Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

4 luty 2022 - premiera serialu "Jack Reacher"

  

 
Wreszcie. Długo wyczekiwany na całym świecie serial już gotowy. Przyznam się, że przeoczyłem informację, że casting na aktora się zakończył. Reachera zagra amerykański aktor Alan Ritchson i z trailera oraz fotek wydaje się, że to dobry wybór. Filmy z Tomem Cruisem (dwa) były świetnymi thrillerami, ale gwiazdor zdecydowanie nie pasował nikomu do książkowego obrazu bohatera, a więc faceta z wszystkim gigantyczna posturą. Tomowi nie brakowało charyzmy i wdzięku ale aktor mierzy tylko 168 cm wzrostu. Wybranemu Ritchsonowi chyba pod tym względem niczego nie brakuje, więc wszystko zależy od scenariusza, realizacji filmu no i gry aktorskiej tytułowego Jacka.  Serial oparty oczywiście na książkach Lee Childa a z trailera, na ile mogłem się zorientować, wydaje się, że na pierwszej książce serii, "Poziom śmierci", zdecydowanie jednej z najlepszych spośród już chyba ponad 26 czy 27 książek powieści Childa. 4 luty na platformie Amazona, producenta filmu. Tutaj znajdziecie mój post o książkach z 2017 roku (od tego czasu Child napisał kilka nowych).

 



 


ROBERT REDFORD - wybrane wspomnienia



 

W czasach mojej młodości Robert Redford uważany był za  najprzystojniejszego faceta na ziemi. Nie było chyba wtedy tych plebiscytów, które gdzieś od 90's publikował Forbes, Life czy inne magazyny. Był tym kimś kim obecnie czy od około 20 lat jest Brad Pitt, czyli najbardziej pożądany mężczyzna świata przy jednoczesnym posiadaniu blasku jako wybitny aktor jak i osobowość.  Kiedyś opublikowałem na blogu post o Redfordzie i Paulu Newmanie (tutaj) - o najwspanialszej przyjaźni w Hollywood. Potem znalazłem w sieci bardzo ciekawy wywiad z Robertem, w którym porusza tą kwestię, więc pomyślałem, że skoro wspomniany post jest jednym z najchętniej oglądanym (niewiele w tamtym tekstu) to może jeszcze jeden post o moim dawnym ulubionym aktorze nie zaszkodzi (ba, takim samym podziwem, szacunkiem darzyłem i darzę Newmana).  W artykule, z którego czerpię teraz garściami w tym poście interesujący jest jego początek. Autor artykułu Michael Haney tak opisuje Redforda:  Kuszące jest postrzegać Roberta jako Złotego Chłopca. Facet, który nigdy nie musiał się starać o te miano. Dostał to od losu z powodu swego wyglądu, specjalnie się przy tym nie pocąc. Facet,który (wg. pisarza Jamesa Saltera o Redfordzie w wieku 40 lat), który odniósł niesamowity sukces, mający aurę zaczarowanego życia, które wybrał sobie jakby zerkając na podane mu menu.   
 
 

Rzeczywistość jest bardziej złożona. Syn mleczarza, dorastał w Santa Monica w Kalifornii. Uwielbiał grać w baseball i otrzymał stypendium sportowe na Uniwersytecie w Colorado, ale pod koniec pierwszego roku, tuż po śmierci matki, został wyrzucony z drużyny i poproszony o opuszczenie szkoły. "Straciłem stypendium dość szybko po tym, jak odkryłem picie” – powiedział kiedyś. Zdesperowany by zostać malarzem, wyjechał na studia do Europy, ale jego zapał tam zgasł. Wrócił do Nowego Jorku, gdzie trafił do teatru. Tam, występując w inscenizacji "The Seagull" zwrócił na siebie uwagę agenta z Broadwayu. Zanim pojawił się w "Barefoot in the Park: Neila Simona zagrał w kilku nieważnych rzeczach. W "Boso w parku" zagrał ponownie w 1967 roku u boku 30-letniej Jane Fondy. 

 


Zanim dwa lata później Redford pokonał między innymi Steve'a McQueena w walce z Paulem Newmanem w "Butch Cassidy i Sundance Kid" w 1966 roku zagrał niewielką rolę w "The Chase" (Obława) znowu z Jane Fondą ale razem z wielkim Marlonem Brando. Western z Newmanem (Redford miał już wtedy 33 lata) otworzył przed nim drogę do niebios kina.W ciągu następnych 10 lat zagrał w najbardziej kultowych filmach lat siedemdziesiątych: The Candidate - Kandydat, Jeremiah Johnson, The Way We Were (z Barbrą Streisand) - Tacy byliśmy, The Sting (Żądło - ponownie z Paulem Newmanem), The Great Gatsby (z Mią Farrow), Three Days of the Condor (Trzy dni kondora z Fay Dunaway, All the President's Men (z Dustinem Hoffmanem), The Electric Horseman (kolejny raz z Fondą)  i zaczął definiować wizję męskości z tamtej dekady. W 1980 Redford był na u szczytu swojej kariery. Czas na wypoczynek, prawda? Błąd. Zamiast tego, w wieku 44 lat, postanowił ewoluować jako artysta, odkryć siebie na nowo jako reżysera. Na swój pierwszy film wybrał osobliwą właściwość: powieść o wrażliwym nastoletnim chłopcu, który wraca do zdrowia po próbie samobójczej i walczy o akceptację i przebaczenie rodziców podczas zakochiwania się. Film  "Ordinary People" (Zwykli ludzie) był  nominowany do sześciu Oscarów i zdobył cztery, w tym dla najlepszego filmu i najlepszego reżysera.
W następnym roku Redford ponownie zmienił bieg. Umieścił swoją nowo odkrytą siłę za kamerą, aby mentorować nowe pokolenie talentów. „Chciałem zwrócić dług” – mówi. W swojej posiadłości w Utach (2 akry, które kupił w 1961 roku za 500 dolarów) stworzył znane do dzisiaj na cały świat Festiwal oraz Instytut Filmowy Sundance. Dalsza część tekstu to fragmenty wywiadu z 81-letnim aktorem (z 2017 roku).
 - Miałeś naprawdę mistrzowską wersję życia, prawda?
Redford: Tak, miałem. Wszystko się zaczęło od wyrwania się z LA. W pewnym momencie trochę to rozłaziło się, ale odzyskałem kierunek. Dorastałem w miejscu, w którym albo miałeś się w nim utopić, albo z niego wypłynąć. To było środowisko bardzo niższej klasy robotniczej. Nie byliśmy bardzo biedni, ale byliśmy na dole drabinki. Postanowiłem: „Wyrwę się z tego i pójdę tak daleko, jak mogę”. Kiedy byłem dzieckiem, lubiłem rysować. Ale w mojej rodzinie sztuka była uważana za trywialną dziedzinę. Na zajęciach pod stołem rysowałam, bo się nudziłam. W trzeciej klasie wezwał mnie moja nauczycielka, który powiedział: „Panie Redford, może pan pochwali się tym co robi?". Zamiast mnie zganić, powiedziała: „Zróbmy tak. Umieścimy tutaj sztalugi. W każdą środę damy ci 15 minut na rysowanie, ale potem musisz obiecać, że będziesz uważał na lekcjach." To mnie uratowało. Gdyby mnie rozwaliła, nie wiem, czy bym mógł sobie z tym poradzić, byłem taki młody. Nie powiedziano mi, że to beznadziejna sprawa. I zdałem sobie sprawę, że pójdę w tym kierunku, który zaprowadził mnie do Europy. To wszystko, czego kiedykolwiek chciałem. Powiedziałem: „Chcę po prostu wydostać się z tego kraju. Chcę dostać się do nowego środowiska, nowej kultury i spróbować być artystą na nowym terytorium”. Wtedy naprawdę zaczęło się moje życie. Musiałem żyć z dnia na dzień. Wszędzie jeździłem autostopem.
- Cóż, walczyłeś. Zawiodłeś siebie w swojej sztuce. Z tego, co przeczytałem, byłeś wtedy bliski załamania.

 Taa, tam to się wydarzyło. Za bardzo zaufałem jednej opinii, nauczycielowi. To był wielki błąd, dopóki mi o tym nie przypomniał. Miałem te wszystkie swoje płótna, które chciałem mu pokazać, a jego rozczarowanie było druzgocące. Powiedział: „W zasadzie kopiujesz mnie”. Nie byłem tego świadomy. To było takie wstrząsające, bo miałam tylko 19 lat. Pomyślałam sobie, dosyć! A potem przyjechałem do Nowego Jorku. Ale zanim to zrobiłem,byłem wciąż w Europie.Wciąż pamiętam: byłem w Cannes, jeździłem autostopem i nie było mnie stać na pokój. Spałem pod molem, w śpiworze, w dzień łaziłem po ulicach. I spotkałem tę starszą kobietę; musiała być o 20 lat starsza ode mnie. Prowadziła mały sklepik. W każdym razie zaprzyjaźniliśmy się, a potem bardzo się zbliżyliśmy, więc przez jakiś czas tam mieszkałem. Kiedy spacerowaliśmy mówiła do mnie: „Dlaczego jesteś nieszczęśliwy? Masz zawsze opuszczoną głowę. Unieś podbródek. Spójrz na słońce”. Nie byłem tego świadomy. Kiedy mi to powiedziała, podniosłem głowę i nagle wszystko zaczęło się zmieniać. To tylko chwila, postać, która pojawiła się i odeszła w moim życiu. Ale kim była i czego mnie nauczyła, miało ogromny wpływ. "Dlaczego jesteś przygnębiony?" Zawsze o to pytam. Chodzi o te przypadkowe spotkania w życiu i nie możesz oprzeć się myśli, że z jakiegoś powodu ktoś po prostu szturchnął cię na ścieżce i gdyby nigdy cię nie szturchnął... Musisz chcieć być szturchniętym. Musisz być otwarty, a kiedy zostaniesz szturchnięty, bądź gotów tam iść. Jeśli zamkniesz, jaki to ma sens?
-  Wiem, że twój ojciec rzucał na ciebie cień, nie zachęcał do uprawiania sztuki...
To nie była jego wina. Musiałem się wydostać z domu. Musiałem dostać się do czystej, pustej przestrzeni, ponieważ jego dom był zajęty myślami, z którymi się nie dzieliłem. Mój ojciec dorastał w biedzie w Nowej Anglii. Jako nastolatek został wysłany do Kalifornii, ponieważ nie było ich stać na wychowanie dwóch synów. Był śmiertelnie przerażony ubóstwem. Podejmował prace, które były bezpieczne. Kiedy odszedłem z domu musiałem wyglądać dla niego strasznie.Myślał, że nie dam sobie rady.  Chciał, żebym była bezpieczny, żebym pojechała do Stanford. Miałem szczęście, że dotarłem do Boulder w Kolorado. Robił tylko to, co uważał za słuszne. Zajęło mi trochę czasu, aby to w pełni zrozumieć. Pomyślałem, że najlepiej będzie pojechać do Europy, gdzie nikt mnie nie zna. Uwielbiam to uczucie. Kiedy byłem we Francji, potem we Włoszech i Hiszpanii, miałem pociechę — to też było trochę przerażające — że wiedziałem, że nikt nie wie, gdzie jestem, nikt mnie tu nie zna...  
- Czy nadal słyszysz w głowie negatywny głos ojca?
Nadal słyszę jego głos. Nie wyprzedzasz tych głosów. W mojej rodzinie nastąpił podział, który trochę mnie zabolał. Moja mama pochodziła z Teksasu — totalnie towarzyska, pełna życia, pełna radości, cały czas podejmująca ryzyko, zachęcająca mnie do tego. Mój ojciec był bardziej zaniepokojony tym, by nie podejmować ryzyka, bo to mogłoby postawić cię w strasznym miejscu. Mój dziadek i Eugene O'Neill byli bardzo bliskimi przyjaciółmi. Było więc dużo poezji, ale przede wszystkim ten podły dowcip, który miał mój tata i mój dziadek. Mimo że mój tata był konserwatystą, był bardzo dowcipny, z takim mrocznym poczuciem humoru. Odziedziczyłam to, ale odziedziczyłam też ducha mojej mamy „Chodź, zróbmy to!” Moja mama czuła, że ​​mogę zrobić wszystko. Była jedyną osobą, która mi to powiedziała, jedyną, która naprawdę wierzyła, że ​​zamierzam coś osiągnąć. Zachęcała mnie do ciągłego bycia otwartym. I  jako nastolatek przyjąłem to wszystko za pewnik. Kiedy umarła — umarła, gdy była bardzo młoda, a ja miałem 18 lat — żałowałem, że nie mogłem jej za to podziękować. Kiedy dorosłem i zdałem sobie sprawę, co się stało, co próbowała zrobić, zdałem sobie sprawę: „O mój Boże, ona naprawdę zachęciła mnie do wyjścia tam i zaryzykowania”. Idąc w życiu, myślisz o żalu przed pójściem spać w nocy. Zbyt późno zdałem sobie sprawę, że odegrała bardzo pozytywną rolę w moim życiu i nie mogłem jej podziękować...
- Twoja kariera... 
Miałem dużo szczęścia, bo miałem wspaniałe relacje z ludźmi, z którymi pracowałem. Ale nic nie przetrwało tak jak moja przyjaźń z Paulem Newmanem. Nic nie przetrwało tak, jak nasze połączenie. Przeszło w przyjaźń filmową, w przyjaźń osobistą. Weszło w nas bardzo głęboko. Zmienił moje życie: zgodził się, żebym to ja zagrał z nim w filmie [Butch Cassidy i Sundance Kid], w którym nie powinienem był być. Był taki hojny. Studio chciało Steve'a McQueena, chcieli Marlona Brando, chcieli ludzi o wielkich nazwiskach. A ja przecież takiego nie miałem. Zrobiłem tylko "Boso w parku". Byłem o 11 lat młodszy od Paula i [reżysera] George'a Roya Hilla. Spotkaliśmy się i zajarzyło. Chciał mnie. A potem [scenarzysta] William Goldman chciał mnie, ale studio nie: „Nie możemy umieścić nazwiska Paula obok kogoś nieznanego”. George powiedział: „Chodźmy spotkać się z Paulem”. Paul i ja spędziliśmy razem wieczór, pijąc i rozmawiając.
Potem zakomunikował tym ze  studia: „Chcę zagrać z Redfordem”. Wstawił się za mną. Nic mi nie zapłacili.
[Śmieje się] Prawie musiałem zapłacić za grę w tym filmie. Ale ta jego wspaniałomyślność, hojność naprawdę mocno mnie uderzyła, że ​​mógł być tak szczodry i mieć taki rodzaj uczciwości. A potem, już po filmie, oboje odsunęliśmy na bok nasze filmowe persony i po prostu zostaliśmy przyjaciółmi. Stworzyliśmy tę relację, która była pełna żartów i sztuczek, po prostu świetnej zabawy. Zamieniło się to w długoletnią przyjaźń, która wciąż istnieje, mimo że nie ma go już z nami. Myślę o nim. I zawsze będę mu wdzięczny za to co zrobił dla mnie.
- Czy udzielał ci jakichś mądrych porad?
Cóż, wszystko z nim było wielką sprawą, choć  zawsze był pokorny. To robiło na mnie spore wrażenie. Nigdy nie czułem, że jest zarozumiały, że sława uderzyła mu do głowy.  
Opracował swój sposób zachowywania się w miejscach publicznych oraz sposób na bycie osobą prywatną. Przyjaźń była dla niego bardzo ważna, a umiejętność bycia uczciwą, prywatną osobą była dla niego bardzo ważna, Byy być autentyczną osobą, a nie zachowywać się jak gwiazda. W życiu prywatnym był po prostu sobą. Bardzo, bardzo skromny. Myślę, że pod tym względem skorzystałem z tej przyjaźni. Był po prostu normalnym facetem z tradycyjnego amerykańskiego Południa.
 
 - Czy pomysł wspólnego zagrania w "The Sting" (Żądło) wyszedł od waszej dwójki ?

Scenariusz najpierw pojawił się u mnie. To, co było naprawdę fascynujące, to fakt, że kiedy robiliśmy "Butch Cassidy", studio mnie nie chciało. Po jego sukcesie moje imię wzrosło. Paul nie radził sobie tak dobrze w swoich ostatnich kilku filmach, więc kiedy przystąpiliśmy do "The Sting", studio chciało mnie, ale nie byli skłonni zapłacić Paulowi kwoty, której żądał. Byłem w stanie przekazać mu część z mojej gaży, aby mógł wystąpić w filmie. Ponieważ liczyła się tylko przyjaźń.
 

Polecam obejrzeć na portalu Youtube uroczystości uhonorowania nagrodą wniesienia rozwoju do amerykańskiej kultury (contributions to American culture) w Kennedy Center Paula Newmana (razem z żoną Joanne Woodward) oraz Roberta Redforda. W obu uroczystościach obaj aktorzy przemawiali w hołdzie zasług tego drugiego i to jak:

 

 

 
Jak chcesz być zapamiętany?
 Ze swojej pracy. To, co naprawdę się liczy, to twoja praca. A dla mnie liczy się praca. Nie patrzę na koniec: „Co ja z tego wyniosę? Jaka będzie nagroda?” Po prostu patrzę na moją pracę, na przyjemność z wykonywania pracy. I na tym polega zabawa: wspinanie się na górę to zabawa, a nie stanie na szczycie. Nie ma dokąd pójść. Ale wspinanie się, ta walka, to dla mnie zabawa. To dla mnie dreszczyk emocji. Ale kiedy to się skończy, to już koniec. Nie lubię zaglądać poza ten obszar.
- Czy mogę spytać się o twoją opinię na temat innych aktorów. Meryl Streep? 
Najwyższa półka.  Meryl jest tak kompletna, jak to tylko możliwe, ponieważ sprawiła, że jej gra we wszystkim jest całkowicie idealna.  Przede wszystkim talent. I to, co podziwiam w Meryl, to to, że skupiła się na tym i rozwinęła to do perfekcji. Postawiła sobie za cel być naprawdę dobra w swoim rzemiośle. I ona jest.
- Ryan Gosling. 
Wielowymiarowy, jest tak wszechstronnie utalentowany. Kiedy zobaczyłem "La La Land", nie wiedziałem, że potrafi grać na pianinie. Wiedziałem, że może robić te wszystkie inne rzeczy. Jest wspaniałym aktorem. Lubię go oglądać. Jest naprawdę świetny. 
- Brad Pitt.
To osobista przyjaźń, która zaczęła się dawno temu, kiedy wprowadziłem go do "A River Runs Through It". Nie był wtedy znany. Pracując z nim wtedy,  następnie obserwowanie jego kariery, obserwowanie także, jak przechodzi przez te wszystkie zwroty akcji w jego prywatnym życiu, które następują po sukcesach - to fascynujące. Straciłem kontakt z Bradem. 
Ale co jakiś czas go widuję i zawsze jest świetnie. I jest ten wzajemny szacunek, który jest pomiędzy nami od samego początku. Ale ilekroć widzę Brada, to, co wydarzyło się pomiędzy, nie istnieje. Jest jakby wszystko zaczynało być na samym początku . 
 
- Co w nim dostrzegłeś, kiedy go angażowałeś?
Postać, którą zagrałbym, gdybym był młodszy. Postrzegany jako złoty chłopiec, ale mający ciemną stronę. Czułem, że potrzebujemy kogoś, kto wydaje się być złotą postacią, a potem dowiemy się, że jest w nim wada, która doprowadzi do jego śmierci. Brad miał to. Kiedy po raz pierwszy wszedł, rozejrzał się wokół siebie. Powiedziałem sobie: Tak, to on. Odniesie sukces”.  




GLASVEGAS. NIEUSTANNIE LUBIĘ. FANTASTYCZNA MUZA.

Przypominam ten post sprzed kilku lat. W tym roku zespół wydał nowy album, który mi umknął. Znajdę go i opiszę  a  póki co w clipach próbki muzyki szkockiego bandu sprzed 2021. Ostatnie dni ona towarzyszyła mi,  oproćz rzecz jasna obowiązkowych christmasowych hitów.   Glasvegas.  Cudna muza.



Sympatia, jaką darzę ten zespół jest dla mnie niezrozumiała. Naprawdę. Polubiłem ten zespół z okazji jego pierwszej płyty, zatytułowanej tak samo jak nazwa zespołu w 2008. Utworzyłem wtedy na Interii swój pierwszy blog, zalążek tego, który czytacie teraz, wtedy specjalnie by zareklamować ten zespół i płytę. Zespół do dzisiaj niespecjalnie u nas znany, z granicą podobnie,  choć mający swoich wiernych fanów i będący bywalcem najbardziej popularnych muzycznych programów muzycznych w Wielkiej Brytanii (np. u Joolsa Hollanda). Debiut zespołu, pierwszy album dotarł do 2-go miejsca list przebojów w UK. Kolejne poza pierwszą 30-tkę, w USA wszystkie niezauważone. Nie będę się specjalnie rozpisywał o tym szkockim zespole, gdyż niewiele o nim wiem, znajdziecie wszystko w sieci (najlepiej na oficjalnej stronie zespołu 'glasvegas.net'). 

It's My Own Cheating Heart That Makes Me Cry

Wrócę tylko do podjętej myśli na początku. Prócz ukochanych The Beatles skonstatowałem zaskoczony, że to jedyny chyba wykonawca, którego lubię wszystko. Wszystkie cztery albumy, wszystkie utwory. Są oczywiście na ich płytach lepszej gorsze numery, ale lubię słuchać ich albumów w całości, nawet ten wydany oficjalnie z wersjami demo pierwszego albumu, niewiele zresztą się różniącego od oryginału. 

 Daddy's Gone - studio i live


Urzeka mnie głos wokalisty oraz zazwyczaj 'brudna' ściana dźwięku przesterowanych gitar oraz malujących tło klawiszy, równie nieczystych (żadnych symulujących smyczki itd). W utworach Glasvegas nie ma - ja nie zauważyłem -  majstersztyków wokalnych, unikalnych, niezwykłych  aranżacyjnych, rozwiązań melodycznych, jest jednak w zamian coś, co każe mi odkładać płyty, zwłaszcza pierwszą (Glasvegas, 2008, w moim TOPie Albumów Wszech - Czasów miejsce nr 87) i trzecią (Euphoric Heartbreak , 2011) zawsze gdzieś w pobliżu domowych odtwarzaczy muzycznych. Uwielbiam muzykę tego zespołu, po prostu.


Geraldine - wersja live

Po pierwszym albumie bardzo czekałem na kolejne i nie byłem zawiedziony. Muzyka, w którą lubię odlecieć, gdy nie słucham Beatlesów lub muzyki hm... przebojowej w stylu mego TOP 2016. Muzyka Glasvegas, z czego zdaję sobie sprawę, nie odbiegając od rocka, jest jednak dla mnie taka bardzo moja, specyficzna. W filmikach kilka piosenek, które lepiej wyrażą czy opiszą muzykę zespołu. 
 Na pewno plus za wokalistę. Głos urzeka, narkotyzuje. Polecam!
Euphoria, Heartbreak

     Aktualny skład zespołu: na dole James Allan, wokalista, lider zespołu, gitara, stoją: od 2010 Jonna Loefgren (perkusja w zespole należy do kobiet: zastąpiła Caroline McKay, obecna na wyższych  zdjęciach), Rab Allan - gitara solowa oraz basista Paul Donoghue.

Dyskografia:(albumy): 
Glasvegas (2008)
A Snowflake Fell (And It Felt Like A Kiss) - EP-ka (2008)
Euphoric Heartbreak (2011)
Later... When The TV Turns To Static (2013)

Fantastyczne 'Go Sguare'

Film "GET BACK" - Peter Jackson o filmie

 

 

 

To przypuszczalnie ostatni mój post poświęcony filmowi, choć jak mawiał James Bond, "never say never". W dzisiejszym tekście oddaję głos reżyserowi filmu. Peter Jackson po skończeniu filmu musiał zmierzyć się z niektórymi zarzutami, że "starał się w swoim filmie  wybielić" sytuację w The Beatles. W oryginalnej wersji filmu "Let It Be" słynna scena w sumie niewielkiej kłótni pomiędzy Paulem i  George'm urosła do miana symbolu wewnętrznego rozpadu w zespole i końca łączącej ich przyjaźni. W nowej wersji filmu ta scena jest oczywiście ukazana jak również inne, które również można by było potraktować tak samo. Zanim w zespole wszystko się poprawiło musieli przejść przez kilka trudnych momentów i zdaniem reżysera to właśnie jest wspaniałe.

JACKSON: Wszystko szło nie tak. Jako ktoś, kto lubi opowieści bardzo cieszyłem się, że poszło w tą stronę. Ponieważ najnudniejszym filmem byłoby gdyby Beatlesi przybyli do studia Twickenham, odbyli dwa czy trzy tygodnie prób, które poszłyby im świetnie. Tak miało być. Kręcą specjalny film telewizyjny, to jest fantastyczne. Nagrywają album i wszystko jest OK. Byłoby to oczywiście mniej  interesujące niż gdyby wszystko nie szło im gładko. Michael Lindsy-Hogg kręcił to wszystko. Z różnych powodów jednak wszystko nie układa się zbyt pomyślnie. Nieustannie próbują układać tory przez pociągiem aby ten się nie wykoleił i uzyskać jakąś dobrą jakość  z chaotycznego projektu w którym biorą udział. Z punktu widzenia The Beatles, myślę że dowiadujemy się dużo o ich osobowościach, o tym jakimi są ludźmi, ponieważ reagują na rzeczy, które się nie udają, na to co nie działa dobrze. Kiedy masz do czynienia z kryzysem, tak naprawdę dowiadujesz się trochę więcej o ludziach, których obserwujesz. Szczerze mówiąc dla mnie jako dramaturga to było świetnie, że wszystko tam nie toczyło się tak jak sobie zaplanowali. Jestem za to bardzo wdzięczny.

W filmie jak wiemy robi się wesoło, jeśli nie wręcz w stylu Monty Pythona. Dzieje się tak nawet w momentach z nagrań w Twickenham, a  a zwłaszcza gdy Beatlesi rozsądnie wracają do własnego studia Apple i wprowadzają w swoje grono Billy'ego Prestona jako piątego Beatlesa. Sami Beatlesi, zarówno ci żywi, jak i ci martwi, przez lata pozostawili po sobie szereg cytatów opisujących tworzenie „Let It Be” jako tylko nieszczęśliwe, traumatyczne zdarzenie. Przez to album był postrzegany jako ich „album rozwodowy”, mimo że zakończył się tak dobrze, że prawie natychmiast zabrali się do następnego, "Abbey Road", ostatniego albumu, który nagrali, ale przedostatniego, który został wydany. Więc  Peter Jackson mówi pozostałym dwóm członkom zespołu, że jeśli wspominają to wydarzenie  jako traumatyczne, to mają syndrom fałszywej pamięci, gdyż tak naprawdę faktycznie  wtedy dobrze się bawili. A było to tak. W grudniu 2017 Paul McCartney przybył do Nowej Zelandii na trasę koncertową i przy okazji spotkał się tam z Jacksonem by podyskutować o projekcie. 

JACKSON: Miałem ze sobą iPada, udałem się z nim do jego garderoby, uścisnęliśmy sobie dłonie i powiedziałem: 'Paul, widziałem wszystkie odrzuty z "Let It Be".  Spostrzegłem zdenerwowanie na jego twarzy. No bo on był tam, w 1969, ale nie widział materiału filmowego. Powiedział tylko: "Tak?". Widziałem na jego twarzy rysujący się niepokój. Powiedziałem: "Słuchaj, cokolwiek myślisz, to nie jest tym, o czym myślisz. Bo sądziłem, żę będzie tam smutek, a jestem zdumiony jak tam wszystko jest takie zabawne i szczęśliwe. To jest zupełnie inne niż to, czego się spodziewałem". Paul:"Tak, naprawdę?" ...




 

 

Wham! - "Last Christmas"

Singiel, 1984
Last Christmas / Everything She Wants
Album: Music from the Edge of Heaven / The Final (1986, tylko w USA i Japonii)
Kompozycja: George Michael
Producent: George Michael
Wytwórnia: Epic/ Columbia
Długość: 4:27
Obsada: George Michael: wokale, wszystki instrumenty 

Przypominam ten post sprzed roku, 2019. Powód oczywisty.


Piosenka w tym roku powróciła znowu na brytyjskie listy przebojów (pewnie także za sprawą filmu, którego nie widziałem i nie zamierzam obejrzeć). W wersji kolekcjonerskiej singiel został wydany na białym winylu (okładka obok). Na youtube ukazał się odrestaurowany do pięknej jakości obrazu (i dźwięku) 4K słynny clip z piosenki (niżej jego okrojona możliwościami bloggera jakościowo wersja). No i postanowiłem w wolnej chwili - pamiętajcie, że to jeden z ostatnich wpisów na tym blogu - napisać oddzielny post o tej, moim zdaniem, najpiękniejszej świątecznej popowej piosence.
Podkreślam - popowej. W okresie Bożo-Narodzeniowym od prawie 35 lat to najczęściej emitowana na świecie piosenka, szczególnie w Wielkiej Brytanii.  Od wielu lat, dla mnie to przede wszystkim ta piosenka wprowadzała mnie w cudowny, wyjątkowy nastrój. Pamiętam jeden powrotny wypad z nart, gdzie puszczaliśmy w aucie ją non-stop przez kilka godzin. Sama piosenka, prócz dzwoneczków, typowych dla okresu Gwiazdki, w samym tekście odnosi się do Świąt tylko w zdaniu "W czasie ostatnich Świąt Bożego Narodzenia..." (Last Christmas ... ). Poza tym to piosenka o złamanym sercu, ale to już mniej ważne. Magiczne brzmienie angielskiego języka w tytule piosenki robi magię.  Zresztą bardzo ładnie opowiada o tym Andrew. Od dwóch lat tło tej piosenki trochę spochmurniało, ale o tym przeczytacie jeszcze niżej w tekście.
 
 Poniżej 8 minut z piosenką - najdłuższa chyba wersja piosenki. I nie nudzi...








W 2017 roku partner George'a z duetu Wham, Andrew Ridgeley wspomina, że piosenkę George napisał w jedną z niedziel 1984 roku, gdy obaj odwiedzili jego rodziców. Jedliśmy coś, oglądaliśmy grający w tle telewizor, podczas gdy George znikał co chwila na górze w swoim pokoju. Kiedy wrócił, był taki podniecony, jakby odkrył złoto, co w sumie faktycznie było prawdą. Poszliśmy do jego starego pokoju, pokoju, w którym spędziliśmy setki godzin jako dzieci, nagrywając pastisze, przeróbki z audycji radiowych, gdzie trzymał jakiś keyboard i urządzenie do nagrywania. Zagrał mi wstęp, urzekającą melodię refrenu do "Last Christmas". To była cudowna chwila. George dokonał alchemii muzycznej, destylując esencję tego co jest w Świętach Bożego Narodzenia w muzykę. Mistrzowskim pociągnięciem było do tekstu dodanie historii o zdradzonej miłości. I jak zawsze to robił, dotknął nią serc.



Song, który George Michael napisał w młodości, z którego wydaniem się bardzo długo wahał (słusznie, o czym za chwilę), ukazał się na 11 singlu duetu, po trzech poprzednich, które były numerami 1 prawie na całym świecie (to "Wake Me Up Before You Go Go", "Careless Whisper" oraz "Freedom"). Gdy producenci spytali młodego gwiazdora czy ma coś w zanadrzu, ten zaproponował im gotowe już w całości wyprodukowane przez siebie nagranie, w którym zagrał na WSZYSTKICH  instrumentach oraz podłożył (co oczywiste, Andrew Ridgeley, druga połowa duetu nie śpiewała) wszystkie wokale. George w czasie pracy nad nagraniem w sierpniu 1984 ozdobił studio świątecznymi dekoracjami chcąc "wejść" w odpowiedni nastrój świąteczny. Instrumenty, które wykorzystał w nagraniu to syntezator Roland Juno-60 , automat perkusyjny LinnDrum oraz prawdziwe dzwoneczki do sań. Chris Porter, inżynier nagrań wspominał, że proces nagrywania nagrania był bardzo żmudny. "George nie był muzykiem, nie miał żadnego wykształcenia muzycznego czy szkolenia gry na tych instrumentach ale uparł się, że wszystkie partie nagra sam. Trwało to bardzo długo, grał na klawiszach dosłownie dwoma, może trzema palcami".
Ponieważ wcześniej ustalono, że na singlu zostanie wydane "Everything She Wants" (ponownie zremiksowana, inna wersja niż albumowa) wydawało się, że "Last Christmas" będzie musiało czekać na swoją premierą cały rok (specyfika piosenki dedykowała ją do wypuszczenia tylko w okresie świątecznym). Ostatecznie firma wiedząc, że los takim duetom może nie sprzyjać zbyt długo, dodano piosenkę do singla także jako A. 
Tak więc 3 grudnia 1984 duet Wham! wydali singla z dwoma piosenkami na stronach A (w 2019 nazwano je: A - Last Christmas, AA - Everything She Wants). Singiel ten niestety nie dotarł do 1-go miejsca list przebojów w rodzimym kraju artysty (tylko numer 2).  Ale dwa następne już tak: "The Edge of Heaven" oraz "I'm Your Man".  Ale wiadomym już było, że to pożegnalne single duetu. Nikt nie wątpił, że Georgeowi niepotrzebny jest już kolega w duecie, który tylko mimował w clipach i ewentualnie tańczył na scenie.
W wielu częściach świata singiel, podobnie jak "Careless Whisper" wydano jako solowe nagranie George'a (rodowe nazwisko to: 
Geórgios Kyriákos Panagiótoy). 
Piosenkę "Last Christmas" z odlotowo melodyjnym, ciepłym refrenem, do tego z romantycznym tekstem pokochały miliony fanów (fanek) na całym świecie. Pomogło na pewno video zrealizowane do tego clipu. Modelka Kathy Hill, topowa modelka lat 80-tych na rynku brytyjskim, która w clipie gra dziewczynę, która rok wcześniej odrzuciła zaloty George'a opowiadała po latach, że to było wyjątkowe uczucie być tą, której zazdrościły miliony dziewczyn na całym świecie za złamanie serca pięknemu muzykowi. Gdy George umarł w 2016 nie mogła słuchać tego nagrania, ani tym bardziej oglądać clipu. W tym roku wznowiony singiel  (także w wersji rozszerzonej, tzw. "pudding mix" - moim zdaniem warto słuchać tylko tej wersji) na nowo pozwolił jej pogodzić się ze smutnym faktem śmierci muzyka i cieszyć się nieustającym pięknem piosenki, która doczekała się  mnóstwo coverów, choćby w wersjach jazzowych czy symfonicznych.  No i powracać do owych pięciu dni z Michaelem i Wham! Ekipa filmowa przyjechała do szwajcarskiej miejscowości Saas-Fee, gdzie w malowniczym domku w górach miała się rozegrać fabuła clipu.
Kathy Hill: Były z nami Pepsi i Shirlie, także Martin Kemp ze Spandau Ballet. Było wtedy mnóstwo zabawy. Wszystko było takie naturalne, nieudawane. Jak prawdziwe spotkanie grupy przyjaciół, bez inscenizowania. W czasie kręcenia sceny przy stole byliśmy trochę speszeni, choć nie sądzę, że George także. Piłam wtedy dużo czerwonego wina. W filmie jest scena, w której spoglądam na George'a i mam wypić łyk wina. Widać, że tak naprawdę go nie piję, gdyż już miałam dość...  W filmie niesiemy narty, ale ani razu na nich nie jeździliśmy. Dom, w którym kręciliśmy sceną z kolacją i choinką, nie miał ogrzewania, więc było bardzo zimno... Wszyscy się dobrze bawiliśmy, było dużo biegania po hotelu. George ze wszystkich był najbardziej poważny. Mogę powiedzieć, że był bardzo wrażliwym facetem i był od nas nieco poważniejszy. Myślami był przy swoim następnym hicie. 
                                                Kathy Hill - obecnie

Ale oczywiście był też bardzo zabawny. Bardzo mnie rozśmieszał. I był szalenie miły. Nikt nie czuł się tam ignorowany. Andrew był taki sam. Obaj byli bardzo zabawni, mieli podobne poczucie humoru. Mogę powiedzieć, że byli naprawdę ze sobą blisko... Wiele z tego, co nakręciliśmy w tym filmie, zostało wycięte, ponieważ George nie lubił być filmowanym pod jednym kątem. Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego, bo był przecież taki przystojny. Nie wiem, czy to był jego profil, coś innego. Andrew był szczęściarzem. George był perfekcjonistą. Miał swoje prywatne oblicze, była też w nim ta część przeznaczona dla fanów. Był bardziej wyciszony niż Andrew. Miał naturę introwertyka... Pamiętam moją ulubioną scenę, gdy taplamy się w śniegu. On nie mógł ze śmiechu wstać. To było takie naturalne, uwielbiam tą scenę...To był ogromny szok, kiedy umarł. Zadzwonił do mnie mój przyjaciel i pomyślałem, że to jakiś chory żart. Byłam w Lancashire, ponieważ zawsze spędzam tam Święta Bożego Narodzenia z całą rodziną. Wydawało się to niewiarygodne. To było takie smutne. „Przez pierwsze dwa lata piosenka i wideo były dla mnie smutne. Ale teraz przywraca wszystkie szczęśliwe wspomnienia.











Wyżej wspomniałem, że singiel nie dotarł w Stanach do czołówek list. Stało się tak za sprawą faktu, że został wydany jako promocyjny a nie komercyjny, a sprzedaż kopii płytek określa pozycję piosenki w zestawieniu. W samej Wielkiej Brytanii sprzedawany był obok singla "Do They Know It's Christmas" jako charytatywny (pomoc dla Eiopii). Do dzisiaj do najlepiej sprzedające się małe płytki w UK. Ponadto "Last Christmas" to najlepiej sprzedający się singiel w UK, który nie dotarł do miejsca 1 (chodzi oczywiście o okres premiery) . Pojawił się w także we wspomnianej już wersji nazwanej "Pudding mix", dłuższej o ponad 3 minuty od oryginału. Dla mnie ta wersja jest lepsza. 

     Barry Manilow i George...
 

No i głośna, jak zawsze w takich przypadkach  sprawa plagiatu. W 1978 roku Barry Manilow święcił tryumfy na listach przebojów z utworem "Can't Smile Without You". Jego autorzy, Christian Arnold, David Martin i Geoff Morrow  oskarżyli twórcę "Last Christmas" o plagiat. Sprawę załatwiono polubownie. George na rozprawie przedstawił kilkadziesiąt utworów, które miały podobne sekwencje akordów, zaś poza sądem miał trójce twórców wspomnianej piosenki zapłacić milion dolarów, poza tym całość tantiemów ze sprzedaży singla z piosenką przeznaczył na pomoc dla organizacji Band Aid. Możecie posłuchać Manilowa na Youtube i rzeczywiście w pierwszych taktach refrenu "Can't smile without you" można odnaleźć podobieństwo w refrenie "Last Christmas".
 
Inne ciekawostki odnośnie piosenki i clipu? W clipie "Last Christmas" po raz ostatni możemy zobaczyć Michaela bez brody. 


Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Once bitten and twice shy
I keep my distance
But you still catch my eye
Tell me baby
Do you recognize me?
Well
It's been a year
It doesn't surprise me

(Merry Christmas)

I wrapped it up and sent it
With a note saying "I love you"
I meant it
Now I know what a fool I've been
But if you kissed me now
I know you'd fool me again

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

A crowded room
Friends with tired eyes
I'm hiding from you
And your soul of ice
My God I thought you were
Someone to rely on
Me?
I guess I was a shoulder to cry on

A face on a lover with a fire in his heart
A man undercover but you tore me apart

Now I've found a real love you'll never fool me again

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away (you gave it away)
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special (special)

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
You gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special

A face on a lover with a fire in his heart
A man under cover but you tore him apart
Maybe next year I'll give it to someone
I'll give it to someone special.
(Special. Someone. Someone.)
I'll give it to someone...

Yeeaaa 



George Michael został pochowany w nieoznakowanym grobie rodzzinnym koło swojej matki.