HISTORIA THE BEATLES




Proszę o The Beatles czytać tylko na blogu: HISTORIA THE BEATLES pod adresem: http://fab4-thebeatles.blogspot.com/ - najnowszy post - kliknij wyżej. Posty na tym blogu to pozostałości z "dawnych czasów", bądź te same teksty co na blogu flagowym o F4.




BLOG O THE BEATLES

Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

CHESTER BENNINGTON NIE ŻYJE

Nienawidzę umieszczania takich postów, ale po prostu nie mogę zignorować tego, skoro informowałem już na blogu o innych 'odejściach' wielkich ze świata muzyki. Tym razem  tylko 41 letni Chester Bennington, lider oraz wokalista Linking Park, który  odebrał sobie życie (powiesił się) w swoim domu w Los Angeles. 20 lipca, więc tydzień temu ale dowiedziałem się o tym dopiero kilkanaście godzin temu. Przypadkowo. Z 'Newsweeka' i felietonu Zbigniewa Hołdysa.
 Nie jest ważne, nie będę o tym pisał, dochodził, szperał, wyszukiwał, co było powodem tak dramatycznej decyzji muzyka.  Chwilowa depresja, narkotyki czy inne nieważne w tej chwili rzeczy. Stało się. Żal, smutek, f....k! Wielka kapela straciła wokalistę, wszyscy straciliśmy kolejnego wspaniałego muzyka, pewnie i człowieka. Wspaniały głos. Ważny w swoim czasie bo w pierwszych latach XX wieku takiej muzyki jak Linking Park było ogromnym szokiem. Kapel grających podobnie było więcej jak choćby Limp Bizkit, ale LP co singiel to oferowało wielki światowy hit. 
 Zgrabne połączenie mocnego rocka oraz hip hopu (wokal Mike'a Shinody, członka kapeli jak i producenta nagrań kapeli). Z bardzo mądrymi tekstami, fantastycznym wokalem Chestera. Mnóstwo przebojów. Ostatnimi czasy o LP było już dużo ciszej choć zespół cały czas nagrywał, koncertował (także w naszym kraju). Poniżej tekst, jakim pożegnali swego kolegę członkowie zespołu, który po prostu opisuje jakim człowiekiem był Chester Bennington:
 
Drogi Chesterze,
Nasze serca są złamane. Fale żałoby i niedowierzania wciąż przechodzą przez naszą rodzinę, kiedy staramy się pogodzić z tym, co się wydarzyło.
Wpłynąłeś na tak wiele żyć, może nawet więcej, niż zdawałeś sobie sprawę. W ostatnich kilku dniach zostaliśmy zalani miłością i wsparciem, zarówno publicznie, jak i prywatnie, z całego świata. Talinda i rodzina są za to wdzięczni i chcą, by świat wiedział, że byłeś najlepszym mężem, synem i ojcem. Rodzina nigdy nie będzie pełna bez ciebie.
Kiedy rozmawialiśmy przez te lata, twoja ekscytacja była zaraźliwa. Twoja nieobecność pozostawia pustkę, która nigdy nie będzie zapełniona – szumny, zabawny, ambitny, kreatywny, miły, życzliwy głos w pokoju zniknął. Próbujemy przypomnieć sobie, że demony, które cię zabrały od nas, zawsze były częścią tego wszystkiego. Mimo wszystko to właśnie sposób, w jaki śpiewałeś o tych demonach sprawił, że ludzie cię pokochali. Odważnie wyciągałeś je na światło dzienne, a robiąc to, przybliżałeś nas do siebie i uczyłeś nas być bardziej ludzkimi. Miałeś wielkie serce i zdołałeś nosić je na dłoni.
Nasza miłość do pisania i wykonywania muzyki jest nie do opisania. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądała nasza przyszłość bez ciebie, ale wiemy, że nasze życia stały się lepsze dzięki tobie. Dziękujemy ci za ten prezent. Kochamy cię i bardzo za tobą tęsknimy.
Do zobaczenia, LP 
 
 Kilka moich ulubionych  na dole (w tym 'Talking To Myself' - ostatni clip LP z tego roku), utworów, których mi teraz trudno słuchać z obojętnością. Ruszają mnie gdzieś w środku jak diabli. Clipy oficjalne plus live. Chester i LP brzmieli "na żywca" znakomicie. Muzyka z sercem.  I jeszcze na końcu ciekawostka, Chester z LP z Jay'em Z i Paulem McCartney'em na jednej scenie.




video
Breaking The Habit

video
Numb

video
In The End

video
Somewhere I Belong
 
video
What I've Done

video
 The Catalyst

video

Talking To Myself


video


RIP Chester.

80. MTW: THIN LIZZY - "Whiskey in The Jar"

Singiel: 1972
Strona B: Black Boys on the Corne
Album: Shades of a Blue Orphanage (wersja remasterowana z 2010)
Kompozycja: Trad. arr., Eric Bell, Brian Downey, Phil Lynott Wytwórnia: Decca
Producent: Nick Tauber 
Długość: 5:47



Pierwszy. legendarny skład zespołu: Bell. Lynott, Downey.

 
Obsada:
Phil Lynott - wokal, gitara basowa, akustyczna
Eric Bell - gitary
Brian Downey - perkusja


17 marca to Dzień Świętego Patryka, irlandzkie święto narodowe oraz religijne obchodzone przez tą nację na całym świecie. Od 1972 roku w tym dniu głównym nagraniem muzycznym (radio, telewizja, szafy grające itd) jest dzisiaj opisywana piosenka.
video

'Whiskey w dzbanie' to tradycyjna (sięgająca XVII wieku) irlandzka piosenka o zdradzie, nieszczęśliwej miłości, ot opowiastka jakich wiele w każdym folklorze, nagrywana przez wielu tamtejszych artystów, ale spopularyzowana na świecie w klimacie rockowym przez supergrupę lat 70-tych, Thin Lizzy, choć pięć lat wcześniej nagrała ją inna irlandzka kapela, The Dubliners. Tą wersję możecie usłyszeć w clipie niżej.
video
 
Lynott z kolegami nagrali ją na zasadzie dowcipu, ale w miarę pracy nad utworem, pracą na jego aranżacją, utwór przestał być zabawką. Gitarzysta Eric Bell wspomina, że piosenka pojawiła się w czasie prób, jammingu, gdy Phil zaczął rymować do niej różne żartobliwe słowa. Dwaj pozostali muzycy byli znudzeni, może zmęczeni, choć ja stawiałbym na whiskey, ale dołączyli do kolegi. I tak to się zaczęło. 
BELL: Wszyscy, którzy znali 'Whiskey In The Jar' słyszeli tylko wersję The Dubliners. No wiecie, bajo, cymbałki, gwizdy i tak dalej. My całkowicie prze aranżowaliśmy ją. Wielu Irlandczyków nie lubiło naszej wersji. Słyszeliśmy: Jezusie, ale wypaczyliście ją.
Kierownik zespołu Ted Caroll posłuchał zabaw swoich podopiecznych, po czym zasugerował, że ta właśnie piosenka może być wydana na stronie B ich singla "Black Boys in the Corner", który miał być ich pierwszym singlem dla wytworni Decca. Ostatecznie Dekka wydała ją na stronie A. Pamiętacie Dekkę? Słynna londyńska wytwórnia płytowa, która odrzuciła The Beatles jako zespół bez przyszłości. Potem - w obliczu oszałamiającego zespołu liverpoolskiej czwórki - za rekomendacją Beatlesa George' a Harrisona podpisała szybko kontrakt z The Rolling Stones i odniosła sukces. Później Decca słynęła z tego, że nie odmawiała szansy żadnemu wykonawcy.
 Warto nadmienić, że utwór został nagrany także przez Metallikę, bardziej jako cover Thin Lizzy, niż kolejna wersja staroirlandzkiej ballady.
Zespół kojarzony przede wszystkim z Philem Lynottem (choć gitarzystami w zespole byli  także tak znani muzycy jak Gary Moore czy Snowy Wite), muzykiem szalenie charyzmatycznym, o oryginalnej aparycji, zmarłym w zaledwie 36 roku swego życia (komplikacje zdrowotne były następstwem uzależnienia muzyka od narkotyków i alkoholu, znamy to skądś prawda?) 
  I cóż więcej można napisać o piosence z pozycji 80 mojego topu. Piosenka piękna, zagrana wspaniale i podobnie zaśpiewana. W latach 70-tych gdy została wydana na singlu stała się znakiem firmowym kapeli. Na podobny sukces z wjazdem na listy, chłopcy z Thin Lizzy musieli czekać aż do 1976 roku z własnym już przebojem, w całości autorstwa Lynotta, 'The Boys Are Back In Town', kwintesencją czystego rocka w epoce glam, 'glitter songów' czy rocka progresywnego. Album możemy znaleźć na albumie dopiero w 2010 roku na zremasterowanej wersji albumu 'Shades of a Blue Orphanage'. 'Whiskey In The Jar' to piosenka, którą wydaje mi się, że znam od zawsze. To była także jedna z kilkunastu piosenek, które zgrałem z oryginalnej płyty CD jedną z pierwszych na rynku nagrywarek płyt CD. Prędkość zgrywania do formatu wav była 1:1, z taką samą prędkością płyty były nagrywane, czyli nagranie 70-cio minutowej płyty trwało ponad 70 minut. Czyste płyty kosztowały prawie tyle co oryginalna muzyczna ale plusem było to, że mogłeś zrobić sobie 70 minutową własną składankę, jakie nie było na rynku. Dzisiaj 80-minutową płytę CD nagrywamy kilka minut ale i tak przeważnie słucha się mp3 i na pendrive'ach lub bezpośrednio z sieci.
   Na samym dole piękna ballada Chudej Lizzy z 1974 roku, 'Still in Love with You' oraz wspomniani 'Chłopcy znowu w mieście'.

video

As I was goin' over the Cork and Kerry mountains.
I saw Captain Farrell and his money he was countin'.
I first produced my pistol and then produced my rapier.
I said stand o'er and deliver or the devil he may take ya.

Musha ring dumb a do dumb a da.
Whack for my daddy-o,
Whack for my daddy-o.
There's whiskey in the jar-o.

I took all of his money and it was a pretty penny.
I took all of his money and I brought it home to Molly.
She swore that she'd love me, never would she leave me.
But the devil take that woman for you know she tricked me easy.

Musha ring dumb a do dumb a da.
Whack for my daddy-o,
Whack for my daddy-o.
There's whiskey in the jar-o.

Being drunk and weary I went to Molly's chamber.
Takin' my money with me and I never knew the danger.
For about six or maybe seven in walked Captain Farrell.
I jumped up, fired off my pistols and I shot him with both barrels.

Musha ring dumb a do dumb a da.
Whack for my daddy-o,
Whack for my daddy-o.
There's whiskey in the jar-o.

Now some men like the fishin' and some men like the fowlin',
And some men like ta hear a cannon ball a roarin'.
Me? I like sleepin' specially in my Molly's chamber.
But here I am in prison, here I am with a ball and chain, yeah.

Musha ring dumb a do dumb a da.
Whack for my daddy-o,
Whack for my daddy-o.
There's whiskey in the jar-o.

And I got drunk on whiskey-o
And I love, I love, I love, I love, I love, I love my Molly-o.
 

video

video




WYWIADY THE BEATLES - JAPONIA, TOKIO 30.06.1966



Konferencja prasowa w Japonii, 30 czerwca 1966. Beatlesi zagrali w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni w legendarnym Nippon Budokan Hall, co oczywiście nie zachwyciło wielu Japończyków. Zespół otrzymywać zaczął pogróżki, co zaowocowało ochronnym kordonem wokół hotelu, gdzie zespół nocował (więcej o podróży do Japonii w HISTORII 1966). Poniżej przetłumaczyłem fragmenty konferencji zespołu w Tokyo Hilton.

PYTANIE: Z jaką wiedzą o Japonii przybyliście do tego kraju?
PAUL: Niewiele więcej prócz tego co przeczytaliśmy lub widzieliśmy w filmach.
JOHN: I nie wierzymy we wszystko z tego.
PAUL: Ale wydaje nam się, że to dobre miejsce. 
P: Mówi się, że was fani są tacy dzicy i szaleni, że zamiast słuchanie waszej muzyki, wystarcza im same obserwowanie was na scenie, bez względu na to czy was słyszą czy nie. Jak na to reagujecie? 
JOHN: Cóż, kupują nasz płyty, więc słuchają naszej muzyki. A kiedy przychodzą osobiście na koncerty, to jasne, że chcą nas zobaczyć.
RINGO: Nic więcej nie ma znaczenia.
JOHN: Wiecie, kupują przecież nasz płyty. Chcą także przyjść i zobaczyć nas.
PAUL: Bo rzecz w tym, że zapewnia nam się jak najlepszą ochronę no i oczywiście dla ludzi. Czasami idzie to za daleko, ale najlepszą sytuacją jest taka, gdy nikt nie cierpi.
P: Co jest powodem zmian w waszej muzyce, odchodzącej jakby od rytmicznej, w kierunku ballad. Mam na myśli zwłaszcza takie numery jak 'Yesterday' czy 'Michelle'.
GEORGE:  Zawsze tworzyliśmy oba typy muzyki. I rytmiczną i balladową. Nic w naszej muzyce nie zmieniliśmy. Nagrywamy i to i to.
P: A co było inspiracją do waszych nowych fryzur?  Mieliście jakieś pomysły na takie zmiany? Jakie będą następne. Słyszeliśmy, że jeden z was był strzyżony przez fryzjera w Nowym Jorku.
RINGO: Ten Nowy Jork to w zasadzie Waszyngton, i ktoś tam rzeczywiście się obciął.
P: Kto?
RINGO: Ja.
[ogólny śmiech]
RINGO: Mam teraz taką więc mogłem dołączyć do grupy. Wszyscy mieli takie przede mną.
P: Ciekawa inspiracja, oryginalna...
GEORGE: Pomysł był taki, że uhm... tak się wydarzyło. Nie mogliśmy w tym czasie pozwolić sobie na fryzjera, polubiliśmy je takie dłuższe i tak się stało.
P: Nie mogliście sobie pozwolić na fryzjera?
PAUL: Nie.
GEORGE: No, może niezupełnie. To było dawnymi czasy.

P: Czy wasze rodziny utrzymają prywatne kontakty towarzyskie?
JOHN: O tak. Nasze żony mieszkają razem. Nasi rodzice już nie (śmieje się). No cóż, nie, to znaczy, nie jest tak, że widują się codziennie.
P: Gdy macie jakie swoje prywatne lub publiczne problemy - rozmawiacie o tym ze sobą, kłócicie się, krzyczycie na siebie?
JOHN: Nie mamy zbyt wiele problemów ze sobą samymi. Robimy to co mówimy i odwrotnie.
P: Osiągnęliście wystarczające chyba zaszczyty i bogactwo. Jesteście szczęśliwi?
JOHN: Tak.
P: Czego więc będziecie teraz poszukiwać?
JOHN: Pokoju.
[śmiech]
PAUL i JOHN: Peace!
PAUL: Zlikwidowania bomb.
JOHN: Właśnie, stop bombom.
P: Są trzy pytania, przekazane nam z zagranicznego biura korespondentów w Japonii. Pan Ken Gary z Reutera zada je wam w ich imieniu.
KEN GARY: Jak sądzicie, jakie są różnice między waszymi japońskimi fanami a innymi fanami na
całym świecie?
PAUL: Myślę, że różnica jest tylko w językach, w których mówią. I to wszystko. To jedyna różnica. I tutaj jakby wszyscy są mniejsi"
KEN GARY: Niektórzy Japończycy twierdzą, że wasze występy zbrukają świętość Budokanu, miejsca poświęconego tradycyjnym japońskim sztukom walki, a wy sami dajecie zły przykład  dla japońskiej młodzieży, odciągając ich od tradycyjnych wartości japońskich. Co myślicie o tym wszystkim?"


PAUL: Rzecz w tym, że jeśli ktoś z Japonii - gdy np. japońska taneczna grupa przybywa do Brytanii, to nikt nawet nie próbuje powiedzieć, że łamie ona tradycje, prawo, że próbują coś zepsuć. Przyjechaliśmy tutaj by zagrać koncert ponieważ zostaliśmy o to poproszeni.
JOHN: Lepiej oglądać śpiew niż walkę.
PAUL: Taaa, nie staramy się niczego popsuć. Ostatecznie sami.....





Ciąg dalszy na moim blogu o The Beatles (tutaj)

ŁUKASZ, ROGER - WIMBLEDON '2017

I po wspaniałym turnieju w Londynie. Ostatnia odsłona Wielkiego Szlema za miesiąc w Stanach. US Open, w którym głównymi faworytami są zwycięzcy Wimbledonu. Roger Federer w singlu. 19 tytuł Wielkiego Szlema na koncie, ósmy Wimbledon, gracz poza statystykami. Finał z Cilicem przeciętny. W deblu najwyżej rozstawioną parą będzie Kubelo lub Kubotelo. Polsko-brazylijska para. 
Przeczytajcie mój post sprzed dwóch tygodni, w ktorym pisałem, że po raz pierwszy wśród faworytów turnieju jest Polak (tutaj).
Finał debla obok singlowego meczu Nadala z Mullerem to nie tylko moim zdaniem dwa najlepsze mecze tegorocznego trawiastego Szlema. Łukasz, któremu podobno w czasie odświętnej kolacji Mistrzów gratulował sam Federer, stał się pierwszym Polakiem, który ma w swoim dorobku dwa tytuły Wielkiego Szlema. Oba w deblu, z Australii i Wielkiej Brytanii. I wcale niemożliwym nie jest dalsze ich kompletowanie, gdyż w deblu 35 letni Kubot może jeszcze grać co najmniej do 40-ki. Bravo Łukasz!


   Na podsumowanie turnieju może będę miał jeszcze więcej czasu (i ochoty), ale faktem jest, że nie umniejszając zasług Rogera, który pewnie i tak zdobyłby tytuł, tegoroczny Wimbledon to pasmo kontuzji faworytów. Najpierw Andy Murray, potem Novak Djokovic, na sam koniec w samym finale Chorwat Marin Cilic. Marin dotrwał do końca ale niedzielny mecz z tego powodu był przeciętnym widowiskiem.

  W kobiecym tenisie w finale, zgodnie z moimi przewidywaniami starsza z sióstr Williams nie dała rady młodej Hiszpance, Garbine Muguruzy. Tylko pierwszy set pełen walki, w drugim Venus słabła z każdym gemem. Ale w wieku 37 lat dojść do finału Wimbledonu, nie grając wcześniej żadnego turnieju na trawie. No, no... 

 

ROGER 11 RAZ W FINALE WIMBLEDONU. SZANSA KUBOTA NA 2-GI TYTUŁ WS.

Najważniejszym dzisiaj dla nas, polskich kibiców, fanów tenisa jest finał męskiego debla. Łukasz Kubot w parze z Marcelo Melo przed olbrzymią szansą wygrania Wimbledonu i dołączenia do swojej kolekcji drugiego trofeum Wielkiego Szlema. Puchary WS zdobywało kilkoro Polaków, niestety zawsze w deblu (m.in. Wojtek Fibak, najsłynniejszy polski tenisista). Czy para Marach/Pavic (Chorwat, tak więc i w singlu i w deblu ten mały kraj ma swoich graczy) sprosta polsko-brazylijskiej parze? Moim zdaniem jak i wszystkich bukmacherów niewielkie. 
Kobiecy finał - jak już pisałem - chyba dla Garbine Muguruzy, choć wygrana 37 letniej Venus Williams nikogo nie zaskoczy. Akurat oglądam mecz. 5:4 dla Williams w 1 secie. Pasjonujący mecz!
US OPEN '2014. W półfinale Marin Cilic pokonał Rogera 3:0 w setach. Z pięciu spotkań między dwoma graczami to jedyny raz kiedy Chorwat pokonał Szwajcara. Rok temu w półfinale Roger pokonał Marina ale 3:2 po bardzo zaciętym meczu. Jutro z pewnością Chorwat postawi wysoko poprzeczkę Federerowi ale myślę, że jest bez szans. Roger gra znowu jak za dawnych lat. No i Chorwat miał cięższą przeprawę z Querrey'em niż Roger z Berdychem, choć Czech zagrał swój najlepszy tenis w życiu. Wygrana Maestra z Bazylei ani przez chwilę nie podlegała dyskusji, choć wynik to 7:6,7:6i 6:4 czyli dość wyrównany bój. Ale pamiętajmy, że Federer zawsze grał tak aby wygrać nawet przewagą 1 gema niż próbować deklasować rywali.
Już jutro.



ŁUKASZ KUBOT - ZGODNIE Z PRZEWIDYWANIAMI. VENUS! WIMBLEDON '2017 (7)

W sobotę finał męskiego debla. Przeciwnikami 'naszej pary', nie tylko przeze mnie uważanej za faworytów turnieju (ze względu na tegoroczne wyniki, z punktacji ATP w turnieju numer 4), będzie para numer 16, Austriak Oliver Marach (kiedyś partner w deblu Łukasza) oraz Chorwat Mate Pavic. Wynik może być tylko jeden, w każdym razie za taki będę trzymał kciuki.
 
Finalistką kobiecego turnieju została Venus Williams, starsza z sióstr, pod nieobecność Sereny podtrzymująca tradycje rodziny. Węgierko-Australijko-Brytyjka Johanna Konta nie miała szans w meczu z dojrzałą, prawie dwa razy starszą mistrzynią. Ale w finale stawiam na Hiszpankę Gabrine Muguruzę.
Półfinały męskie: Roger Federer - Thomas Berdych - przewiduję 3:0
                             Marin Clic - Sam Querrey , hm.... 3:2?






WIMBLEDON 2017 (6) KRÓL JEST JEDEN!





















Co prawda czekają nas jeszcze trzy mecze w turnieju panów ale hasło z tytułu bloga jest jak najbardziej aktualne, bez względu na wynik. Choć nie wygranie tegorocznego turnieju na kortach 'trawiastych' (najgorsza jakość nawierzchni od lat) przez Rogera Federera jest prawie niemożliwe. Chyba tylko kontuzja mogłaby pozbawić Szwajcara triumfu. Ale - odpukać - i one się zdarzają, jak mogliśmy to zobaczyć w dwóch ćwierćfinałowych meczach dwóch faworytów turnieju. Szkot Andy Murray po wygraniu trzeciego seta z Amerykaninem Samem Querrey'em zwyczajnie zgasł na korcie i tylko duma, honor (widzowie, cały kraj przez telewizorami) nie pozwoliły mu poddać mecz wcześniej. Serb Novak Djokovic wytrzymał tylko pierwszego seta. Szkoda, bo Czech Thomas Berdych gra w tym roku na Wimbledonie znakomicie i jego mecz ze zdrowym Djoko pewnie były bardzo ciekawy. 




No cóż, szkoda, że w ten sposób ale bravo dla Thomasa. To ciekawa i trochę pechowa postać w męskim tenisie. Aktualnie tylko numer 15 rankingu ATP ale 31 letni gracz od wielu lat to gracz ścisłej czołówki, przede wszystkim zawsze w czołowej dziesiątce, choć dwa lata temu nawet to numer 4 (tak wysoka pozycja dzięki absencji Rogera i Rafy). Thomas może mówić o pechu (choć on tak tego nie nazywa), że przyszło mu grać w czasach Wielkiej Czwórki, czyli Rogera, Rafy, Novaka i Andy'ego. W 2010 roku był najbliżej wygrania tytułu Wielkiego Szlema, w Paryżu uległ jednak królowi mączki, Hiszpanowi Rafie. Wszędzie indziej wcześniej na jego drodze stawał któryś z wymienionych graczy, z którym Czech jakby nie umiał grać. I niestety takiego meczu spodziewam się w półfinale z Federerem. 




   Drugi półfinał wygląda niestety niespecjalnie emocjonująco. Tak jak przypuszczałem, Giles Muller nie sprostał Chorwatowi, choć ten potrzebował aż 5-ciu setów by odesłać go do domu. Muller spędził na kortach w Londynie około 20 godzin, w tym trzy mordercze pięciosetowe mecze z Lukasem Rosolem, Rafą Nadalem i właśnie z Chorwatem, podczas gdy  Roger, pokonując wczoraj pewnie i szybko 3:0 (tylko trzeci set był zacięty, choć ani przez chwilę przewaga Szwajcara nie podlegała dyskusji), na kortach był przypuszczalnie co najmniej o połowę czasu mniej. Sam Querrey w normalnym, do dwóch wygranych setów meczu, wczoraj przegrałby z Andym, ale po zaciętym meczu. Czy razem z Chorwatem potrafią stworzyć w piątek ciekawe widowisko? Tenisowe możliwe, może nawet zacięte, może nawet 5-setowe z tie-breakami, bo w końcu to gracze z czołówki ale obaj zawodnicy są raczej średnio charyzmatyczni a dzisiaj świat bardziej chce graczy celebrytów z półki do której ci dwaj gracze niestety nie należą. Organizatorzy mogą się cieszyć, że akurat największa gwiazda turnieju prawdopodobnie dotrze do finału.


 Łukasz Kubot z Marcelo Melo wciąż w grze. Na razie półfinał.