Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

SHE LOVES YOU - Zwariowana sesja The Beatles

Może ten tekst zaciekawi Ciebie moim blogiem o The Beatles. Więcej tutaj.

A o samej, szalonej jak się zorientujecie,  sesji nagraniowej "She Loves You" i rodzącej się Beatlemanii pięknie opisuje Geoff Emerick w często cytowanej przeze mnie na łamach blogu swojej książce, "Here, There And Everywhere. My Life Recording The Music Of The Beatles". 
GEOFF EMERICK: Wczesną wiosną 1963 r. The Beatlesi byli bez wątpienia najlepszym zespół w Anglii, mając singiel na szczycie listy przebojów („Please Please Me”) oraz z debiutanckim albumem, z którego muzyka dominowała na falach radiowych. Chociaż mieli stać się jeszcze więksi - więksi w rzeczywistości, niż ktokolwiek przypuszczał, że jest to możliwe, to prawdopodobnie żadna sesja nie podkreśliła bardziej ich popularności niż ta, w której rozpętało się piekło: dzień, w którym nagrali „She Loves You”.
Z powodu swojego napiętego koncertowego harmonogramu, Beatlesów nie było już w studiu od kilku miesięcy, stąd moje zaskoczenie kiedy znalazłem ich nazwiska na zamówieniu o studio na początek lipca... a jeszcze większe, kiedy zobaczyłem swoje nazwisko jako asystenta sesji, zamiast Richarda [Langhama]. Zamówienie było na podwójną sesję - popołudniową oraz wieczorną - byłem zachwycony. Nie tylko z powodu pracy z nimi, ale dodatkowego bonusa, jakie stanowiło wynagrodzenie za nadgodziny, tak wtedy mi bardzo potrzebne. Tak szybko jak tylko mogłem udałem się do Studia nr 2. Z jakiegoś powodu pachniało woskiem (nawoskowane co poniedziałek podłogi), co przypominało mi zawsze zapach kościoła, lekko stęchły. Co niezwykłe, kontrolka była zupełnie pusta. Nie było śladu po George'u Martinie czy Normanie Smith'u. Na dole Mal Evans zajęty był ustawianiem perkusji Ringo. Zszedłem i przywitałem się z nim ciepło, przedstawiając się drugiemu z roadie, którego widziałem już kilka razy, ale z którym nigdy nie rozmawiałem.

B.Epstein, G. Martin i G.Emerick
 Usłyszałem, "Neil Aspinall, poznaj Geoffa Emericka" zabuczał Mal. Pojawił się Neil i uścisnęliśmy sobie dłonie. Spytałem go, gdzie są Beatlesi, a on odparł, " Chłopcy są na zewnątrz i mają sesję zdjęciową... o ile fani ich nie rozerwali na strzępy". Zaczęli razem chichotać. "Przypuszczam, że twój generał i jego prawa ręka są także tam na zewnątrz", powiedział Mal, mając na myśli George'a i Normana. Kilka minut później drzwi studia się otworzyły i wpadło przez nie czterech Beatlesów, za nimi George i Norman, oraz świetnie ubrany dżentelmen, którego wcześniej nie spotkałem. Wszyscy byli bardzo podekscytowani a z zewnątrz dobiegały entuzjastyczne rozmowy fanów. John Lennon zażartował coś o "barbarzyńcach u bram miasta", a McCartney i Harrison porównywali swoje odczucia odnośnie jakiejś osoby tam z zewnątrz, przesadnie przymilającej się im, zanim nie zareagowała ochrona.
Wszyscy byli tak zajęci, że zostałem prawie zignorowany; nawet George Martin i Norman nie przywitali się ze mną jak zwykle. Jedynym wyjątkiem okazał się dobrze ubrany mężczyzna, który podszedł do mnie z wyciągniętą ręką i przedstawił siebie jako Brian Epstein. Wcześniej dużo czytałem o ich tajemniczym menadżerze, ale nigdy nie spotkałem go w studio. Chociaż bardzo przyjazny, to wydał mi się trochę dziwnym. Był cichym człowiekiem, oczywiście z wyższych klas. Nie pojawiał się na wielu sesjach, ale był do mnie zawsze grzeczny, jakkolwiek zawsze miałem wrażenie, że Beatlesi nie lubili mieć go koło siebie. Po kilku minutach luźnych pogawędek, George Martin, Norman, Brian i ja udaliśmy się na górę do kontrolki by rozpocząć prace zaplanowane na ten dzień. Podczas gdy my, Norman i ja, zaczęliśmy testować mikrofony oraz sprzęt nagrywający, Brian i George rozpoczęli zaimprowizowaną rozmowę na temat porannej sesji zdjęciowej oraz planu sesji nagraniowej na następny miesiąc. W tym czasie, Brian miał swoją stajnię artystów, w tym Gerry and the Pacemakers czy Billy J. Kramera, którzy mieli podpisane kontrakty z Parlophone oraz byli produkowani przez George'a. We wczesnych dniach Beatlemanii, pod studiem siedziało zawsze około setki dziewcząt, mających nadzieję zobaczyć jedną lub więcej grup wsiadających lub wysiadających ze swoich samochodów. W jaki sposób dowiadywały się o tym, że w danym dniu przybędą Beatlesi pozostanie dla mnie do końca tajemnicą - ich sesje były zawsze rezerwowane pod pseudonimem, "The Dakotas" (jak ten zespół, akompaniujący Billy'emu J. Kramerowi), ale widocznie miały one jakąś swoją siatkę, bo pojawiały się na godzinę przez przybyciem zespołu do studia. Pomimo wielkości tłumu okupującego wejście do studia, przydzielano nam zawsze tylko czterech lub pięciu policjantów, co było wielkością, jak dla mnie, absurdalnie nieodpowiednią.
Tego dnia The Beatles, co było niecodzienne, pojawili się kilka godzin wcześniej przed sesją, by pozować do sesji zdjęciowej przed studiem, dając dziewczynom mnóstwo czasu by przywołać swoich przyjaciół, co jeszcze bardziej powiększyło tłum niż miało miejsce zazwyczaj. Fanki wspinały się wokół studia by tylko ich zobaczyć, a oni uśmiechali się, machali do nich, pozdrawiali, dodając paliwa do ognia. To było zarzewie eksplozji, która miała niebawem wystąpić. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Gdy John, Paul i George dostrajali sie w studio, Norman Smith zauważył, że mikrofon wzmacniacza basu zniekształcał, więc poprosił mnie bym zszedł na dół i odsunął go o kilka cali. Kątem oka zauważyłem, że Mal z Neilem wyszli ze studia, bez wątpienia udając się do kantyny po niekończący się strumiem filiżanek herbaty dla muzyków. Jednak tego dnia nie oddalali się na dłużej. "FANI!" Bez wątpienia ten buczący okrzyk należał do Wielkiego Mala, za którym biegł zdyszany Neil. Beatlesi przerwali swoje czynności a zdenerwowany Lennon zawołał: "Co do diabła, o czym mówisz?" Nim Mal zdążył odpowiedzieć drzwi do studia się otworzyły i wpadła przez nie nastolatka, kierując się na oszołomionego, pochylonego nad perkusją Ringo. Neil, instynktownie, w stylu futbolisty amerykańskiego, rzucił się na nią i zdążył ją złapać chwilę wcześniej. Wszystko to rozgrywało się jak w zwolnionym tempie tuż przed moimi oczami. Kiedy Mal wypychał szlochającą dziewczynę za drzwi, Neil złapał oddech i przekazał nowinę: w jakiś sposób ogromny tłum przełamał policyjną barierę na zewnątrz przed wejściowymi drzwiami do studia. Stołówka była pełna wrzeszczących fanek, tuziny innych biegały po wszystkich pomieszczeniach studia EMI w poszukiwania Wspaniałej Czwórki. Neil krzyczał, że na zewnątrz panuje istne szaleństwo. "Musicie to zoabczyć, inaczej nie uwierzycie". Stałem skamieniały w miejscu, nie bardzo wiedząc co mam robić. Mogłem dostrzec kontrolkę, w której widziałem patrzących na dół zatroskanych Briana, George'a i Normana.
Brian zszedł na dół pierwszy. Powtarzał w kółko, "Ojej, ojej", wykręcając w zatroskaniu ręce. Norman był tuż za nim, krzyczał do mnie, "Geoff, wezwij przez interkom ochronę". Z dołu dobiegał do mnie odbijający się od ścian nerwowy śmiech Johna Lennona. Jak się okazało, nie było potrzeby wzywania ochrony, gdyż ta - on - już była na miejscu. On czyli John Skinner był już tam i stał z opadniętą szczęką, patrząc na pusty pokój kontrolki. Zdenerwowany spytał mnie czy wszystko w porządku. Odparłem, że wszyscy jesteśmy w jednym kawałku i czekam na wieści co dalej. Powiedział, by zabarykadować drzwi, dopóki się wszystkich nie usunie... i ruszył na front walki. Ciekaw byłem o co tyle zamieszania i wystawiłem głowę na zewnątrz. To, co zobaczyłem, zadziwiło mnie, zaskoczyło i przestraszyło… ale także zmusiło do wybuchnięcia śmiechem. To był niewiarygodny widok, prosto z Keystone Kops [slapstickowa komedia z początku kina]: dziesiątki histerycznych, krzyczących dziewcząt pędzących po korytarzach, ściganych przez garstkę zdyszanych, oblężonych policjantów. Za każdym razem, gdy ktoś doganiał jakąś fankę, pojawiały się kolejne dwie lub trzy biegnące obok, piszczące ile sił w płucach. Biedacy nie wiedzieli, czy puścić tą szaloną, z którym akurat walczył, i iść pomóc innym, czy też trzymać ją jak ptaka w ręku. Gdy wędrowałem korytarzem, mogłem zobaczyć takie sceny wszędzie. Drzwi się otwierały i zatrzaskiwały, przerażeni pracownicy, ciąganie się za włosy 9 a może to Beatlesi w przebraniu), każdy biegła w jakąś stronę z ogromną prędkością.
Fani wyrwali się całkowicie spod kontroli - Bóg jeden wie, co by się stało, gdy w ich ręce wpadł któryś z Beatlesów. Ponura determinacja na ich twarzach, przerywana zwierzęcymi wrzaskami, wszystko to sprawiało, że sytuacja stawała się co najmniej dziwaczna. Wróciłem do studia, które wydawało się całkiem spokojne, jak oko cyklonu, wszystko wydawało się tutaj pod kontrolą. Neil zdecydował udać się na zwiad, w drzwiach stanął z założonymi rękoma ponury Mal, który przypominał mi strażnika stojącego przed pałacem Buckingham. Ringo, wciąż wstrząśnięty, stał za stołkiem przy perkusji, za to John, Paul i George Harrison zaczęli wariować, chichotać i wygłupiać się, naśladując biednych fanów rzucających się na nich ze swoimi dziwnymi minami. George Martin, z początku także trochę zdenerwowany, odzyskał swoje spokojne usposobienie i z dużą dozą formalności, ogłosił, że żarty się skończyły i czas rozpocząć sesję.
Nieco spokojniejszy Brian pożegnał się ze wszystkim, w tym ze mną i nieśmiało opuścił pomieszczenie; byłem trochę zaskoczony, że nie poprosił Mala by go odprowadził. Neil zaś przez cały dzień wpadał do studia i zdawał nam relację o stanie oblężenia studia przez fanów. Nie ma wątpliwości, że wydarzenia tego popołudnia pomogły zespołowi wspiąć się na jeszcze wyższy poziom energii. "She Loves You" była fantastyczną piosenką, z mocnym rytmem i szałowym odjazdem - razem z Normanem natychmiast wiedzieliśmy, że to będzie murowany przebój - i na pewno wcześniej nigdy nie słyszałem takiej intensywności w ich śpiewie i grze.
Szerze mówiąc rzadko takie coś słyszałem. Nadal uważam, że ten singiel jest jednym z najbardziej ekscytujących nagrań w całej karierze The Beatles. Oczywistym jest, że Norman Smith miał także bardzo dużo wspólnego z jakością nagrania. Najwyraźniej dużo myślał wcześniej o tym, jak jeszcze poprawić jakość nagrań The Beatles i na tej sesji dokonał dwóch znaczących zmian. Po pierwsze, korzystając z urządzenia elektronicznego zwanego „kompresorem”, postanowił zmniejszyć zakres dynamiki, - różnicę między najgłośniejszymi oraz najcichszymi sygnałami - bas i bębny niezależnie od siebie; w przeszłości były one ściśnięte razem, ponieważ tworzyły sciężkę sekcji rytmicznej. Drugą zmianą było to, że zdecydował, że nad zestawem perkusyjnym będzie zawieszopn y dodatkowy mikrofon - tzw. "górny". Rezultat był taki, że rytm był bardziej wyraźny, napędzający; bas i perkusja wyraźniejsze i bardziej "widoczne" niż na poprzednich nagraniach Beatlesów. W połączeniu z nową pewnością siebie zespołu i jego bardziej intensywną grą (jestem pewien, że dzięki przypływowi w tym akurat dniu adrenaliny i zwiększonego testosteronu) stanowiło wisieńkę na torcie. Gdy grupa przesłuchiwała kilka pierwszych podejść, zapamiętałem, jak chwalili Norman za wspaniałe brzmienie perkusji. Norman odwrócił się do mnie, mrugnął okiem znacząco i powiedział: "ten stary pies ma jeszcze kilka sztuczek w zanadrzu". To było coś co można było powiedzieć równemu sobie a nie podwładnemu. Zapamiętałem to i zostało to ze mną długo potem. Po raz pierwszy poczułem się częścią teamu.
Nagranie podstawowej ścieżki rytmicznej nie zajęło Beatlesom zbyt wiele podejść, także swoje wokale John, Paul i George nałożyli dość szybko. Ogromne wrażenie robiła na mnie harmonia trójki i pokochałem niezwykłość finalnego akordu w stylu Glenna Millera, pomimo poważnych na jego temat wątpliwości George'a Martina. Podczas przesłuchiwania nagrania na górze w kontrolce, cała czwórka The Beatles była rozpromieniona, zaś Norman był jeszcze bardziej podekscytowany niż zazwyczaj. Nigdy go takiego nie widziałem wcześniej. Wprost tańczył naokoło konsoli.

George Martin patrzył na wszystko z tyłu i widać było, że jest dumny z nagrania. "Dobra robota panowie" powiedział nam wszystkim, ale widać było, że jemu także udziela się podniecenia. Każdy z nas, zgromadzonych wtedy w tym pomieszczeniu był pewien, że "She Loves You" będzie większym hitem niż "Please Please Me" i jak się okazało mieliśmy rację. Wystrzeliło wprost na szczyt list i okazało się najszybciej sprzedającym się singlem i oczywiście sprzedało się w milionach egzemplarzy, gdy wreszcie dotarło do Ameryki w 1964.
  Wreszcie przyszedł czas na wieczorną przerwę. Podczas poprzednich przerw Beatlesi udawali się do stołówki na filiżankę herbaty i kanapki, ale tym razem, ostrzeżeni przez Neila zrezygnowali z tego. W pewnym momencie głodny i spragniony John wyrwał się sam, ale szybko wrócił, mówiąc: "Nie warto, to po prostu szaleńcy". Zamiast tego wyprawiono Mala, by przyniósł coś do jedzenia na wynos z zewnątrz. Od tego czasu Beatlesi przestali już tam jeść, prosili by Mal przynosił im kanapki i picie. Z czasem Mal z Neilem w rogu studia zorganizowali coś na kształ małej prywatnej stołówki. Mieli tam elektryczny czajnik, mogli robić sobie herbatę, kanapki z dżemem. Na wiele sposobów sesja "She Loves You" [także "I'll Get You"] była punktem zwrotnym w karierze zespołu. Od tego czasu stali się więźniami studia, utracili wolność poruszania się po pomieszczeniach EMI. Zostali wirtualnymi więźniami Abbey Road.
Wieczorna sesja odbywała się na kilka sposobów. Do tego czasu większość fanów zdążyła się już rozejść i podniecenie minęło, i nagrywaliśmy piosenkę - I'll Get You" - nie tak dobrą jak "She Loves You". Rzeczywistym jej przeznaczeniem była druga strona singla. B. Niemniej sesja zajęła trochę czasu, było już kilka godzin po terminie i trochę się niepokoiłem jak dostanę się do domu, jednakże George mnie zapewnił, że dzięki uprzejmości EMI, bez względu na termin zakończenia sesji będzie dla mnie zamówiony samochód. Spodziewałem się zwykłego sedana, ale studio podpisało kontrakt z właścicielem floty luksusuowych samochodów, takich jak Humber i inne. To było pierwszy raz, kiedy jechałem takim samochodem. Dodatkowy bonus dla mnie. Gdy przyjechałem do domu, moi rodzice już dawno spali, ale pamiętam, że byłem ciekaw, jakie wrażenie zrobię na nich, gdy podjadę pod dom takim luksusowym samochodem. Co ciekawe, przezs te wszystkie lata, gdy z nimi pracowałem, bez względu na to jak późno kończyła się sesja, nigdy żaden z Beatlesów nie zaproponował mi podwiezienia. Nigdy nie zaproponowano mi podwiezienia przez Mala czy Neila - wydawało się, że nigdy coś takiego nie przyszło im do głowy. Gdy sesja się przedłużała, i nie miałem jak dostać się do domu, to podwiezienie mnie często oferował Norman.
Kilka dni po tej pamiętnej sesji, George, Norman i ja zebraliśmy się by zrobić finalną edycje oraz zmiksować "She Loves You" oraz "I'll Get You" - żaden z Beatlesów nie było obecny ponieważ w tamtych czasach artyści nie brali udziału w sesjach miksowania. Oznaczało to, że po raz pierwszy widziałem całą "drogę" piosenki The Beatles, od nagrywania podkładu do zakończenia nagrywania, i kilka miesięcy potem, kiedy słyszałem piosenkę graną w radiu, uśmiechałem się do siebie od ucha do ucha. 

Wywiad z przyjacielem The Beatles: KLAUS VOORMANN



Wywiad Gary Jamesa ze ' starym hamburskim Przyjacielem Zespołu' sam Klaus nazwał dyskusją o znalezieniu się we właściwym miejscu we właściwym czasie (talk about being in the right place at the right time). Około  2008
Więcej wywiadów z The Beatles itd tutaj. 
 
Szedł sobie ulicą w Hamburgu, Niemcy i usłyszał dźwięki muzyki dochodzącej z mijanego klubu o nazwie Kaiserkeller. Usłyszał i zobaczył wtedy grupę Rory Storm and The Hurricanes, w której perkusistą był nie kto inny a Ringo Starr. Następna grupa nazywała się The Beatles. Skracając historię Klaus dodaje, że niebawem stał się przyjacielem członków tego drugiego zespołu. Zaprojektował dla nich okładkę albumu 'Revolver'. Zagrał na basie na solowych albumach Johna, George'a i Ringo. Grał także na albumach takich wykonawców jak choćby Harry Nilsson, Carly Simon czy Lou Reed. Był także członkiem popularnej kapeli Manfred Mann. Co za życiorys! Post ilustruję rysunkami Klausa. 


- Uczestniczyłeś zdaje się w otwarciu wystawy Johna i Yoko 'This Is Not Here' w Everson Museum w Syracuse, w Nowym Jorku?
KLAUS: Tak.
- Poszedłeś później na przyjęcie urodzinowe Johna do hotelu Syracuse
KLAUS: Taaa, grałem na kongach zdaje się, lub czymś innym, widziałem z tego video, które ktoś nagrał, było czarno białe.
- Podobała ci się wystawa?
KLAUS: Tak, była wspaniała. Było to takie fantastyczne wydarzenie, bo ludzie mogli w nim uczestniczyć. To jest coś co lubię. Są wystawy gdzie ludzie stoją i oglądają obraz, potem kolejny i następny. Ta była wspaniała ponieważ wchodziłeś do całkiem ciemnego pomieszczenia. Potem wchodziłeś do innego, gdzie nie mogłeś niczego dostrzec. Yoko i John mieli gdzieś gazowe maski, przez które nie mogłeś się zorientować gdzie jesteś, wszystko było całkowicie czarne. Ludzie chodzili, natrafiali na siebie dotykając się. Mogłeś też wejść na drabinę lub mur. Było wspaniale, naprawdę dobra wystawa.
- Co teraz porabiasz?
KLAUS: Teraz ten, mój album - box "Sideman's Journey". Paul McCartney gra nim. Ringo na perkusji.Mam tam Jima Keltnera, Dona Preston. David Hood gra trochę na basie. Zebrałem razem wspaniałych ludzi. Bonnie Bramlett śpiewa. Mam tam dużo materiału muzycznego. Można go zamówić na Amazonie lub przez internet.  To moja ostatnia, bieżąca robota.Sideman's Journey - Voormann And Friends. 
- Jak promujesz tą płytę How are you promoting this box set of yours? Do you play select days with some of the people on the CDs?

KLAUS: Zrobiliśmy jej promocję w Niemczech ale nie granie czy koncerty. Dużo w telewizji, nagranie w Monachium. Na razie sprzedaje się bardzo dobrze. Jak an dzisiejsze czasy i sposób sprzedaży - nieźle. Nie wiem jak będzie z promocją w Ameryce ale oczywiście chcemy ją promować wszędzie i tak jak tylko się da.



- Kiedy pierwszy raz zobaczyłeś The Beatles, byłeś sam czy z Astrid?
KLAUS: Byłem wtedy sam. Potem zacząłem przekonywać ludzi mówiąc "Musicie tam pójść i zobaczyć ten zespół". No i tak zrobili, za moją namową. Byłem pierwszy z całego grona naszej paczki, ludzi zajmujących i interesujących się sztuką.
- Więc stało się przez przypadek, prawda? Szedłeś ulicą, usłyszałeś muzykę, wszedłeś, zobaczyłeś zespół, tak było ?
KLAUS: Nazwałbym to jako coś więcej, może zrządzenie losu {smieje się}. To było w  Hamburg, Reeperbahn. Było okno, usłyszałem na żywo Rock 'n' Rolla.
- Dlaczego sądziłeś, że ten zespół był taki wyjątkowy?
KLAUS: To był pierwszy rock and rollowy zespół jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem.
- To mogło go robić wyjątkowym.
KLAUS: Na swój sposób. {smiej się} Ale zespół był naprawdę wspaniały. Grali wtedy tylko covery. Nie wykonywali żadnej własnej piosenki. Grali numery z Ameryki jak  Little Richarda, Chucka Berry, Fatsa Domino...może trochę Gene Vincenta. Wszyscy śpiewali. George śpiewał. John śpiewał wspaniale. To było zdumiewające widzieć ich wtedy. To było coś.
- By dostać się do środka trzeba było płacić?
KLAUS: Taaa.
- Czy  The Beatles poruszali się na scenie?

KLAUS: Tak, widzisz, Rory Storm and The Hurricanes, zespół w którym grał Ringo, oni robili coś w rodzaju show, odmierzane kroki itd ale nic dzikiego. Ludzie zawsze myśleli, że to były koncerty, ale to nie tak. To były sale taneczne, gdzie ludzie przychodzili potańczyć. Nie chcieli jednak tańczyć przy płytach a przy zespołach grających na żywo. Tak było z The Beatles. Komunikaty płynące z tego co śpiewali, jak się poruszali były prowokacyjne, trochę niegrzeczne, brudne, ponieważ wtedy nie wszyscy rozumieli o czym oni śpiewali.
- Spytałem o to, ponieważ w książce ' Lennon Remembers' John Lennon  wyjaśnia, że po Hamburgu musieli być na scenie bardziej grzeczni. Mam na myśli to, że John pojawił się kiedyś na scenie z deską sedesową na ramionach.


KLAUS: Tak, byli szaleni. Generalnie muzyka ich podniecała, George miał 17 lat więc...
- W tym samym dniu słyszałeś Rory Storm and The Hurricanes z Ringo.
KLAUS: Pierwszym zspołem jaki uslyszałem byli The Beatles, przez okno. Ale kiedy dostałem się już tam do środka na scenie byli Rory Storm and The Hurricanes. Tak więc ujrzałem najpierw Ringo z Rory Storm and The Hurricanes a dopiero potem The Beatles.

- Czy Ringo wyróżniał się na tle zespołu?
KLAUS: Tak, i to bardzo. Był fantastycznym perkusistą. Naprawdę niesamowitym.
- Niektórzy fachowcy, współcześni wypowiadają opinie, że Ringo nie był zbyt dobrym perkusistą.
KLAUS:Mówią tak z zazdrości.{śmieje się}. Ringo był zawsze wspaniały. Widzisz, gra na perkusji w rock and rollu nie jest specjalnie trudna. Od samego początku kiedy go zobaczyłem, wiedziałem, że on miał w sobie ten feeling. Wciągał cię swoją grą. W tym pierwszym dniu może nie zdawałem sobie sprawy, że on scalał cały swój zespół, ale zespół wyglądał bardzo solidnie. Nawet jeśli to co grali nie było 'hot', Ringo był zawsze niesamowity. Był naprawdę, naprawdę dobry.
- Pete Best grał na bębnach w The Beatles kiedy ich pierwszy raz zobaczyłeś.Jak oceniasz jego grę na perkusji?
KLAUS: Robił wszystko OK, ale jeśli porównać go z Ringo, to nie czuł tego klimatu.Po prostu nie miał nosa do rocka. Nie grał rocka i tyle.
- Stuart Sutcliffe grał wtedy na basie w The Beatles. Czy grał odwrócony plecami do widowni?
KLAUS: Oh, nie, nie.Tak było na samym początku gdy rozpoczynali show i było mało ludzi. To było chyba w Anglii gdy byli z Billy Fury'm lub innymi. Tak było wtedy gdy odwracał się tyłem gdy nie wiedział jak ułożyć palce na gryfie basu.
- Ty nauczyłeś się grać na basie sam?

KLAUS: Tak. Gdy zespół grał w The Top Ten (Club), Stuart był ciągle basistą. Któregoś wieczoru przyszedł do mnie i powiedział: "Chodź Klaus, dziś wieczorem grasz na basie".  I włożył mi do ręki swoją gitarę.Do tego czasu, do 1961 roku, nie miałem w ręce gitary basowej. To było pierwszy raz. To była elektryczna gitara basowa. Zespół powiedział, bym wszedł na scenę i grał.Nie zgodziłem się, mówiąc, że nigdy nie grałem na basie. Ostatecznie usiadłem na przodzie sceny i zagraliśmy. Pierwszy numer jaki zagrałem to  był Fats Domino. Jego numer. Teraz kiedy robiłem okładkę na CD i DVD spytałem Paula jaki to był numer.  Paul odparł, że pamięta to, to była piosenka  'I'm In Love Again' Fatsa." To był pierwszy numer jaki kiedykolwiek zagraliśmy na basie. Paul, Ringo i ja nagraliśmy ten numer na mój nowy CD. 

- Jeśli nigdy wcześniej nie grałeś na basie, to jak się nauczyłeś na nim grać?  Zespół krzyczał na scenie jak masz układać palce?
KLAUS: Nie musieli tego robić. Miałem wcześniej w domu gitarę, trochę na niej pogrywałem, miałem mały magnetofon, z którym też trochę się bawiłem. Ale nigdy nie miałem w dłoni gitary basowej. Ale wiedziałem jak grać. Po prostu. Nie było trudno nauczyć się grać te piosenki. Tak więc umiałem grać od razu, z marszu. Mówili mi: 'Świetnie Klaus, grasz naprawdę dobrze'. Tak zacząłem.
- Po tym wszystkim pozwalali ci często siedzieć razem ze sobą. 
KLAUS: Coś ci powiem. Ostatni raz kiedy zagrał z nimi Stuart był końcem. Po tym już długo nie zostali i ja już więcej z nimi nie grałem. Dokładnie nie wiem ile razy grałem z nimi.

- Czy Kaiserkeller był takim trudnym klubem ?
KLAUS: Tak, bardzo.
- Czy było niebezpiecznym dla kogoś, ot tak sobie, spacerującego ulicą, wejść do środka by posłuchać zespołu?


KLAUS: Wiesz, oni wszyscy byli bardzo młodymi dzieciakami i było tam trochę Rockersów wśród bywalców klubu. Ja byłem studentem sztuki.Wyglądającym całkowicie inaczej. Oni mieli te swoje wyżelowane włosy {śmieje się}. Ja miałem gładko uczesane włosy, szalik przewiązany u szyi, w zamszowym płaszczu. Tak więc kiedy tam wszedłem, trochę się wystraszyłem.
- Nikt cie nie zaczepiał?
KLAUS: Nie.Było OK. Nie wiedziałem jak się zachowywać w takim miejscu jak to. Nigdy nie byłem w tego typu klubie. Nigdy. Więc usiadłem przy stoliku. Pojawił się kelner i długo mnie oglądał. {śmieje się}. Przepraszam, mogę zamówić piwo?  Zamówiłem piwo, przyniósł je, wypiłem i zamówiłem kolejne i jeszcze następne. Wszystko było OK. To wszystko czego oczekiwano ode mnie.  Wchodzisz do klubu, zamawiasz piwo i wychodzisz, {śmieje się}


- Wydałeś pieniądze i szukałeś zespołu.
KLAUS: Dokładnie
- Byłeś w zespole, którym zarządzał także Brian Epstein.
KLAUS: To prawda.
- Czy Brian Epstein podpisał z waszą grupą kontrakt płytowy?
KLAUS:  Tak. Mieliśmy taki kontrakt ale nie był zbyt dobry. Kochał zespół i myślę, że gdyby sądził, że nie jest dobry, odpuściłby go. Ale my nigdy nie nagraliśmy dobrych płyt. Gdy przyszło do występów to zespół dopiero się tworzył. Ludzie chcieli tańczyć i robiliśmy covery The Temptations, The Impressions, całkiem dobrze. Takie rzeczy. Ale było nas w zespole tylko trzech.  Pady śpiewał ale jednocześnie był gitarzystą, ja także trochę śpiewałem, nie za dużo. Gibson grał na bębnach. Tak, więc to nie był zbyt fantastyczny zespół a my nie nagraliśmy zbyt wiele piosenek.
- Lubiłeś Briana Epsteina?
KLAUS: Oczywiście.Nie przepadałem za nim specjalnie jako za menadżerem ale prywatnie był wspaniałym gościem. Spędziliśmy wiele zabawnych chwil i tak naprawdę więcej było w tym wszystkim zabawy niż zarządzania zespołem na serio. Zbyt dużo w tym czasie działo się w  NEMS Enterprises i Brian trochę tracił nad wszystkim kontrolę, może dlatego nie mógł być zbyt dobry dla innych. Nie winię go jednak za to. Miał aż nadto pracy z The Beatles.

- The Beatles byli najważniejsze ale mimo to podpisywał kontrakty z innymi artystami. Brał na siebie za dużo.
KLAUS: Tak. Za dużo. Miał Robert Stigwood, ale i tak to wszystko to było za dużo dla niego. Taka jest prawda.



- Potem zacząłeś grać na basie w zespole Manfred Man?
KLAUS: Dokładnie.
- Lubiłeś to?
KLAUS: Tak. to było dobre. Mieliśmy sporo przebojów w Anglii. Mieliśmy 7 hitów w Top Ten. Jeden za drugim. Trwało to tylko 3 lata, mieliśmy sporo zajęć. Jeździliśmy w trasy i graliśmy. Oni wszyscy byli bardzo fajnymi ludźmi.




- Czy kiedykolwiek zbliżyłeś się do The Beatles, tak by móc zastąpić Paula McCartney'a?
KLAUS: Nie. Absolutnie. Zresztą powiedziałbym 'Nie' ponieważ to idiotyczne. Jak ktokolwiek może zastąpić Paula ? To niemożliwe. To już nie taki sam zespół.
- Zaprojektowałeś okładkę do albumu 'Revolver'
KLAUS: Taa.
- Jak do tego doszło?
KLAUS: John zadzwonił do mnie i spytał czy mam jakieś pomysły i jeśli mam i są one dobre to mam robotę. Nasze trio Paddy, Klaus and Gibson  się rozpadło [Paddy, Klaus and Gibson - zespół, Paddy Chambers gitara, Klaus Voormann - bas, Gibson Kemp - perkusja RK] więc udałem się do  E.M.I. by wysłuchać piosenek no i zaprojektowałem okładkę..
- No i przy okazji zgarnąłeś Grammy.
KLAUS: Taaa
- To jedyny album The Beatles, którego okładkę zaprojektowałeś?
KLAUS: Zrobiłem jeszcze 'Anthology'. 
W pracy nad okładką 'Anthology' pomagał Klausowi jego przyjaciel, artysta, Klaus Kiefer (obok Klasua, z lewej).
- Paul pewnie musiał do ciebie zadzwonić w tej sprawie.
KLAUS: Nie, nie dzwonił. Poprosił siedmiu artystów o pomysły, ostatecznie wzięto mój.






















Wham! - "Last Christmas" 2019

Singiel, 1984
Last Christmas / Everything She Wants
Album: Music from the Edge of Heaven / The Final (1986, tylko w USA i Japonii)
Kompozycja: George Michael
Producent: George Michael
Wytwórnia: Epic/ Columbia
Długość: 4:27
Obsada: George Michael: wokale, wszystek instrumenty 

Piosenka w tym roku powróciła znowu na brytyjskie listy przebojów (pewnie także za sprawą filmu, którego nie widziałem i nie zamierzam obejrzeć). W wersji kolekcjonerskiej singiel został wydany na białym winylu (okładka obok). Na youtube ukazał się odrestaurowany do pięknej jakości obrazu (i dźwięku) 4K słynny clip z piosenki (niżej jego okrojona możliwościami bloggera jakościowo wersja). No i postanowiłem w wolnej chwili - pamiętajcie, że to jedne z ostatnich wpisów na tym blogu - napisać oddzielny post o tej, moim zdaniem, najpiękniejszej świątecznej popowej piosence. Podkreślam - popowej. W okresie Bożo-Narodzeniowym od prawie 35 lat to najczęściej emitowana na świecie piosenka, szczególnie w Wielkiej Brytanii.  Od wielu lat, dla mnie to przede wszystkim ta piosenka wprowadzała mnie w cudowny, wyjątkowy nastrój. Pamiętam jeden powrotny wypad z nart, gdzie puszczaliśmy w aucie ją non-stop przez kilka godzin. Sama piosenka, prócz dzwoneczków, typowych dla okresu Gwiazdki, w samym tekście odnosi się do Świąt tylko w zdaniu "W czasie ostatnich Świąt Bożego Narodzenia..." (Last Christmas ... ). Poza tym to piosenka o złamanym sercu, ale to już mniej ważne. Magiczne brzmienie angielskiego języka w tytule piosenki robi magię.  Zresztą bardzo ładnie opowiada o tym Andrew. Od dwóch lat tło tej piosenki trochę spochmurniało, ale o tym przeczytacie jeszcze niżej w tekście.






W 2017 roku partner George'a z duetu Wham, Andrew Ridgeley wspomina, że piosenkę George napisał w jedną z niedziel 1984 roku, gdy obaj odwiedzili jego rodziców. Jedliśmy coś, oglądaliśmy grający w tle telewizor, podczas gdy George znikał co chwila na górze w swoim pokoju. Kiedy wrócił, był taki podniecony, jakby odkrył złoto, co w sumie, faktycznie tak było. Poszliśmy do jego starego pokoju, pokoju, w którym spędziliśmy setki godzin jako dzieci, nagrywając pastisze, przeróbki z audycji radiowych, gdzie trzymał jakiś keyboard i urządzenie do nagrywania. Zagrał mi wstęp, urzekającą melodię refrenu do "Last Christmas". To była cudowna chwila. George dokonał alchemii muzycznej, destylując esencję tego co jest w Świętach Bożego Narodzenia w muzykę. Mistrzowskim pociągnięciem było do tekstu dodanie historii o zdradzonej miłości. I jak zawsze to robił, dotknął nią serc.



Song, który George Michael napisał w młodości, z którego wydaniem się bardzo długo wahał (słusznie, o czym za chwilę), ukazał się na 11 singlu duetu, po trzech poprzednich, które były numerami 1 prawie na całym świecie (to "Wake Me Up Before You Go Go", "Careless Whisper" oraz "Freedom"). Gdy producenci spytali młodego gwiazdora czy ma coś w zanadrzu, ten zaproponował im gotowe już w całości wyprodukowane przez siebie nagranie, w którym zagrał na WSZYSTKICH  instrumentach oraz podłożył (co oczywiste, Andrew Ridgeley, druga połowa duetu nie śpiewała) wszystkie wokale. Ponieważ wcześniej ustalono, że na singlu zostanie wydane "Everything She Wants" (ponownie zremiksowana, inna wersja niż albumowa) wydawało się, że "Lsat Christmas" będzie musiało czekać na swoją premierą cały rok (specyfika piosenki dedykowała ją do wypuszczenia tylko w okresie świątecznym). Ostatecznie firma wiedząc, że los takim duetom może nie sprzyjać zbyt długo, dodano piosenkę do singla także jako A. 
Tak więc 3 grudnia 1984 duet Wham! wydali singla z dwoma piosenkami na stronach A (w 2019 nazwano je: A - Last Christmas, AA - Everything She Wants). Singiel ten niestety nie dotarł do 1-go miejsca list przebojów w rodzimym kraju artysty (tylko numer 2).  Ale dwa następne już tak: "The Edge of Heaven" oraz "I'm Your Man".  Ale wiadomym już było, że to pożegnalne single duetu. Nikt nie wątpił, że Georgeowi niepotrzebny jest już kolega w duecie, który tylko mimował w clipach i ewentualnie tańczył na scenie. W wielu częściach świata singiel "Careless Whisper" wydano jako solowe nagranie George'a (rodowe nazwisko to: Geórgios Kyriákos Panagiótoy).  Piosenkę z odlotowo melodyjnym, ciepłym refrenem, do tego z romantycznym tekstem pokochały miliony fanów (fanek) na całym świecie. Pomogło na pewno video zrealizowane do tego clipu. Modelka Kathy Hill, topowa modelka lat 80-tych na rynku brytyjskim, która w clipie gra dziewczynę, która rok wcześniej odrzuciła zaloty George'a opowiadała po latach, że to było wyjątkowe uczucie być tą, której zazdrościły miliony dziewczyn na całym świecie za złamanie serca muzykowi. Gdy George umarł w 2016 nie mogła słuchać tego nagrania ani oglądać clipu. W tym roku wznowiony singiel na nowo pozwolił pogodzić się ze smutnym faktem śmierci muzyka i cieszyć się nadal pięknem piosenki. I wracać do owych pięciu dni z MichaelEm i Wham! Ekipa filmowa przyjechała do szwajcarskiej miejscowości Saas-Fee, gdzie w malowniczym domku w górach miała się rozegrać fabuła clipu.
Kathy Hill: Byli z nami Pepsi i Shirliem także Martin Kemp ze Spandau Ballet. Było wtedy mnóstwo zabawy. Wszystko było takie naturalne, nieudawane. Jak prawdziwe spotkanie grupy przyjaciół, bez inscenizowania. W czasie kręcenia sceny przy stole byliśmy trochę speszeni, choć nie sądzę, że George także. Piłam wtedy dużo czerwonego wina. W filmie jest scena, w której spoglądam na George'a i mam wypić łyk wina. Widać, że tak naprawdę go nie piję, gdyż już miałam dość...  W filmie niesiemy narty, ale ani razu na nich nie jeździliśmy. Dom, w którym kręciliśmy sceną z kolacją i choinką, nie miał ogrzewania, więc było bardzo zimno... Wszyscy się dobrze bawiliśmy, było dużo biegania po hotelu. George ze wszystkich był najbardziej poważny. Mogę powiedzieć, że był bardzo wrażliwym facetem i był od nas nieco poważniejszy. Myślami był przy swoim następnym hicie. 
                                                Kathy Hill - obecnie
0Ale oczywiście był też bardzo zabawny. Bardzo mnie rozśmieszał. I był szalenie miły. Nikt nie czuł się tam ignorowany. Andrew był taki sam. Obaj byli bardzo zabawni, m ieli podobne poczucie humoru. Mogę powiedzieć, że byli naprawdę ze sobą blisko... Wiele z tego, co nakręciliśmy w tym filmie, zostało wycięte, ponieważ George nie lubił być filmowanym pod jednym kątem. Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego, bo był przecież taki przystojny. Nie wiem, czy to był jego profil, coś innego. Andrew był szczęściarzem. George był perfekcjonistą. Miał swoje prywatne oblicze, była też w nim ta część przeznaczona dla fanów. Był bardziej wyciszony niż Andrew. Miał naturę introwertyka... Pamiętam moją ulubioną scenę, gdy taplamy się w śniegu. On nie mógł ze śmiechu wstać. To było takie naturalne, uwielbiam tą scenę...To był ogromny szok, kiedy umarł. Zadzwonił do mnie mój przyjaciel i pomyślałem, że to jakiś chory żart. Byłam w Lancashire, ponieważ zawsze spedzam tam Święta Bożego Narodzenia z całą rodziną. Wydawało się to niewiarygodne. To było takie smutne. „Przez pierwsze dwa lata piosenka i wideo były dla mnie smutne. Ale teraz przywraca wszystkie szczęśliwe wspomnienia.










Wyżej wspomniałem, że singiel nie dotarł w Stanach do czołówek list. Stało się tak za sprawą faktu, że został wydany jako promocyjny a nie komercyjny, a sprzedaż kopii płytek określa pozycję piosenki w zestawieniu. W samej Wielkiej Brytanii sprzedawany był obok singla "Do They Know It's Christmas" jako charytatywny (pomoc dla Eiopii). Do dzisiaj do najlepiej sprzedające się małe płytki w UK. Ponadto "Last Christmas" to najlepiej sprzedający się singiel w UK, który nie dotarł do miejsca 1 (chodzi oczywiście o okres premiery) . Pojawił się w także w wersji nazwanej "Pudding mix", dłuższej o ponad 3 minuty od oryginału. Dla mnie ta wersja jest lepsza. 

No i sprawa plagiatu. W 1978 roku Barry Manilow święcił tryumfy na listach przebojów z utworem "Can't Smile Without You". Jego autorzy, Christian Arnold, David Martin i Geoff Morrow  oskarżyli twórcę "Last Christmas" o plagiat. Sprawę załatwiono polubownie. George poza sądem miał trójce twórców wspomnianej piosenki zapłacić milion dolarów, poza tym całość tantiemów ze sprzedaży singla z piosenką przeznaczył na pomoc dla organizacji Band Aid. Możecie posłuchać Manilowa na Youtube i rzeczywiście w pierwszych taktach refrenu "Can't smile without you" można odnaleźć podobieństwo w refrenie "Last Christmas".

Inne ciekawostki odnośnie piosenki i clipu? W clipie "Last Christmas" po raz ostatni możemy zobaczyć Michaela bez brody. 


Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Once bitten and twice shy
I keep my distance
But you still catch my eye
Tell me baby
Do you recognize me?
Well
It's been a year
It doesn't surprise me

(Merry Christmas)

I wrapped it up and sent it
With a note saying "I love you"
I meant it
Now I know what a fool I've been
But if you kissed me now
I know you'd fool me again

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

A crowded room
Friends with tired eyes
I'm hiding from you
And your soul of ice
My God I thought you were
Someone to rely on
Me?
I guess I was a shoulder to cry on

A face on a lover with a fire in his heart
A man undercover but you tore me apart

Now I've found a real love you'll never fool me again

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special

A face on a lover with a fire in his heart
A man under cover but you tore him apart
Maybe next year I'll give it to someone
I'll give it to someone special.
(Special. Someone. Someone.)
I'll give it to someone...

Yeeaaa