Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

II TURA WYBORÓW PREZYDENCKICH.


 Z pewnością wpis prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka na twitterze  powinien zmusić do refleksji (stwierdzenie zwykłego faktu, podanego zresztą przez PKW). Mnie jego treść w sumie nie zaskoczyła, bo o tym co słynny piłkarz napisał wiedziałem od dawna.  Nikt, po prostu nikt kogo znam, nie głosuje na PIS, na PAD, a partia ta i Adrian mają po ponad 40% poparcia. Nie zmusza to do zastanowienia i refleksji? Zmusił p. Zbyszka i dla nieznających jego wpisu oto on:

"Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludzi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska".

Warto spróbować zmienić sens tego wpisu w nadchodzących wyborach. Moim zdaniem, dla każdego kto zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego (a wcześniej głosował na innych, nie na PAD), to nie jest wybór mniejszego zła, jak to czasem próbują nam wytłumaczyć się przegrani kandydaci. Rafał Trzaskowski jest idealnym Prezydentem na teraz i chyba na każdy czas. Wykształcony, empatyczny, inteligentny, ugodowy, rozsądny, nie kierowany przez innych, doświadczony i samorządowiec jak i polityk. Z piękną rodziną, życiorysem. W chwili obecnej w sieci oraz tzw. przestrzeni publicznej chodzi filmik pt "Andrzej, to ja Polska, nie kompromituj mnie. Mam dość!" Taki film nigdy nie mógłbym powstać o Trzaskowskim. Nigdy. Może nasi dziadkowie, rodzice, wujowie, ciotki o tym nie wiedzą?
Chciałbym napisać, że za prezydentury Rafała Trzaskowskiego nie powstałby wiersz Damięckiego "Dziękuję", ale niestety wiem, że wybory za tydzień nie zmienią faktu, że rządząca partia i PJK będą rządzić jeszcze 3.5 roku.


ROZPAD THE BEATLES - Yoko i reszta - cz. 1



W piosence "Afraid" z albumu "Heathen" z 2002 roku David Bowie śpiewa: Wierzę w Beatlesów (“I believe in Beatle") i ten wers jest jednym z wielu wyznań wiary i obaw artysty, bliskiego przyjaciela Lennona, tak pięknie ujętych w tym utworze. W swojej książce "The Love You Make" Peter Brown, jeden z najbliższych współpracowników Beatlesów wspomina, że Bowie w przytoczonym utworze niejako przywraca na nowo z "God" Johna Lennona jego znamienne, finalne słowa, ale już w odwrotnym znaczeniu: I believe zamiast I don't believe: in Beatles. John w zamykającym song fragmencie śpiewa, że wierzy tylko w siebie i Yoko i to jest rzeczywistość. No cóż, 50 prawie lat po napisaniu piosenki przez Johna jesteśmy skłonni zgodzić się bardziej z Davidem niż liderem Fab Four. The Beatles wciąż są bardzo realni w naszym życiu, wciąż nam ze swoją filozofią przekazywaną poprzez piękną muzykę i poezję potrzebni i warto w nich wierzyć.



RINGO:  Yoko dostało się masę gówna, podobnie było z Lindą, ale rozpad nie był ich winą. Okazało się nagle, że wszyscy mamy po 30 lat i jesteśmy innymi ludźmi. Nie mogliśmy już dłużej prowadzić takiego życia.
JOHN: Byłem żonaty już wtedy, zanim Liverpool opuścili Liverpool, małżeństwo nie stanowiło większej różnicy. Cyn nie miała takiej kariery jak Yoko, ale Pattie miała swoją karierę i to w niczym nie przeszkadzało. Maureen jest sama w sobie fantastyczną artystką, nie licząc wychowywania plemienia Ringa. Ona także jest artystką i to nie ma nic wspólnego z kwestią żon. 
Po śmierci Briana zaczął się powoli proces dezintegracji The Beatles. To była powolna śmierć i tak było.  To widać na "Let It Be", bo wtedy doszły do głosu Yoko i Linda, ale nie od nich to się zaczęło. Widać to było już w Indiach, gdy George i ja zostaliśmy, a Paul i Ringo wrócili.  Widać to było podczas nagrywania albumu "White". To coś naturalnego.  To nie jest żaden kataklizm. Ludzie mówią o tym, jakby to był koniec świata.



- John, czy Yoko miała coś wspólnego z rozpadem The Beatles?
JOHN: Być może była ostatnią kostką domina, która przewróciła wszystko. Spotkanie Yoko było w pewnym sensie jak wcześniejsze w młodości poznanie Paula.  spotkanie z kimś o takich samych zainteresowaniach, z błyskotliwym umysłem, który miał ten sam rodzaj wizji, co ja. Ale po 10 latach było już niczym. Kiedy Yoko pojawiło się w moim życiu, nic innego nie wydawało się ważne. Ale ona nie powiedziała do mnie „Dlaczego nie opuścisz tych szaleńców”. Z przyjemnością dołączyła. Przychodziła na sesje i podobnie jak reszta, pracowała z nami. Ale nikt wcześniej nie robił tego z The Beatles, nikt. Paul zawsze chciał utrzymać Beatlesów w izolacji od innych,  podczas gdy George i ja chcieliśmy rozwoju The Beatles. McCartney chciał być Beatlesem już na zawsze. George i ja przez długi czas próbowaliśmy to zmienić. W końcu stało się oczywiste, że jedynym sposobem na zmianę tego był rozpad. Paul przyszedł rok później i powiedział: „Rozumiem, co przeszliście we dwoje przez nas trzech. Teraz rozmawiam o tym  z Lindą. I rozumiem, że to, co próbowaliście zrobić, to po prostu byś sobą, indywidualnościami. Próbuję teraz zrobić to samo". To była jedyna wskazówka, jaką miałem od niego do tej nocy, kiedy ogłosił, że opuszcza The Beatles.


Już niedługo.. 28 czerwca 2020


 
Wszyscy wiemy co w tym dniu robić...
Moim Prezydentem jest Rafał Trzaskowski.
                                                                                             
                                               



 

Przez najbliższe dni nie będą się pojawiać nowe posty. Ani na tym blogu ani o The Beatles. Gdyż w obecnej sytuacji wszystko stało się mało ważne. Oczywiście w kontekście decyzji, jakie musimy podjąć w tą niedzielę. Wierzę, że wszyscy, którzy czytają ten blog przede wszystkim nie zagłosują na obecnego Prezydenta a wesprą swoich kandydatów, choć proszę o wsparcie moim zdaniem jedynego możliwego w tych wyborach kandydata, który jest w stanie pokonać wspieranego przez TVP PAD-a, Rafała Trzaskowskiego. 
Kandydata, który zapewni nam powolne kończenie wojny polsko-polskiej, kontrolę nad dewastującym nasz kraj rządem amatorów z PIS, przywróci dumę z oglądania bez wstydu i zażenowania Prawdziwej Głowy Państwa, Prezydenta nie będącego na łańcuszku jakiegokolwiek innego polityka, bo naprawdę będzie 1-szym Obywatelem RP. I wierzę, a nawet jestem przekonany na 100%, że będzie on Prezydentem wszystkich, bez względu na przekonania polityczne, religijne, rasę, preferencje seksualne. Bez względu na to, czy ktoś należy do PO, PIS czy jest bezpartyjny, ogląda Trwam czy TVP1 czy jest fanem Szkła Kontaktowego.  


Nie przeraża mnie jeszcze osoba Szymona Hołowni, w przypadku gdyby to on wygrał w pierwszej turze lub dostał się do drugiej. Może - jeśli już marzymy - w grudniu mógłby się spotkać nasz Prawdziwy Prezydent Rafał lub Szymon z Joe Bidenem, który wysadzi z fotela kolejną polityczną karykaturę naszych czasów. Może zacznie się powolne, bo niestety PIS jeszcze porządzi, normalizowanie naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Może z czasem zaczną wszyscy dostrzegać jak ważna jest osoba Prezydenta, nie sprowadzającego się tylko do roli notariusza rządu, co tak zarzucał i wykpiwał 5 lat temu obecny PAD Bronisławowi Komorowskiemu. Może nadejdzie czas, że zaczniemy znowu ze sobą rozmawiać, kagańce narzucone Premierowi Pinokio przez Prezydenta spowodują blokadę zawłaszczania swoimi naszego kraju i zdopingują ten rząd do rzetelnej pracy. Tej prawdziwej a nie widzianej dzisiaj tylko na slajdach tego co ma powstać.  Tak w skrócie Drodzy Fani Muzyki i tego bloga, bo jestem pewien, że wszyscy o tym wiemy. 28 czerwca mobilizujemy siebie, rodzinę, znajomych i  meldujemy się na wyborach, by dokonać właściwego wyboru, bo od tego zależy nasza przyszłość. To najważniejsze wybory naszego życia Jeśli wróci PAD to PIS, nie kontrolowany przez nikogo i dowodzony przez niskiego posła "bez trybu" zaorzą nasz kraj, doprowadzając do powrotu, może niedosłownie PRL-u,  ale jego XXI-wiecznej karykatury, z bezkarnością  dla tych wszystkich co są  teraz przy korycie. Tylko Rafał Trzaskowski!
Pomijając wszystkie inne argumenty, to trudno mi sobie przypomnieć jakiś pozytywne określenie kogoś jako męża stanu, które nie pasuje do Rafała. To odpowiedni Prezydent na te czasy, choć wróżę mu drugą kadencję!


KWIECIEŃ 1970 - Koniec The Beatles!

Post z https://fab4-thebeatles.blogspot.com/

Kwiecień - ostatni miesiąc istnienia The Beatles. W którym świat dowie się, że jeden z głównych liderów zespołu opuszcza go (próbuje), choć drugi popełnił ten ruch dużo wcześniej (John), ale ze względów biznesowych fakt ten trzymano w tajemnicy by nie zaszkodzić przyszłej premierze albumu "Let It Be", nad którym Phil Spector kończył już pracę. Znany fachowiec od The Beatles, marc Lewisohn swoją pracę zatytułowaną "Complete The Beatles Chronicle" (Pełna kronika The Beatles) kończy ją na dacie 10 kwietnia 1970.  Podobnie jak drugie swoje wielkie dzieło o zespole: "The Beatles Recording Sessions". Czytajcie niżej...

1 kwietnia - Ważna data w historii zespołu. Ostatnia sesja nagraniowa utworu The Beatles, w której uczestniczy członek zespołu. Phil Spector z pomocą Petera Browna w pracy  w studiu Abbey Road, oczywiście nad albumem "Let It Be". W tym dniu pracuje nad trzema utworami zespołu,  "Across The Universe", "I Me Mine" oraz "The Long And Winding Road". Akurat do tych trzech utworów zmienia znacząco oryginalną aranżację zespołu. Amerykański producent decyduje się "podkoloryzować" surowe, jego zdaniem, wersje oryginalne orkiestracją i chórami. W studiu pojawia się Ringo Starr, ostatni  raz członek Fab Four w czasie pracy na ich materiałem. Muzyk oczywiście dogrywa swoje partie na perkusji do każdej z tych trzech piosenek. W studiu kilkunastu wynajętych muzyków oraz śpiewacy chórowi: dokładnie 18 skrzypiec, cztery altówki, trzy trąbki, trzy puzony, jedna harfa, dwóch gitarzystów oraz 14-osobowy chór.

Partytury muzyczne dla członków orkiestry oczywiście nie spod ręki George'a Martina. Do "The Long And Winding Road" Spector zaangażował Richard Hewson (także do prowadzenie orkiestry), do "Across The Universe" Briana Rogersa. Za aranżacje chórków do obu piosenek odpowiadał John Barham. Spector w swoim stylu chciał uzyskać gigantyczne brzmienie, ścianę dźwiękową, dodając do wszystkiego echo. Miał cały czas podkreślać w swoich uwagach do ekipy techniczne, że chce lepszej jakości, większej głośności, większego echa. "Chcę to słyszeć! Muszę to mieć tak i tak!" Atmosfera w studia stała się do tego stopnia napięta, że w pewnym momencie Ringo Starr, czując się odpowiedzialny w imieniu The Beatles, wziął Spectora na bok i spokojnie mu wyjaśnił, że wszyscy robią co mogą, że nie da się uzyskać lepszego efektu, żeby spasował.
Praca nad piosenką Harrisona, "I Me Mine" przeciągnęła się w nocy już na 2 kwietnia (także muzycy sesyjni, więcej w opisie utworu). W dniu następnym Spector pracuje nad miksami, edycją nagranych wcześniej trzech piosenek. Materiał na album prawie na ukończeniu.
2 kwietnia  - w wywiadzie dla gazety "Evening Standard' PAUL mówi: Album został skończony rok temu, ale kilka miesięcy temu z inicjatywy Johna Phil Spector został zatrudniony do  uporządkowania niektórych nagrań. Kilka tygodni temu przesłano mi ponownie zremiksowaną "The Long And Winding Road", z dodatkiem harf, rogów, orkiestry i kobiecego chóru. Nikt mnie w związku z tym nie pytał o zdanie. Nie mogłem w to uwierzyć. Nigdy nie umieściłbym kobiecych głosów na płytach The Beatles [Paul, a np. "Bithday"?] Dołączono dla mnie notatkę Allena Kleina, który stwierdzał, że zmiany były konieczne. Nie obwiniam o to Phila Spectora, ale to pokazuje, że nie jest dobrze, bo siedzę tutaj myśląc, że nie mam nad tym kontroli. W każdym razie wysłałem do Allena Kleina list z prośbą o zmianę niektórych rzeczy, ale jeszcze nie mam odpowiedzi.
Paul w tym samym wywiadzie dodaje jeszcze, że premiera jego pierwszego solowego albumu została przesunięta, tak aby nie kolidowała z wydaniem albumu zespołu, "Let It Be".
3 kwietnia -  W Wielkiej Brytanii ukazuje się album Ringo, "Sentimental Journey". Jak widać, nikt w Apple nie podejrzewa, by album Starra mógł konkurować z albumem jego macierzystego zespołu.  5 kwietnia w BBC Ringo opowiada o swoim albumie w audycji 'Scene And Heard'. 

9 kwietnia - Paul nie zamierzał promować nowego swojego albumu żadnym singlem. Nie chciał także udzielać żadnych wywiadów, gdyż uważał je za stratę czasu. "W kołko pytaja mnie o to sam. Czy jestem szczęśliwy, co prawie zawsze zmuszało mnie do płaczu. Nie mołgem przez zaciśnięte zęby odpowiadać im: Tak, jestem szczęśliwy".
Paul, za namową Petera Brown'a, porozsyłał wcześniej do radiostacji muzycznych, reporterów i krytyków pierwsze kopie swego albumu, wraz z notatką (w formie pytań i własnych odpowiedzi) na temat przyszłości The Beatles. Londyn huczał od plotek o odejściu Paul z The Beatles, więc  Apple opublikowało własny komentarz (podpisał się pod nim Mavis Smith, asystent Dereka Taylora): To nieprawda. Chociaż w chwili obecnej nie ma żadnych planów związanych z nowymi nagraniami The Beatles, to jest to sytuacja całkiem normalna. W przyszłym miesiącu zostanie wydany ich nowy album. Został już nagrany i dlatego nie ma planów na kolejne nagrania. Mam nadzieję, że The Beatles spotkają się by nagrać nową płytę z końcem lata... Paul komunikuje się z nami, ale ponieważ ma w swoim domu własne studio nagraniowe, jego wizyty tutaj nie są konieczne. Wyda stosowne oświadczenie w związku ze swoim nowym albumem, ale wszelkie jego krytyczne wypowiedzi nie oznaczają rozpadu grupy.

Warto zaznaczyć, że McCartney będąc świadomym tego, że z dniem, gdy ukaże się jego album, sytuacja stanie się co najmniej "dynamiczna" (choć rozmiaru tej dynami nie przewidział), dzwoni wcześniej do Johna, który wraz z Yoko są w klinice dr Janova.  
PAUL: Robię to samo co Ty robiłeś z Yoko w zeszłym roku.  Rozumiem całe te gówno, które wtedy robiłeś. Więc życzyłem mu 'powodzenia!' ... JOHN miał po tej rozmowie odetchnąć: To oznaczało, że dwóch z nas fakt rozpadu zaakceptowało (‘Good. That makes two of us who have accepted it mentally.’)
W 1982 roku Paul wyjaśniał wątpliwości związane z upublicznionym 9 kwietnia "auto-wywiadem". 
PAUL: Zostało to wszystko źle zrozumiane. Rozmawiałem z Peterem Brownem [osobisty asystent The Beatles, na zdjęciu po prawej, ślub Paula i Lindy] na temat albumu oraz co zrobić w związku z tym z mediami. Powiedziałem mu wyraźnie, że nie chcę nic z tym robić, ale on odparł, że raczej trzeba coś z tym zrobić.  Powiedział: Po prostu zdam ci kilka pytań, a ty na nie odpowiedz i zrobimy z tego komunikat dla prasy. No i wyszło, jak wyszło, jakbym je sam dla siebie opracował. 

Brown niestety nie potwierdził tego w swojej książce "The Love You Make", wydanej w 1983 (17 kwietnia wyszedł solowy album McCartney'a, "McCartney",  z okładką z wiśniami, który został udostępniony niektórym recenzentom. Wewnątrz opakowania albumu znajdował się wywiad Paula z samym sobą, który napisał i pytania i odpowiedzi na nie. To było samolubne, próżne, ukazywało go w ubogim świetle.  Ale przekaz telegraficzny był niepodważalny: The Beatles byli martwi). Książka na długie lata poróżniła Browne'a z McCartney'ami, choć nie z powodu opisywanego komunikatu dla prasy, choć i ten przytoczony fragment jest w kierunku Paula bardzo nieuprzejmy. Znajdziecie o tym informacje w wywiadach z Paulem w zakładce bloga: Wywiady. Osobiście nie wierzę, żeby Paul mógł sam sobie napisać pytania, np. te dotyczące jego i Johna. 
W biografii McCartney'a, Philip Norman (moim zdaniem najbardziej rzetelnej książce o muzyku) odnalazłem taki fragment:
Zamiast tego [Paul nie wydał promocyjnego singla oraz zrezygnował ze spotkań z dziennikarzami]  brytyjskie wydanie [albumu "McCartney"] zawierało arkusz z dialogiem pomiędzy Peterem Brown'em z Apple i odpowiedziamy, jakie mógłby zadać dowolny dziennikarz... Omijając media, Paul postanowił zwrócić się wprost do swoich odbiorców... 
Oto wybrane pytania i odpowiedzi Paula z tego formularza:
- Dlaczego zdecydowałeś się zrobić solowy album?
 PAUL: Ponieważ mam w domu 4-ścieżkowy magnetofon - ćwiczyłem sobie na nim (grałem na wszystkich instrumentach) - spodobało mi się to i zdecydowałem się zrobić z tego album.
- Czy zainspirowały cię do tego przygody Johna z Plastic Ono Band , oraz solowy album Ringa?
PAUL: Może tylko częściowo.
- Czy wszystkie piosenki Paul McCartney śpiewa  tylko sam ?
PAUL: Tak, proszę pana.
- Czy wszystkie będą podpisane tylko nazwiskiem McCartney'a?
PAUL: To byłoby trochę głupie podpisywać je jako Lennon/McCartney, więc będzie tylko 'McCartney'.
- Podobała ci się praca solo?
PAUL: Nawet bardzo. Do podejmowania decyzji miałem tylko siebie i zgadzałem się ze sobą. Pamiętaj, że na płycie jest także Linda, więc to nasza wspólna praca.
[We wspomnianej książce Brown krytykuje album Paula, pisząc, że efekty studyjne muzyk nagrywał improwizując, nie zważając na detale, stąd uważny słuchacz wyłapie w niektórych fragmentach nie wycięty trzask drzwi wejściowych lub bawiące się dzieci w sąsiednim pokoju pokoju].
- Na czym polegała współpraca z Lindą?
PAUL: Ściśle mówiąc na harmoniach, ale oczywiście, było tego dużo więcej, ponieważ była ramieniem, na którym mogłem się oprzeć. Na jej opinii, była w końcu zdanym fotografem. I co najbardziej - ciągle we mnie wierzyła i robi to nadal.
- Gdzie nagrywany był album?
PAUL:  W domu, w EMI (studio nr 2) i w Morgan Studios.
...
- Czy Paul i Linda staną się Johnem i Yoko? 
 PAUL: Nie, będą Paulem i Lindą.
- Czy brakowało ci innych Beatlesów i George'a Martina?  Czy był np. taki moment, że pomyślałeś sobie: Fajnie byłoby mieć tutaj przejście w wykonaniu Ringo?
PAUL: Nie.
- Czy planujesz nowy album lub nagranie singla z The Beatles?
PAUL: Nie.
- Czy ten album, z dala od The Beatles oznacza początek solowej kariery?
PAUL: Czas pokaże. Zrobienie solowego albumu oznacza początek solowej kariery... nie robienie tego z The Beatles oznacza odpoczynek od reszty. Więc to jest i to i to.
- Czy twoja przerwa od The Beatles jest tymczasowa czy całkowita,  czy to powodów osobistych czy muzycznych?
PAUL: Osobistych różnic, biznesowych, muzycznych, wielu innych, gdyż wolę spędzać czas z rodziną. Tymczasowa czy całkowita? Naprawdę nie wiem. 
- Czy dopuszczasz do siebie myśl, że jeszcze kiedyś spółka kompozytorska Lennon - McCartney będzie aktywna?
PAUL:  Nie.
- Co sądzisz o akcjach pokojowych Johna, Plastic Ono Band, oddaniu orderów MBE, wspływie na niego Yoko, samej Yoko?
PAUL: Kocham Johna i szanuję wszystko to co robi - ale to tak naprawdę nie sprawia mi żadnej przyjemności.
- Czy któraś z piosenek tego albumu była napisana z myślą o The Beatles?
PAUL: Kilka starszych. "Junk" miała być na "Abbey Road", ale coś wyskoczyło. "Teddy Boy" było dla "Get Back", ale coś wypadło...
- Jakie są twoje relacje z Kleinem ?
PAUL: Żadne, nie ma ich. Nie kontaktuję się z nim, a on nie reprezentuje mnie w ŻADNEJ formie.
- A twoje relacje z Apple?
PAUL:  Jest biuro w firmie, której jest współwłaścicielem z pozostałymi Beatlesami. Nie chodzę tam ponieważ nie lubię biur,ani interesów, zwłaszcza gdy jestem na wakacjach.
- Masz jakieś plany związane z własną firmą ?
PAUL: To będzie 'McCartney Productions'.
- Twoje dalsze plany ? Wakacje, musical, film? muzyczna renta?
PAUL: Moim jedynym planem jest dorosnąć!

10 kwietnia - W związku ze zbliżającą się premierą pierwszego albumu solowego Paula McCartney'a, gazeta 'Daily Mirror' ogłasza na stronie tytułowej  informację, że Paul odchodzi z The Beatles. Dzień ten uznaje się za oficjalny koniec zespołu The Beatles, choć tak naprawdę pierwszy opuścił Beatlesów na stałe kilka miesięcy wcześniej John Lennon. Zespołu, nie jego licznych firm, spółek. Paul w promocji albumu, który wcześniej porozsyłał rożnym osobom do oceny (krytykom, dziennikarzom) postanowił odpowiedzieć na pytania, których sformułowania powierzył Peterowi Brownowi. Pytania miały dotyczyć jego działalności oraz The Beatles i współpracy z Lennonem. Dziennikarz Don Short dotarł do niego, i choć Paul jednoznacznie nie mówi w formularzu, ze to koniec The Beatles, publikuje w tym dniu jego fragmenty w artykule zatytułowanym "Paul opuszcza The Beatles".  Prasa cytuję tą informację na całym świecie i choć dla wielu nie jest ona zaskoczeniem, większość fanów jest zszokowana. Mleko się rozlało. W świat poszła INFORMACJA DNIA: "koniec The Beatles!"

PAUL: Światowa reakcja na rozpad The Beatles - znamy to od miesięcy. Ale to było prawdziwe. Myślę, że prasa źle to zrozumiała. Płyta poszła do nich z tymi dziwnymi wyjaśnieniami na temat tego, co wtedy aktualnie robiłem. I to było tylko wyłącznie dla nich. Przypuszczam, że trochę osób podejrzewało, że to jakiś specjalny ruch z mojej strony, żeby zdobyć rozgłos, ale tak naprawdę to mogłem jednak unikać prasy.  

Kwiecień to oficjalnie ostatni miesiąc The Beatles. Wielu krytyków często sugerowało w swoich wypowiedziach, że kto wie, co byłoby dalej z zespołem gdyby nie notka Paula (bez względu na fakt, czy Paul napisał ją sam, czy odpowiedział na gotowe już pytania przygotowane dla niego) dołączona do jego solowego debiutu płytowego.  Zaglądam do biografii Paula pióra Petera Amesa Carlina.
...I być może tak było, być może Paul też już skończył z Beatlesami. Zadzwonił do Johna na początku kwietnia i powiedział, że odchodzi z zespołu. "To znaczy, że już nas dwóch zaakceptowało taką sytuację" zgodził się John. Ale Paul musiał się jeszcze zastanowić, ponierważ info dołączone do pierwszej kopii płyty "McCartney" wystosowane przez szefów Apple Petera Browne'a i Dereka Taylora jasno stwierdzało, że najbardziej beatlesowski Beatles nie jest jeszcze gotowy do do tego, by uważać się za byłego Beatlesa. Oczywiście skorzystał z możliwości wyrażenia swojej goryczy i wykazania, że czuje się wspaniale nagrywając własną muzyke bez udziału innych. Dlaczego nie pracował z Beatlesami? "Różnice osobiste, różnice biznesowe, różnice muzyczne, ale przede wszystkim - lepiej czuję się z rodziną".  Więc lała się żółć. Była też nadzieja, a przynajmniej ambiwalnecja. Czy początek kariery solowej oznacza koneic The Beatles? "Czas pokaże. Album solowy oznacza 'początek kariery solowej', a zrobienie go bez Beatlesów oznacza odpoczynek od nich. Zatem jest w tym po trochu wszystkiego".
  Ale nie było. Don Short z 'Daily Mirrot" zobaczył tę notkę 9 kwietnia i natychmiast postanowił zapełnić dwie trzecie okładki z 10 kwietnia ogromnymi literami, jakby zapowiadał wojnę: PAUL ODCHODZI Z THE BEATLES. Materiał Shorta zbudowany był całkowicie na materiale z Apple, na jego najbardziej zajadłej części. Faktycznie, miał z czego wybierać. Ale patrząc uczciwie, wyciągnął słowa Paula z kontekstu i stworzył dla nich zupełnie nowe tło, a news wkrótce obiegł cały świat. Kiedy wieści rozniosły się po świecie, pozostali Beatlesi byli wściekli na swojego upartego kumpla. John wrzeszczał: "Chce sobie zrobić przody!" Darł się także do Roya Connolly'ego, dziennikarza, któemu jako pierwszy powiedział o swoim odejściu z zespołu we wrześniu poprzedniego roku. George mówił coś podobnego, a kiedy się mocniej rozgniewali, podział wśród nich był już do nienaprawienia. Zatracono w tym sens bardziej ugodowych słów Paula (np. "Czas pokaże"). Tak skutecznie, że George pomstował na ten temat jeszcze ćwierć wieku póxniej w wywiadach do "Anthology", kiedy zauważył, jak często Paul przy okazji wydawania nowych płyt rzucał PR-owe bomby. "Myślę, że próbował wtedy po prostu zgarnąć dla siebie trochę uwagi".
 Paul przyglądał się krajobrazowi po bitwie parę dni, a potem zadzwonił do Connolly'ego i umówił się z nim na lunch, by jasno postawić sprawę. Przyszdł w wyblakłym blezerze i rozpiętej pod szyją koszuli. Był spięty, ale bardzo zależało mu na zajęciu miejsca w głównej sali restauracji, aby wszyscy mogli ich widzieć Siedział z Lindą po jednej stronie stołu, a dziennikarz zasiadł po drugiej. "To było nieporozumienie" upierał się Paul, 'Pomyślałem sobie: Chryste, co ja zrobiłem?' Gadał cały czas, w czasie przystawej, dania z rybą i pod koniec pierwszej butelki wina, z Lindą u boku, z jej ręką na swej ręce. "Powtarzał wciąż: 'To nie tak! Nie odszedłem z The Beatles!' - wspomina Connolly. - Powtarzał to w kółko. 'Ringo odszedł pierwszy, potem George, potem John. Ja odszedłem ostatni! To nie ja!'"

I jeszcze raz Phili Norman:   [Paul] Bronił się, że to nie on opuścił The Beatles: Beatlesi sami opuścili The Beatles, ale nikt nie chciał zdradzić, że impreza się już skończyła. Ale to dla mediów nie wystarczyło. Jednogłośnie oskarżały go o egoizm, samolubstwo i bezwzględność w ujawnieniu tego w okresie wydawania swojego pierwszego albumu solowego. Bo nawet najlepiej poinformowani obserwatorzy nie wiedzieli nic ostracyzmie, jego  marginalizacji, ciosach zadawanych mu w plecy i upokorzeniu w zespole, które próbował wytrzymać tylko po to by utrzymać zespół... John wpadł w furię, uważając, że Paul skradł mu show. "To proste, Paul po prostu w swoim stylu nie umie inaczej, więc kreuje chaos. W zeszłym roku wydałem cztery albumy i nie powiedziałem ani jednego pieprzonego  słowa o swoim odejściu".

Nie ma Listy Przebojów Trójki bez Marka Niedźwiedzieckiego.



Mam szczerze bardzo mieszane uczucia co do tego co się dzieje teraz z Trójką. Cóż, nie byłem nigdy fanem Kuby Strzyczkowskiego, choć może chwała mu, że próbuje ratować zgliszcza po Trójce. Nie podobały mi się jego komentarze, że fanka Trójki, która protestowała na rowerze z plakatami pod siedzibą radiostacji została przez Policję zatrzymana słusznie. Dla mnie wypowiedź kuriozalna, choć jej nie słyszałem,a przeczytałem o tym na twitterze, bodajże we wpisie Bartosza Węglarczyka. Strzyczkowski skrytykował także radio Nowy Świat. No nic. Wrócił na antenę Piotr Metz, wrócił zdaje się Piotr Stelmach, jest nadal, bo zdaje się nawet nie próbował odejść Piotr Baron. Podobno dzięki mediacjom p. Kuby (choć Piotr Metz już nie na stanowisko dyrektora muzycznego). Ale nie wrócił jeszcze Marek Niedźwiecki (no zdaje się także p. Piotr Kaczkowski). Czy bardzo mi zależy na tym by Lista była prowadzona przez Barona ? Absolutnie. I nie mam nic do niego. Przejął Listę od Niedźwiedzia, gdy ten był w Złotych Przebojach. Nasz kochany Pan Marek wrócił i jeśli jemu pasuje prowadzenie Listy z P.Baronem to ok. Ma wreszcie do drugi tydzień wolny piątek. Ale wydaje mi się, że nie można wskrzeszać, a był taki zamiar, Listy bez powrotu Niedźwiedzia. Baron wycofał się z prowadzenia jej do czasu powrotu do stacji Niedźwieckiego, ale którego trzeba najpierw przeprosić (wraz z jego współpracownikami), za oskarżenie ich o oszustwo. Hm... Na antenę wróciły piosenki A.Andrusa, ale czy jest to już dawna Trójka? Trójka z Listą Przebojów Programu III tylko i wyłącznie z Markiem Niedźwieckim. Ale nie namawiam go do powrotu. On doskonale wie co zrobić i ja zaakceptuję każdą jego decyzję. Z pewnością nie mogę się doczekać premiery radia Nowy Świat W. Manna i M. Jethon. 26 czerwca o godz 7:45. Chętnie tam usłyszę Niedźwiedzia. W Trójce także. Kiedyś poprosiłem o wskazanie swojego topu, ulubionej piosenki. Nr 1 dla niego była wtedy - hm... ok 10 lat temu -  "Music" Johna Milesa (music was my first love...), bo to piosenka o nim. O inne ulubione utwory - miałem zaglądać na jego blog. Stamtąd poznałem cudną balladę Daryla Braithwaite - "Let Me Be". Wspaniały facet ten nsz pan. Maarek :) Więc jak będzie?  Może pod koniec czerwca coś się zmieni w naszym kraju, bo jeśli nie, to Trójka z powrotem pożegluje tam gdzie była przez ostatnie lata Dobrej Zmiany. Póki co zbieramy głosy na Rafała Trzaskowskiego, naszego przyszłego Prezydenta.Jego wybór oczywiście nie zmieni PR, jak nie zmieni TVP, ale to mały krok ku lepszemu!


______________________________________________