwoitą jakość Tłumacza Google'a, który pozwala czytać nam w sieci wszelakie strony z różnych krajów przetłumaczone na nasz język). Na moje posty, w tym ten o Republice i 'Telefonach' z pewnością można wpaść grzebiąc w sieci i znachodząc hasła bardzo popularnych piosenek, np. 'Purple Rain' Prince'a lub innych wielkich światowych songów. Także poprzez link z mojego rzeczywiście bardzo popularnego bloga o The Beatles, na którym zamieściłem także skrót do mojego zestawienia ulubionych piosenek Wszech-czasów. Stąd pewnie ktoś podejrzał całe zestawienie MTW i 'zerknął' na pozycję: 162. MTW: Republika -  "Telefony". Wiecie jak przyjemnie czyta się mail od kogoś tam np. z Meksyku, który komplementuje to o czym napisałeś.
Nie byłem zaskoczony tym, że muzyka Republiki się spodobała (w poście wstawiłem kilka muzycznych clipów zespołu). Od zawsze panuje opinia, że gdyby Republika pochodziła z Wielkiej Brytanii lub Ameryki znałby ją cały świat. Cóż, takie czasy. Od czasów Elvisa i tzw. Brytyjskiej Inwazji Beatlesów na Amerykę. Mało znany wykonawca czy zespół z Wysp wydaje album i jest on promowany na całym świecie. Kto słucha rockowych numerów z Czech, Finlandii czy Portugalii. I przykłady światowych karier A-ha, Abby, Roxette nic tutaj nie zmienią. 
Parafrazując słynne powiedzenie JFK: Język głupcze! Czy w tym tkwi problem? I tak i nie! Nieprzypadkowo Skandynawowie uczący się angielskiego -  "szekspirowskiego" - od przedszkola często mówią ładniejszą angielszczyzną niż rodowici Wyspiarze. Posłuchaj Skandynawa mówiącego po angielsku. Idealny akcent, wszystko zrozumiałe, prawie jak angielski z najwyższych brytyjskich  sfer. Cóż, angielszczyzny Grzegorza na  brytyjskiej wersji albumu 'Nowe Sytuacje' prawie nie da się słuchać (podobnie jak Kory czy nawet Artura Rojka na "angielskim" Myslovitz). Ale odbiegam od głównego tematu. Republika to dla mnie zwyczajnie najlepszy zespół w historii polskiego rocka, choć pewnie więcej przebojów ma Lady Pank lub Maanam.
Wiedziałem zawsze (zresztą proszony o to), że muszę napisać więcej o tym zespole, z którym wiążą mnie niesamowite wspomnienia z młodzieńczych lat, kiedy na studiach nie będąc początkowo jego  fanem (wolałem kapelę Janka Borysewicza a nawet OZ)  odkrywałem ten... magiczny zespół. Absolutnie magiczny, kultowy, cały, nie tylko poprzez osobę jego lidera, ale wszystkich muzyków. Z koncertu we wrocławskiej  Hali Ludowej (gdzieś w 1981-82) wróciłem już całkowicie "zrepublikowany". Odsyłam wszystkich fanów lub zaciekawionych tych tekstem na oficjalną stronę zespołu oraz oczywiście jak najszybciej do księgarni po książkę Piotra Stelmacha (na marginesie absolutnie czarującego nie tylko swoim profesjonalizmem człowieka). I pewnie z czasem do mego bloga.


___________


JUTRO. Wrocław - 22.06.2019. Trzeba być ;) i będę.


 

Bryan Adams! Wreszcie. Pierwszy raz obejrzę tego muzyka "live". Jak widać z clipu poniżej mój ulubiony Kanadyjczyk jest w znakomitej formie. Tekst "Back of 69" obowiązkowo do nauczenia na pamięć. Bryan promuje swój, jak dla mnie niestety średnio udany album "Shine A Light". 
Zaskoczyła mnie - i moją paczkę przyjaciół - przeniesienie koncertu z jednej hali (Orbita, biletowane miejsca siedzące) do innej (Pergola). Co prawda do większej, ale już bez numeracji miejsc, a więc by usiąść razem trzeba wejść już na salę dwie godziny wcześniej. Trudno, czego się nie robi dla Klasyka. Bo tak, Bryan Adams zdecydowanie dzisiaj jest klasykiem rocka z niezliczoną liczbą przebojów. Liczę na znakomity koncert. Aranżacja wszystkich piosenek muzyka pozwala wiernie odtworzyć  je na koncertach, więc nie będzie pewnie tego rozczarowania, które odczułem np. podczas ostatniego koncertu moich ulubionych The Cure czy lata wcześniej The Police. O koncercie napiszę oczywiście oddzielny post. 

Znalezione obrazy dla zapytania Bryan Adams wrocław 2019

 Po koncercie ...

 Cóż, upały uniemożliwiają mi napisanie zbyt długiego tekstu. Koncert Bryana Adamsa we wrocławskiej Orbicie znakomity, jeden z lepszych, które miałem przyjemność obejrzeć. Na kanale youtube sporo filmików, więc polecam zajrzenie tam i przekonanie się, że moja ocena koncertu jest prawidłowa. Nie zabrakło niczego. Znakomitego nagłośnienia, znakomitej aranżacji wizualnej. Artysta w świetnej formie wokalnej. Wspaniały zespół towarzyszący, widoczna chemia między muzykami. No i w zasadzie nie przypominam sobie jakiegoś przeboju muzyka, którego nie usłyszałem w czasie koncertu. Nawet moja ulubiona ballada zabrzmiała na koniec, czyli "Straight From The Heart". Oczywiście było "Everything I Do"  oraz wiele innych. W tym te, które muzyk spiewał w duetach a nawet w trio: "It' s Only Love" (oryginał z Tiną Turner), "When You're Gone" (Mel C ze Spicetek) i "All For Love" (ze Stingiem i Rodem Stewartem). Wspaniały koncert jak i cały dzień z trójką moich przyjaciół.

7. MTW: LED ZEPPELIN - "Stairway To Heaven"




Album: Led Zeppelin IV
Kompozycja: Jimmy Page & Robert Plant
Producent: Jimmy Page
Wytwórnia: Atlantic
Nagrywany: 1970-1971
Wydany: 8 listopada 1971
Długość: 8:02









ROBERT PLANT: W kółko mnie pytają o popularność "Stairway to Heaven". Może poprzez jej abstrakcyjną formę. Tekst można interpretować w zależności od pory dnia, humoru, nastroju. Tak ją odbieram i w ten sposób piszę słowa piosenek... Oczywiście wspaniała melodia. Nie można o niej zapominać. Mnie samemu podoba się solówka Jimmy'ego.

 
Jones, Plany(na górze), Page i Bonham. 1971

Obsada:
Robert Plant: wokal
Jimmy Page: wszystkie gitary
John Paul Jones: instrumenty klawiszowe
John Bonham: perkusja 
Sekcja smyczkowa (flety)

Największy przebój Led Zeppelin, ponadczasowy hit, jedna z najgenialniejszych piosenek wszech-czasów. Nigdy nie wydane na singlu. Radiostacje otrzymały tylko promocyjne single w wersjach mono oraz stereo. Pozwolę sobie przytoczyć fragment, który już poprzednio zamieściłem przy opisie piosenki. Krótkim, bo nie sądziłem, że prowadzenie bloga (blogów) tak mnie wciągnie.  
"Była sobie Dama, która była przekonana, że wszystko co się świeci jest złotem, więc kupiła sobie Schody Do Nieba...". Trzyczęściowy, starannie podzielony warstwą tekstową i muzyczną, pierwszy to ballada , Jimmy Page gra tutaj na 12 strunowej gitarze co daje jakby bardziej szlachetne brzmienie temu fragmentowi, później długie, zmieniające się solo gitarowe z pięknym  motywem gitarowym od 6 minuty 24 sek (posłuchaj), nigdy już tak wiernie nie odtworzonym (i nie próbowanym nawet) na koncertach by w końcu przejść w mocny heavy-metalowy kawałek. W biografii Led Zeppelin: "Młot Bogów", którą polecam, autor (Davies Stephen) zadaje pytanie Czytelnikowi, czy zna jakikolwiek utwór muzyczny, który by tak mocno oddziaływał na fana, słuchacza, uczestnika koncertów, który na pierwsze takty piosenki zamierał, wstawał z siedzenia jak do hymnu i milknął, tuż po wcześniejszym szaleństwie...Tak, w tym momencie muzycy wskazywali swoim fanom ich własne schody do nieba fantazji, przeżywania, odlotu...
  Tak jak wspomina Plant na początku tekstu, bardzo trudno odszyfrować, co miał na myśli tworząc skomplikowaną lirykę. Tak naprawdę, to tylko pierwsza część tekstu jest zrozumiała i opowiada o zachłannej kobiecie, gromadząca majątek, tylko po to, by na końcu dowiedzieć się, że jej życie nie miało znaczenia (nie doprowadzi jej do nieba). Plant tylko ten fragment dokładnie objaśniał słowami: To piosenka o kobiecie, która nie dając niczego w zamian, ma wszystko




Rolling Stone: "Stairway to Heaven" to ballada, wizytówka  z Led Zeppelin IV. Na tle muzyki lat 70-tych absolutny monolit. Rozwija się od akustycznego intro w stylu Elżbietańskim, poprzez mistycyzm Planta, aż po spiralne solo Page'a. Ośmiominutowa piosenka jest arcydziełem narastającej intensywności powstrzymującej nadchodzącą moc, by unieść w niebo jak nic wcześniej w rocku. Zdaniem Page'a narastająca jak przypływ adrenaliny.


Pierwsze prace nad piosenką Jimmy Page rozpoczął w 1970 roku. W swoim studiu na łodzi, na której mieszkał (dom mieszkalny tuż koło łodzi, Tamiza, niedaleko Londynu). Zamiar był prosty, stworzyć spektakularny numer, który zastąpi "Dazed And Confused" jako motor oraz często finał koncertów. Tak więc już samo założenie było bardzo ambitne. To nie miał być kolejny numer czy przebój Led Zeppelin, kapeli odnoszącej na całym świecie ogromne sukcesy, ale dzieło. W swoim studiu Page pracował na 8-mio ścieżkowym magnetofonie, próbując brzmienia każdej ze swojej ogromnej kolekcji gitar.W kwietniu 1970 dziennikarzom odwiedzającym go w studiu mówił, że utwór, nad którym pracuje może trwać nawet 15 minut. Muzyk mówił, że kulminacyjnym punktem songu będzie pojawienie się perkusji Johna Bonhama, której nie będzie w utworze dosyć długo. 
Bron-yr-Au, cały zespół.
Gdy w październiku tego samego roku, po 18 miesiącach ciągłego koncertowania, piosenka była nieomal gotowa. Page i Plant wyjaśniali później, że utwór został dokończony na ogromnej starej walijskiej farmie o nazwie Bron-yr-Au, w pobliżu rzeki Dovey, gdzie powstała wcześniej większość materiału muzycznego zespołu, ostatnia na album "Led Zeppelin III". Page mający obsesję na punkcie okultyzmu (znakomity materiał na oddzielny post, który postaram się napisać po ukończeniu ostatniej 7 songów MTW), mawiał, że obaj pracowali nad piosenką siedząc w ciemnościach tylko przy kominku, a wokół nich "tańcowały w mroku duchy starej posiadłości". 

PLANT: Zeppelin stawał się wielki. Chcieliśmy by reszta naszej podróżny w kapeli zaczęła obierać bardziej wyrównany kurs. Stąd wyprawa w góry. Myślałem, że uda nam się w nich uzyskać trochę spokoju i natchnąć siebie klimatem kalifornijskiego bluesa. I założyliśmy, że raczej w Walii niż w San Francisco.

PAGE: Dwa lata koncertów bez przerwy pozwoliło nam zyskać nazwę i renomę. Gdy drzwi się uchylają, kopiesz je i walisz nimi na oścież. Wykorzystaliśmy dane nam okazję. Potem z Robertem zaszyliśmy się w małym domku, bez elektryczności. Mieliśmy magnetofony na baterie. Tak powstał "Led Zeppelin III". Potem też tam wracaliśmy.Tam powstało "Stairway To Heaven".
Nagrywanie utworu rozpoczęło się w grudniu 1970 roku w nowym londyńskim studiu wytwórni Island Records. Zespół nie miał jeszcze wtedy całego tekstu. Prace skupione były na poznaniu utworu, ćwiczeniu poszczególnych partii, w tym sola gitarowego Jimmy'ego. Nie zostało ono jeszcze wtedy ukończone. Robert przyniósł gotowy tekst gdy zespół zebrał się w roku następnym w studiu Headley Grange, Hampshire. Na dokończenie swej solówki Page wrócił jednak do poprzedniego studia Island Records.



W 2016 roku w czasie rozprawy sądowej, gdy Page został posądzony o plagiat piosenki przez spadkobierców Randy'ego California Wolfe'a z zespołu Spirit (Page miał "ściągnąć" wstęp do piosenki z utworu "Taurus" autorstwa Wolfe'a z 1967 roku, wyznał w sądzie, że muzykę do piosenki napisał sam i zaprezentował ją kolegom z zespołu w 1970 w Headley Grange w Liphook Road, Headley, Hampshire. Tam też mieli nagrać jej pierwsze demo w samochodowym studiu należącym do The Rolling Stones. Plant potwierdził słowa kolegi także przed sądem. Cóż, Headley Grange nie jest tak czarującym miejscem jak Bron-yr-Au, ale w historii zespołu jest mnóstwo wszelakich wersji dotyczących danego wydarzenia czy piosenki, że trudno stwierdzić naprawdę, co jest prawdą, co przeinaczeniem, co zwyczajnym zapomnieniem przez np. narkotyki. Kończąc wątek plagiatu: Sąd oddalił pozew Wolfe'a w całości, uznał jednak, że podobieństwo obu piosenek jest bardzo widoczne, podkreślając, że pod koniec lat 60-tych progresja akordów użytych w utworze "Taurus" wykorzystywana była w muzyce powszechnie. Randy California Wolfe (jako 15 latek grał wpierwszym zespole Jimiego Hendrixa, młody wiek uniemożliwił zabranie go do Europy przez Jimiego) zmarł w wyniku utonięcia w 1997 w wieku 48 lat i za życia nie podejmował żadnych kroków przeciwko Led Zeppelin. Pozew w 2014  złożył w jego imieniu dziennikarz muzyczny Michael Skidmore, mający tytuł prawny do twórczości zespołu Spirit.

PLANT: Trzymałem ołówek i z jakiegoś nieznanego mi powodu napisałem na kartce: 'There's a lady who's sure all that glitters is gold/And she's buying a stairway to heaven.' Po prostu siedziałem i patrzyłem na pojawiające się słowa. Gdy je przeczytałem ponownie aż podskoczyłem na siedzeniu.
Muszę tutaj wrócić znowu do tematu okultyzmu, który to temat nierozerwalnie związany jest z zespołem. Wielkim fanem znanego XIX wiecznego szkockiego magika Aleistera Crowley'a (zalecał uczenie się czytania i mówienia wspak) był gitarzysta zespołu, Jimmy. Kupił on nawet słynny szkocki dom magika zwany Boleskine House. Wypowiedzi muzyków, takie jak przytoczona wyżej Planta, spowodowały powstawanie szeregu plotek i teorii, ze przy powstawaniu tekstu piosenki brały udział nieczyste siły - stąd nie do końca zrozumiały tekst, ale jeśli puścić go od konca...
Wokalista zespołu skomentował to po prostu: "Stairway To Heaven" powstało z samych dobrych intencji. Odwracanie słow, puszczenie taśm od końca to nie jest mój sposób na tworzenie muzyki. Te plotki są bardzo, bardzo smutne. Usłyszałem je kiedyś to w kanale informacyjnym. Przez cały dzień to mnie męczyło. Nie mogłem uwierzyć, że mogą być ludzie, którzy wierzą w takie brednie. Jest wielu ludzi, którzy tak zarabiają pieniądze, ale jeśli tak robią, niech nie tykają moich tekstów.
Jimmy'emu bardzo spodobał się tekst Planta. Zdecydował, że od tej pory wszystkie teksty Led Zeppelin będzie pisał tylko on. Słowa piosenki jako jedynej z albumu "Led Zeppelin IV" znalazły się na okładce płyty.


Zapytany kiedyś jak ważne dla niego jest "Stairway To Heaven", Jimmy Page odpowiedział: Według mnie to właśnie "Stairway..." krystalizowało esencję zespołu. Miało w sobie wszystko i mogło pokazać wszystko co najlepsze jest w zespole. Bez zwracania uwagę na solo czy coś innego. Zwracaliśmy baczną uwagę na to, by nie zostało wydane na singlu. Song był dla nas kamieniem milowym. Każdy muzyk chce napisać coś, co wytrzyma próbę czasu, i myślę, że dla nas takim utworem są "Schody do nieba". Dla Townsenda pewnie jest to Tommy [rock opera "Tommy" Pete'a Townsenda z The Who]. Nie wiem, czy potrafiłbym napisać coś lepszego. Muszę zawsze wykonać dużo ciężkiej roboty, zanim dogrzebię się do czegoś wartościowego. 
Gitarowe solo... Wcale go jakoś nie układałem (śmieje się). Wiedziałem gdzie zacznę i gdzie skończę. I po prostu to zrobiłem. Kiedy próbowałem był w studiu już wzmacniacz. To był wzmacniacz Supro, którego używałem przy pierwszym albumie. Nadal go używam [1977].  Solo do "Stairway" zrobiłem na Telecasterze, którego wcześniej nie używałem już od dłuższego czasu. Podłączyłem do wzmacniacze i odjechałem.  To było już inne brzmienie niż te z pierwszego albumu.  To była dobra, wszechstronna konfiguracja.
Warto tutaj dodać, że pytany o to samo, Robert Plant wyraża odmienne zdanie.
Plant: Nie uważam, by naszym największym osiągnięciem muzycznym było "Stairway To Heaven". To ważny nasz song, ale dla mnie większe znaczenie ma "Kashmir".
 Finalna wersja piosenki, którą tak wszyscy doskonale znamy ogromnie dużo zawdzięcza także basiście oraz multiinstrumentaliście zespołu, Johnowi Paulowi Jonesowi. Muzyk ten zdecydował, i co najważniejsze przekonał do tego samego Page'a, producenta albumu oraz niekwestionowanego lidera zespołu, że nie użyje w utworze... basu. Argumentem było to, że mogło to zmienić piosenkę w folkowy song. Zamiast tego w utworze słyszymy sekcję smyczkową, jego instrumenty klawiszowe (niektóre nie wprost ale dodają tonów basowych) oraz specjalne flety (wooden recorder), w otwierającym intro. John Bonham ze swoimi bębnami pojawia się dopiero na początku piątej minuty.  I jego wejścia na perkusję są przecudnej urody. 



Jones wspomina, że pierwsze wykonanie piosenki miało miejsce 5 marca 1971 roku w irlandzkim Belfaście, wtedy strefie wojny. Publiczność specjalnie nie była nią zachwycona. Oczekiwała wtedy numerów w stylu "Whole Lotta Love”. Z chwilą rozpoczęcia trasy w Ameryce song zaczął zdobywać coraz większą popularność, gdyż playlista koncertowała tak była układana, by song zabrzmiał w momencie, gdy publiczność oczekiwała trochę wytchnienia. W sierpniu 1971 w czasie koncertu Los Angeles publiczność nagrodziła piosenkę owacją na stojąco.






W 2012 roku trzej żyjący członkowie zespołu zostali uhonorowani specjalną nagrodą za swój wkład w kulturę amerykańską - The Kennedy Center Honors. W clipie piękne wykonanie opisywanego przeboju przez zespół Heart sióstr Wilson, Ann (wokal) oraz Nancy (gitara) wraz z całą masą dodatkowych muzyków. Piękne wykonanie, w którym niepowtarzalna i prawie nie powtórzenia na scenie solówka Page'a wspomagana była - w odpowiednich momentach - przez chórzystów. Smaczka wspaniałemu występowi dodał udział Jasona Bonhama, syna zmarłego  perkusisty zespołu (w 1980 roku, przedawkowanie alkoholu, leków oraz  używek), którego odejście było definitywnym końcem zespołu Led Zeppelin. Wszyscy czterej muzycy byli ze sobą bardzo mocno związani, ale najbardziej śmierć bębniarza zespołu przeżywał jego lider. I Page był zawsze tą siłą, która była przeciwna jakiejkolwiek reaktywacji zespołu z jakimkolwiek innym perkusistą. Ale gdy Jason dorósł i stał się również wybitnym perkusistą (choć przypuszczalnie nie miało to większego znaczenia) sytuacja się zmieniła. 10 grudnia 2007 roku w londyńskiej O2Arenie odbył się koncert pod nazwą "Celebration Day". Na scenie obok trzech "wujków": Roberta Planta, Jimmy'ego Page'a oraz Johna Paula Jonesa na perkusji zagrał Jason Bonham (clip).


Plant, Page, Bonham Jr i Jones. Reaktywacja Led Zeppelin. Niestety tylko epizodyczna.

 
There's a lady who's sure all that glitters is gold
And she's buying the stairway to heaven
When she gets there she knows, if the stores are all closed
With a word she can get what she came for
Ooh, ooh, and she's buying the stairway to heaven
There's a sign on the wall but she wants to be sure
Cause you know sometimes words have two meanings
In a tree by the brook, there's a songbird who sings
Sometimes all of our thoughts are misgiven

Ooh, it makes me wonder
Ooh, it makes me wonder

There's a feeling I get when I look to the west
And my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking

And it's whispered that soon if we all call the tune
Then the piper will lead us to reason
And a new day will dawn for those who stand long
And the forests will echo with laughter

If there's a bustle in your hedgerow, don't be alarmed now
It's just a spring clean for the May queen
Yes, there are two paths you can go by, but in the long run
There's still time to change the road you're on
And it makes me wonder
Your head is humming and it won't go, in case you don't know
The piper's calling you to join him
Dear lady, can you hear the wind blow, and did you know
Your stairway lies on the whispering wind


And as we wind on down the road
Our shadows taller than our soul
There walks a lady we all know
Who shines white light and wants to show
How everything still turns to gold
And if you listen very hard
The tune will come to you at last
When all are one and one is all
To be a rock and not to roll

And she's buying the stairway to heaven