HISTORIA THE BEATLES




Proszę o The Beatles czytać tylko na blogu: HISTORIA THE BEATLES pod adresem: http://fab4-thebeatles.blogspot.com/ - najnowszy post - kliknij wyżej. Posty na tym blogu to pozostałości z "dawnych czasów", bądź te same teksty co na blogu flagowym o F4.



BLOG O THE BEATLES

Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

8 grudnia 1980

W 1971 roku Don McLean nagrał swój wielki amerykański hymn 'American Pie', poświęcony przede wszystkim zmarłemu 3 lutego 1959 w katastrofie lotniczej Buddy'emu Holly'emu. W piosence parafrazuje słowa z piosenki Holly'ego, wielkiego przeboju "That'll Be The Day": The Day The Music Died. Dla mnie absolutnie dniem, w którym została zamordowana muzyka jest dzień 8 grudnia 1980 roku, stąd taki a nie inny napis na rysunku z Johnem. 
O śmierci mojego idola pisałem już - tekst nawet trochę zbyt osobisty - tutaj. Z obszernym tekstem dokumentującym ten tragiczny dzień czekam, aż dojdę tutaj na blogu w opisywaniu biografii zespołu do tego dnia (jestem w 1969 roku oraz 1974). Na tą chwilę niech ten post przypomni Wam, że to już 36 lat minęło od dnia pod nowojorskim budynkiem Dakota, w bramie, został śmiertelnie postrzelony założyciel i przewodnik duchowy The Beatles. Jego morderca - słusznie opisany w piosence poświęconej Lennonowi przez Eltona Johna jako mało znaczący robak - wciąż siedzi w więzieniu, w udzielanych wywiadach jest świadom tego co uczynił, kaja się, żałuje... Wielokrotnie odpowiadał już na pytanie ze zdjęcia poniżej. Przez zabicie kogoś popularnego sam chciał się stać znany. Dziś każdy na świecie wie, że John Lennon został zabity przez szaleńca. Czy ktoś pamięta jak się nazywał jego morderca?






___________________________________________


Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

HISTORY THE BEATLES

Piosenka na dzisiaj (Rewelacja!!!) : The Roots - The Seed (2.0)


video
Cody Chesnutt - The Seed (wersja autorska)


Podstawową ideą założenia blogu MTW była idea przybliżania moim znajomym dobrej muzyki, co kupować, co "ściągać" (oczywiście, by w dalszym celu zakupić), jak napisać po angielsku tytuł albumu, piosenki, wykonawcy itd itp.
Pisałem o tym w jednym z pierwszych postów, zdaje się jest to także w opisie mego bloga. Tak więc prócz na nowo konstruowanego Mojego Topu Wszech - Czasów 2016 (zakończę go w 2017 zapewne, może nawet później), co jakiś czas proponuję piosenki, które pogrupowałem w cyklach 'Posłuchaj tego...'. Posty dotyczące kina, sportu (przede wszystkim tenisa) to już folgowanie własnym przyjemnościom.

Dzisiaj po prostu rewelacyjne nagranie, które już chyba kiedyś tutaj zaproponowałem do tzw. składanki samochodowej. Utwór, który 'żyje' dzięki fantastycznemu riffowi gitarowemu, myślę, że podobałaby mi się nawet sama ścieżka instrumentalna songu. CV utworu to następujące fakty. Piosenkę wykonują The Roots, kultowa hop-hopowa kapela z Filadelfii w Pensylwanii, założona już w 1987 roku. 'The Seed (2.0)' to piosenka z drugiego singla piątego albumu kapeli 'Phrenology', napisana przez Cody Chesnutta, amerykańskiego muzyka soulowego, R&B, łączącego w swojej muzyce także elementy rocka (Cody jest świetnym gitarzystą).  Powyżej tekstu wersja oryginalna. To nadal niezłe nagranie rockowe, ale jak dla mnie, już bez tego powera co wersja 2.0, na końcu tekstu.

Cody (na zdjęciu) wydał ją na swoim pierwszym albumie 'The Headphone Masterpiece', który jednak przepadł na listach. Dostrzegając w nioej ogromny potencjał, sięgnął po nią lider The Roots, Black Thought, lider, także wokalista zespołu (do dzisiaj). 
Zaprosił autora piosenki, Cody'ego do nagrania, w którym Cody nie tylko zaśpiewał, ale i zagrał na gitarze, zaś Black wykonał ścieżkę rapu. Mieszanka idealnie się sprawdziła. Riff pozostał podobny do oryginalnej wersji, ale dzięki nowej produkcji, pewnie samym The Roots, stał się o niebo lepszy. Stąd w tytule piosenki mamy oznaczenie informatyczne "2.0". Piosenka doszła co prawda tylko do 33 miejsca list w Wielkiej Brytanii, w USA przepadła, ale za to video do piosenki zebrało szereg nagród w MTV, w tym nominację do najlepszego videoclipu w 2003.
 Poniżej wersja oryginalna. To nadal niezłe nagranie rockowe, ale jak dla mnie, już bez tego powera co wersja 2.0.



Rewelacyjna wersja The Roots

video

Wersja live.
video



                                          __________________________________

 

121. MTW: ELTON JOHN - "GOODBYE YELLOW BRICK ROAD"




Singiel, 1973
Strona B:  "Screw You"
Album: "Goodbye Yellow Brick Road"
Kompozycja: Elton John & Bernie Taupin
Producent: Gus Dudgeon
Wytwórnia: MCA
Długość: 3:11


Zespół Eltona: od lewej na dole  Nigel Olsson,  Elton, na górze  Dee Murray, Davey Johnstone

Obsada:
Elton John: wokal, fortepian, syntezatory
Davey Johnstone: chórki, gitara elektryczna
Dee Murray: chórki, gitara basowa
Nigel Olsson: chórki, perkusja
Del Newman: aranżacja na orkiestrę




video

Dla wielu fanów najpiękniejsza piosenka Eltona. Zwłaszcza ta w wersji oryginalnej, z tym cudownym, nie zmutowanym przez mijający czas  młodzieńczym głosem artysty (podobno także przez kurację hormonalną towarzyszącą przeszczepowi włosów u muzyka).
Singiel dotarł do nr 2 w Ameryce, nr 6 w Wielkiej Brytanii. Elton wydając kolejny już singiel (zdaje się 15-ty) był już wielką gwiazdą. Wcześniejsze single jak 'Your Song', 'Rocket Man' , 'Crockodile Rock', 'Daniel' czy dynamiczne 'Saturday Nights Alright For Fighting' ugruntowały mu pozycję na światowym rynku muzycznym na samiutkim szczycie, na którym tam naprawdę jest do dzisiaj. Absolutnie ciągłe świecąca megagwiazda, nie musząca nic nikomu udowadniać. Bajeczną wprost balladę Eltona pamiętam od zawsze, choć chyba pierwszym przebojem, który przebrzmiewał na dyskotekach było wspomniane jako ostatnie 'Sobotnie Noce są w sam raz dla draki'. 
Wcześniejsze single dzisiejszego Sir Eltona Johna sprzedawały się znakomicie na świecie, artysta zmieniał okulary jak ... buty, kapeluszami przesłaniał pojawiającą się w młodym wieku łysinę. Elton zafunkcjonował doskonale w latach glam rocka, przyjaźnił się z Bolanem, Bowie, ale i z Johnem Lennonem (jest ojcem chrzestnym urodzonego w 1975 roku Seana Lennona), w świecie rocka i popu lat 80-tych, do dzisiaj jest wciąż czynnym artystą. Z wielkich minionych Gwiazd Absolutnego Olimpu Muzyki tuż obok Paula McCartney'a, Boba Dylana, The Rolling Stonesów  (niedawno w tym gronie był jeszcze David Bowie).

"Goodbye Yellow Brick Road' to pierwszy singiel z albumu oraz jego piosenka tytułowa, dodajmy, że w dyskografii artysty pierwszego podwójnego wydawnictwa. Prócz piosenki tytułowej na singlach wydane zostały jeszcze 'Candle in the Wind' (poświęcone Marylin Monroe, po latach wydane jeszcze raz, tym razem w hołdzie księżnej Walii, tragicznie zmarłej Dianie), oraz "Bernie and the Jets'.
   Tytuł piosenki wziął się z filmu 'Czarodziej z Krainy Oz', filmu z 1939 roku z Judy Garland (Dorotka, bohaterka powieści instruowana jest, że by odnaleźć tytułowego Maga, musi podążać żółtą ceglaną drogą. Bernie Taupin (tekściarz artysty), współtwórca wszystkich piosenek Eltona,oglądał 'Wizzard of Oz' w dzieciństwie jako swój pierwszy film i był nim zauroczony. Ale wspomnieniami dotyczącymi tej piosenki u Berniego możemy się czuć rozczarowani. 

TAUPIN (na zdjęciu z Eltonem): Zabawną rzeczą jest to, że są piosenki, których napisanie pamiętam jakby to było wczoraj. Są też takie, których zupełnie sobie nie przypominam. Akurat tworzenia całego albumu 'Yellow Brick Road' niespecjalnie pamiętam. Wiem, że byłem tam wtedy, ale nic z psychicznej kreacji.


Dee Murray, Davey Johnstone, John Lennon oraz  Elton John (The Record Plant, 1974)
Davey Johnstone, uczestniczący w sesjach nagraniowych do albumu wspomina: Elton grał na fortepianie, także na melotronie, syntezatorze, organach, elektrycznym fortepianie. Było wspaniale, bo on instynktownie wiedział czego chce. I tak jest do dzisiaj. Nie potrzebujesz więcej nikogo, jeśli masz Eltona Johna. Był wspaniały w wokalach, dublowanych. Jego nakładki były bardzo w stylu The Beatles - bardziej szorstkie, mniej wygładzone, pracowało nam się tak lepiej. Wibracje, magia w powietrzu...
  Uważam, że "The Yellow Brick Road" jest bardzo w stylu The Beatles...
Elton nie pisał piosenek pop. Pisał wtedy gdy miał wenę twórczą, czuł że musi. Nie wierzę, że ludzie mają umiejętność pisania piosenek pop na zawołanie. Nie możesz usiąść do pisania z myślą, że piszesz teraz dla kasy, sukcesu komercyjnego, dla samego kupna twej piosenki. Taka moim zdaniem była "Bernie and the Jets". Nikt z nas w zespole nie sądził, że to będzie przebój. Nikt... Idea była taka by wszystko szybko nagrywać.  To jest właśnie piękne w muzyce -  jesteś tak bardzo podekscytowany już samym faktem kreacji muzyki. Choć wtedy było bardzo zimno. Ale to było coś niesamowitego. Cała praca nad 'Yellow Brick Road'.  


video




When are you gonna come down
When are you going to land
I should have stayed on the farm
I should have listened to my old man

You know you can't hold me forever
I didn't sign up with you
I'm not a present for your friends to open
This boy's too young to be singing the blues

So goodbye yellow brick road
Where the dogs of society howl
You can't plant me in your penthouse
I'm going back to my plough

Back to the howling old owl in the woods
Hunting the horny back toad
Oh I've finally decided my future lies
Beyond the yellow brick road

What do you think you'll do then
I bet that'll shoot down your plane
It'll take you a couple of vodka and tonics
To set you on your feet again

Maybe you'll get a replacement
There's plenty like me to be found
Mongrels who ain't got a penny
Sniffing for tidbits like you on the ground






_____________________________________
 MÓJ TOP WSZECH-CZASÓW - Notowanie z 2016

"ALLIED - SPRZYMIERZENI"

Allied, 2016, USA, UK
Reżyseria: Robert Zemeckis 
Scenariusz: Steven Knight
Obsada: Brad Pitt, Amrion Cotillard
 
Na ostatni, najnowszy film Brada Pitta wybrałem się wcale nie z powodu pogłosek, że aktor romansował ze swoją partnerką z tego filmu, ale z prostego powodu. Bardzo lubię tego aktora, uważam go za wciąż największą gwiazdę światowego kina i ciekaw byłem nowej produkcji. Tym razem Pitt nie finansował filmu, nie zauważyłem wśród producentów filmu jego firmy Plan B, zaangażowano go więc jako wielki magnes srebrnego ekranu, od lat już uznanego jako dobrego aktora, nie tylko największego przystojniaka ostatnich dwóch dekad. Drugim czynnikiem, dla którego zdecydowałem się obejrzeć film w kinie, a nie czekać na dvd była osoba reżysera filmu, Roberta Zemeckisa, twórcy takich filmów jak 'Powroty do przyszłości', czy mojego filmu nr 1, czyli 'Forresta Gumpa'.
 I jasne, w tle gdzieś była ta 'pudelkowa' otoczka wokół Brada, jego rozstanie z Angeliną, deklaracje składane przez Marion Cotillard, że na planie między nią a Bradem do niczego nie doszło, że jest zakochana w swoim mężu, że została na planie bardzo nieładnie potraktowana przez Jolie w czasie wizyty tej ostatniej na planie filmu. No  i mnóstwo cytowanych wypowiedzi ex-żony Pitta, Jennifer Aniston o... Nieważne. 'Sprzymierzonych' obejrzałem z przyjemnością, choć nie rzucił mnie na kolana. Wcześniejsze trailery filmu zdradziły połowę akcji filmu, drugiej niestety domyśliłem się w trakcie seansu. Film stylizowany na 'Casablancę' XXI wieku jest filmem udanym, ale przypuszczalnie gdyby nie osoba Brada Pitta, oraz cała tzw. afera z rozstaniem się pary "Brangelina", były ot takim sobie filmidłem, sprawnie wyreżyserowanym, zagranym, z ciekawym, podkreślam, lekko łzawym scenariuszem. Ale od czego są gwiazdy? Kult gwiazd Hollywood począwszy od Rudolfa Valentino, Grety Garbo zbudowano na założeniu, że na ekranie widzowie chcą oglądać aktora, niekoniecznie przesadnie stawiającego się odtwarzaną przez siebie postacią (np. Robert De Niro, aktorzy z tzw. szkoły Stanisławskiego). Akurat nie przeszkadzają mi obie idee, lubię gdy Pitt jest zawsze Pittem na ekranie, do grona moich ulubionych aktorów należą także wspomniany de Niro, Pacino, Brando, aktorzy, którzy całym sobą (wizualnie i mentalnie) wchodzą w rolę. 



Nie oznacza to jednak, że Pitt jest hm... drewnianym aktorem, rozdającym na prawo i lewo na ekranie swoje uwodzicielskie uśmiechy (pamiętamy Brada z np '7', 'Californii'). Na ekranie 'Allied -  Sprzymierzonych' aktor gra interesująco, bardzo oszczędnie w gestach, mimice twarzy. Ale w każdym ujęciu, jego spojrzeniu jak akurat widziałem na ekranie właśnie nie Pitta, ale Maxa Vatana, kanadyjskiego żołnierza, szpiega, wspaniałego męża i ojca postawionego w bardzo trudnych sytuacjach. Z pewnością Pitt ładnie się starzeje i myślę, ze ma przed sobą jeszcze wiele wspaniałych ról. Zemeckis zrobił resztę. A Cotillard? Cóż, nie jest to typ urody, za którym przepadam, czy dorównywała na ekranie grą Pittowi? Z pewnością zbyt mocno nie ustępowała. W pamięci zapadli mi także dwaj aktorzy w drugoplanowych rolach, Jared Harris (dowódca Maxa),  oraz August Diehl (gestapowiec od kart). Sumując, film z pewnością wart obejrzenia, w skali 1-10, trochę powyżej 6.
  Czy to koniec pary Brada i Angeliny? Nie mam pojęcia i w zasadzie nie spędza mi snu z powiek. Kończąc ten wątek, dodam, że w ostatnim wspólnym filmie pary, 'Nad morzem' ('2015), w reżyserii i wg. scenariusza Angeliny ja akurat widziałem dokładnie rozpad pary, więc to co się stało później nie było dla mnie aż taką niespodzianką. Film przeciętny, wręcz słaby, bardzo dłużący się. Ja dzięki niemu przypomniałem sobie piękną piosenkę, którą śpiewa w filmie Jane Birkin (Jane Birkin & Serge Gainsbourg - Jane B.), piosenka mniej popularna nie słynne "J et' aime", nie mniej piękna.


122. MTW: HOOTERS - "ALL YOU ZOMBIES"




 
Singiel, 1985
Strona B: 'Rescue Me'
Album: Nervous Night
Kompozycja: Eric Bazalian, Rob Hyman
Producent: Rick Chertoff
Wytwórnia: Columbia
Długość: 5:54




video
The Hooters to amerykański zespół założony przez dwójkę kumpli, dwóch równych sobie liderów: Erica Bazaliana (wokalisty i gitarzysty, na zdjęciu niżej drugi z prawej) oraz Roba Hymana (wokalisty i klawiszowca, drugi z lewej). Obaj muzycy, bliscy przyjaciele plus jeszcze jeden, znany producent Rick Chertoff  kryją się nie tylko za sukcesami tego zespołu. Wystarczy, że wspomnę, iż wielki przebój Cyndi Lauper 'Time After Time' jest autorstwa Lauper i Hymana, 'One Of Us' Joan Osbourne z kolei Erica Bazaliana (oczywiście obie piosenki produkował Chertoff). Lista piosenek, które wspomniani panowie pisali dla innych jest dłuższa, wymieniłem tylko te dwie najbardziej znane. Ale flagowym projektem dwóch muzyków byli oczywiście Hooters. Dlatego lista przebojów Hooters, które warto znać jest znacznie dłuższa. Wymienię tylko: absolutnie najlepszy ich hit, omawiany dzisiaj 'All You Zombies', 'Johhny B', '500 Miles', 'Give The Music Back', 'And We Danced' czy 'Where Do The Children Go'. Zespół w połowie lat 80-tych odnosił spore sukcesy, choć dzisiaj jest trochę zapomniany.


video
"All You Zombies" zespół wydał już w 1983 roku na swoim debiutanckim albumie 'Amore'  oraz na swoim drugim singlu (wersję tą usłyszycie w ostatnim clipie). Wytwórnia dostrzegła fakt, że obaj panowie Bazilian i Hyman bardzo aktywnie uczestniczyli w powstawaniu przebojowego, pierwszego albumu Cyndi Lauper, 'She's So Unusual' i postanowiła dać szansę nieznanemu zespołowi. Po trzech latach zespół nieznacznie zmienił piosenkę, wydłużył ją, wzbogacił aranżację instrumentalną oraz wokalną, nie zmieniając jednak ani tempa (zgoda, może trochę przyśpieszając), ani ogólnie klimatu z pierwszej wersji. 

Hyman:  To była i tak najszybsza piosenka ze wszystkim, które w tamtym czasie napisaliśmy z Ericem. Napisaliśmy wtedy ich wiele, ale tylko ta jedna z nami pozostała. Pamiętam, że napisaliśmy ją w ciągu jednej nocy. Lubimy ją nazywać: "10-minutowy song". Umieściliśmy w niej postacie z Biblii jak Noe czy Mojżesz, wszystkie te oczywiste skojarzenia, które możesz znać nie tylko z Biblii ale i z ekranów kinowych. No i udało nam sie to jakoś dopasować do rytmu reggae, które bardzo lubiłem.
Bazalian: Na początku było straszne. Pamiętam, że pierwsze słowa, zdaje się autorstwa Roba brzmiały: 'All you people hide your faces, all you people in the street.' Napisaliśmy resztę na bazie tych słów. Następnego dnia jednak obaj stwierdziliśmy, że musimy coś lepszego wymyślić w miejsce słowa 'people'. I z ust Roba padło słowo: 'Zombies'. Brzmiało to jakoś znajomo dla mnie. Myślałem o tym długo, nie minął rok czy dwa lata, gdy zorientowałem się, że taki był tytuł powieści Roberta Heilmana, którą czytałem w 7-mej klasie. To dopiero dziwaczna historia. Robert nigdy nie przeczytał w swoim życiu żadnej książki science - fiction. Potrzebowałem roku by zdobyć tą książkę, bo jej nakład został już wyczerpany. Nawiasem mówiąc nie miała ona nic wspólnego z piosenką.
 
Na samym początku swej działalności muzycy nie czuli, że ta piosenka może być hitem. Grali ją na swoich koncertach, a gdy z czasem publiczność zaczęła się jej domagać, wydali ją na singlu przy pomocy rodzimej stację radiową WMMR w Filadelfii, z której pochodzili. W 1985 roku postanowili jeszcze raz dać szansę piosence. Nowy aranż, wszystko jeszcze raz. Tym razem trafili, piosenka  się spodobała, stała się wielkim światowym hitem, dochodząc do 11 miejsca na amerykańskiej liście przebojów magazynu Billboard. W 1985 roku zespół wykonał piosenkę w czasie słynnego koncertu Live Aid (w zasadzie dwóch: jednocześnie w Anglii oraz w Ameryce) na stadionie w Filadelfii. 
Hyman: Do dzisiaj ta piosenka wzbudza ze względu na swój tekst największą ciekawość. Jesteśmy zasypywani listami z prośbą o wytłumaczenie użytych znaczeń, intencji. Niewiele jest co dodać na ten temat. To wszystko wychodziło z nas, nie było kalkulowania, premedytacji. Teksty zawsze są intrygujące. Niektóre utwory takie są, sam nie wiesz dokładnie o czym są, gdy złożysz te wszystkie wyrazy razem, pasujące do muzyki, wychodzą często z tego niezwykle ciekawe rzeczy. Sam uwielbiam takie piosenki, bo za każdym razem, gdy takiej słucham, zaczynam się zastanawiać o czym jest, dokąd mnie ona zaprowadzi.
Cóż jeszcze mogę dodać o tym utworze? Tekst taki sobie, trochę cytatów z Biblii, kontrowersyjnie zinterpretowanych (utwór był blokowany w amerykańskich radiostacjach chrześcijańskich), moim zdaniem nic odkrywczego, wszystko co ciekawe dzieje się w muzyce. Przede wszystkim ciekawy pomysł na zaaranżowanie całego utworu plus rewelacyjne ścieżki gitarowe, a jest ich tutaj naprawdę sporo. No i całość okraszona mocnym rockowym solo gitarowym Erica. Dla mnie to wystarczyło od samego początku. Bo? Przytoczę ciekawą, ale prawdziwą anegdotę, zdaje się już opisywaną na tym blogu. Piosenkę usłyszałem w Radiowej Trójce przypuszczalnie w 1985 roku, wtedy gdy została wydana na singlu, może trochę później. Niesamowity rytm gitar, klimat utworu, melodia, wszystko w piosence dosłownie mnie wtedy powaliło. Niestety nie usłyszałem nazwy wykonawcy zespołu i cały dzień bardzo mnie to intrygowała. Jak odnaleźć ten utwór.Cały dzień ściągałem ją myślami i stał się malutki cud.  I jeszcze tego samego wieczoru z pomocą przyszła mi telewizja, program Krzysztofa Szewczyka 'Videoteka', gdzie piosenka została zaprezentowana w całości, z dokładnym wymienieniem nazwy zespołu, tytułu utworu i albumu, z którego ona pochodzi. The Hooters! 
Końcowa refleksja. Pewne piosenki, które znajdują się na moim topie dość wysoko, pozornie mogę po latach uznać, że nie są to jakieś wyjątkowe dzieła. A Flock of Seagulls z 'Wishing', China Crisis z 'Christianem', także ten przebój Hooters. Ale w owym czasie bardzo mi się spodobały i bardzo wyczekiwałem by je usłyszeć, zdobyć, wręcz tęskniłem za nimi. I zostały one ze mną jako piękne wspomnienia określonych czasów, chwil, wydarzeń. Tak jak John Lennon śpiewa w 'In My Life' o miejscach, z którymi związane są określone wydarzenia i osoby, podobnie jest z niektórymi piosenkami, które przypuszczalnie w 200-ce najlepszych piosenek wszech-czasów znajdują się tylko u mnie na tym blogu.


video


Holy Moses met the Pharaoh
Yeah, he tried to set him straight
Looked him in the eye,
"Let my people go!"
Holy Moses on the mountain
High above the golden calf
Went to get the Ten Commandments
Yeah, he's just gonna break 'em in half!
All you zombies hide your faces,
All you people in the street,
All you sittin' in high places,
The pieces gonna fall on you
No one ever spoke to Noah,
They all laughed at him instead
Workin' on his ark,
Workin' all by himself
Only Noah saw it comin',
Forty days and forty nights,
Took his sons and daughters with him,
Yeah, they were the Israelites!
All you zombies hide your faces,
All you people in the street,
All you sittin' in high places,
The rain's gonna fall on you
Holy Father, what's the matter?
Where have all your children gone?
Sittin' in the dark,
Livin' all by themselves,
You don't have to hide anymore!
All you zombies show your faces,
All you people in the street,
All you sittin' in high places,
The pieces gonna fall on you!
All you zombies show your faces,
(I see you out there!)
All you people in the street,
(Let's see you!)
All you sittin in high places,
It's all gonna fall on you!

Hooters 2015. Hyman i Bazalian na dole z lewej.




______________________________________
 MÓJ TOP WSZECH-CZASÓW - Notowanie z 2016

WYWIADY - EAMONN ANDREWS SHOW 11.04.1965 (praca nad "Help!")




Przypominaliście mi się, że zalegam z nowymi Wywiadami, że nie kończę 1969 roku, kiedy historia 1975, kiedy kolejne solowe piosenki Johna i reszty. No tak, sporo do zrobienia, ale przyznacie, że cały czas coś się dzieje na blogu.
Kolejny post z serii WYWIADY - tym razem znowu z zespołem, choć tak naprawdę Ringo i George są w nim prawie nieobecni. Wywiad z zespołem w bardzo popularnym w Wielkiej Brytanii programie THE EAMONN ANDREWS SHOW - z dnia 11 kwietnia 1965, zrealizowany w ABC TV, Teddington Studio Centre. Zespół jest w trakcie prac nad swoim koljenym filmem 'Help!', także w reżyserii Richarda Lestera. Pojawia się na krótko w Londynie, by na Wembley Stadium wystąpić w ramach koncertu New Musical Express Poll Winners (koncert laureatów magazynu, Beatlesi odebrali nagrody - na zdjęciu, więcej o tym wydarzeniu na blogu - tutaj). Po koncercie szybko Beatlesi pojechali do siedziby telewizyjnej stacji ABC, by wystąpić na żywo w programie Eamonna Andrewsa.
W międzyczasie muzycy przebierają się (w programie wystąpią w swoich beżowych mundurach, tych samych w których wystąpili na Wembley), jedzą szybki posiłek. W programie występują w trzech częściach programu. W pierwszej John przyłącza się do stołu obok Andrewsa, pozostała trójka siedzi na sofie i fotelu. Rozmowa przeważnie dotyczy filmu 'Help!'. Następnie Beatlesi mimują do dwóch piosenek 'Ticket To Ride' oraz 'Yes It Is,'. W ostatniej części programu do dyskusji z zespołem dołączają zaproszeni także do show, dziennikarka Katherine Whitehorn oraz krytyk Wolf Mankowitz.


THE EAMONN ANDREWS SHOW
Teddington Studio Centre (11.04.1965)

EAMONN: Hello, panie i panowie, witam! Tak moje panie i panowie, to są ... The Beatles.
JOHN: Ekstra!
EAMONN: Dziękuję Wam bardzo. Witam.
JOHN: Możesz tutaj usiąść.
EAMONN: Mogę? Dziękuję wam bardzo chłopcy. Jestem absolutnie zaszczycony waszą wizytą, jak wiecie, poza tym później dołączą do nas Katharine Whitehorn and Wolf Mankowitz...
JOHN: Oh, aye.
EAMONN: ... by wspólnie porozmawiać, ale nie mogę rozpocząć programu od gratulacji dla Ringo. Ringo, moje gratulacje!
RINGO: Dzięki
PAUL: Gratulacje!
EAMONN: Jakie to uczucie spodziewać się dziecka?
RINGO: Nie takie złe, wiesz. Niezłe. Mam nadzieję, że to będzie chłopiec albo dziewczynka.              
[trójka pozostałych Beatlesów wybucha śmiechem.]
JOHN: To może być oczko.
EAMONN: Dobrze, więc kiedy się pojawi dziecko - chłopiec lub dziewczynka, George, możesz po prostu pójść do Johna po radę.
GEORGE: George?
JOHN: George nie ma żadnego.
GEORGE: To moje imię, to ja.
JOHN: Ja mam dwa, tak myślę. "Mine's two. I think."
EAMONN: Dwa
JOHN: Dwa
EAMONN: Czyli będziesz mógł mu dać kilka dobrych rad?
JOHN: Nie.
EAMONN: Wiem, że pracujecie nad na nowym filmem, a to oczywiście oznacza, że jesteście jeszcze bardziej niż zazwyczaj zajęci, więc tym bardziej jest mi dzisiaj ogromnie miło Was gościć.
JOHN: (wygłupiając się) Dla nas była to ogromna przyjemność tu przybyć.
PAUL: Fajnie tu być.
EAMONN: To Wasz już drugi film.
PAUL: Tak.
EAMONN: Pierwszy film, kieruję te słowa do Ciebie Paul, by nie było nieporozumienia ...
PAUL: Okay.
EAMONN: Pierwszy film był porównywany do produkcji braci Marx, pamiętasz?
PAUL: Tak.
JOHN: Oh, aye.
PAUL: Tak, dobrze.
EAMONN: Czy widzieliście kiedykolwiek braci Marx?
PAUL: Tak, nic z nas."
EAMONN: Nic z tego jaki Ty jesteś. W to akurat wierzę.
PAUL: Nie, my po prostu wcale ich nie przypominamy. 
... więcej tutaj

___________________________________________________________________

Muzyczny blog * Historia The Beatles * Music Blog
Polski blog o najwspanialszym zespole w historii muzyki.

HISTORY THE BEATLES