Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania layla, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania layla, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

58. MTW: DEREK AND THE DOMINOES - "Layla"


Singiel, 1970
Strona B: Bell Bottom Blues
Album: Layla and Other Assorted Love Songs
Kompozycja: Eric Clapton & Jim Gordon
Producent: Tom Dowd
Wytwórnia: ATCO, Polydor
Długość: 7:11, 2:43




Obsada (Derek and the Dominoes):
Eric Clapton: śpiew, gitary: rytmiczna, akustyczna i slide
Duane Allman: gitary: prowadząca i slide
Bobby Whitlock: organy, wokal wspierający
Jim Gordon: perkusja, instrumenty perkusyjne, fortepian
Carl Radle: gitara basowa, instrumenty perkusyjne


Derek and the Dominoer, 1971, Drugi z lewej Jim Gordon, trzeci Clapton. 
Pierwszy z prawej Duane Allman.

ERIC CLAPTON: Jestem niesamowicie dumny z tej piosenki. Posiadanie czegoś tak potężnego, jest czymś, do czego nigdy nie mogę się przyzwyczaić. To wciąż rozwala mnie, gdy gram 'Laylę' na koncertach.


Pozycja 58 mojego topu to wersja piosenki 'Layla' z 1970 roku. W 1992 roku Clapton wykonał piosenkę w czasie programu MTV serii 'Unplugged', z którego to wydano także album muzyka. I album i sama wolna, akustyczna wersja piosenki zyskała ogromną popularność i drugie życie. Niestety nie u Autora tego bloga.
Trudno mi sobie przypomnieć w historii muzyki rockowej drugą kobietę, prócz Patti Boyd, dla której dwaj różni mężczyźni napisali tak piękne miłosne piosenki. Oczywiście piękne ballady tworzyli dla swoich wybranek serca i John Lennon, i Paul McCartney, jak również wielu innych muzyków, ale jak wspomniałem, dla Patti Boyd pisali dwaj różni mężczyźni, giganci muzyki, George Harrison i Eric Clapton. Obaj byli mężami Patti. Pierwszym był Beatles. Kochający się skrycie w żonie przyjaciela Eric został drugim (więcej o Patti Harrison możecie przeczytać na moim blogu o The Beatles). I obaj panowie cały czas byli przyjaciółmi, choć można powiedzieć, że Eric wykorzystał kryzys w małżeństwie Harrisonów i uwiódł mu żonę. 

By zakończyć ten wątek obyczajowy dodam, że George sypiał z żoną swego kolegi z The Beatles, Maureen Starkey, żoną Ringo Starra. I oczywiście w żaden sposób ten fakt nie zaciążył na ich przyjaźni. I oczywistym faktem jest, że skoki w bok wszystkich wymienionych wyżej osób odbywały w tym czasie, gdy wszystkim nie zależało już na utrzymywaniu swoich umarłych już związków. A może nie... 
'Layla' nie była jedyną piosenką, którą Clapton jej poświęcił. W 1977 roku muzyk napisał piękną 'Wonderful Tonight'. 
'Something', 'Layla', 'Wonderful Tonight', nieźle, prawda?

W swoich wspomnieniach Patti napisała: 'Nie byłam bardzo szczęśliwa, gdy Eric napisał "Laylę". Byłam w tym czasie jeszcze żoną George'a. Byłam niesamowicie podekscytowana tą piosenką, jej niesamowitym dramatyzmem, namiętnością, ale nie chciałam rezygnować z małżeństwa. Eric swoją deklarację miłosną ogłosił publicznie. Długo się opierałam jego uczuciom, chciałam wytrwać w związku z George'm, ale oczywiście z czasem sprawy stały się dla nas obojga nieznośne i małżeństwo dobiegło końca. Oboje musieliśmy iść do przodu. 'Layla' zainspirowana została XII-wieczną książką perskiej poetki imieniem Nizami, która opowiadała o miłości mężczyzny do nieosiągalnej dla niego kobiety. Książka ta była fantastycznie piękna, równocześnie bardzo bolesna...
  Spotkaliśmy się potajemnie w mieszkaniu w South Kensington. Eric poprosił mnie bym przyjechała i posłuchała jego nowego numeru. Włączył magnetofon, podkręcił głośność. Usłyszałam wtedy najmocniejszą, najbardziej porywającą piosenkę w całym moim życiu. "Layla" - o mężczyźnie zakochanym beznadziejnie w kobiecie, która także go kocha, ale jest dla niego nieosiągalna. Grał mi piosenkę kilka razy, uważnie obserwując moją reakcję. Moją pierwszą reakcją była myśl: O Boże, teraz wszyscy będą wiedzieli, że to o mnie.
Byłam żoną najbliższego przyjaciela Erica, George'a Harrisona, ale Eric przez wiele miesięcy okazywał mi swoje uczucia, co stawiało mnie w niekomfortowej sytaucji. Nie chciałam być do niczego zmuszana, a Eric wywierał na mnie presję w kierunku, co do którego nie byłam pewna. Gdy zdałam sobie sprawę, że byłam inspiracją tak wielkiej pasji oraz kreatywności, piosenka stała się dla mnie jeszcze lepsza. Nie mogłam się już dłużej opierać.
Znakomity klasyk muzyki rockowej, który z pewnością dużo by stracił gdyby nie druga część utworu. Ale po kolei. Słynny, otwierający utwór siedmiotonowy riff gitarowy wymyślił na bazie (przyniesionego przez Erica fragmentu) Duane Allman pod wpływem utworu Albert King - As The Years Go Passing By' (clip niżej) i grany on - w dużo szybszym tempie -  jest w nagraniu przez obu muzyków. 


Gdy riff zamiera słyszymy wstrząsające wyznanie: What’ll you do when things get lonely?’ (co zrobisz, kiedy zostajesz samotny).  W niewielu utworach rockowych tak doskonale współbrzmią grające ten sam motyw gitary, jak właśnie w "Layli'. Może jeszcze epickie 'Hotel California'  The Eagles, stawiany przeze mnie jednak kilka poziomów wyżej.
Gdy wydawało się, że utwór jest gotowy, Gordon zagrał Ericowi skomponowaną przez siebie przepiękną fortepianową codę. Ten urzeczony, podobno natychmiast zgodził się, że to będzie zamknięcie utworu. Fortepian i gitara. Same dogrywanie końcowego finału miało miejsce w czasie rożnych sesji, z których zmontowane najlepszy fragment. Ale i wtedy część muzyków zespołu nie była pewna co do tego, czy takie zakończenie ma być w mocno rockowym kawałku. Ale zadecydował Eric. Słuchając któregoś dnia tego fragmentu, przekonał się do niego mówiąc: To jest dobre. Chcę to mieć w 'Layli'.

Co ciekawe, do wspólnego z Gordonem napisania fortepianowego fragmentu utworu przyznała się później Rita Coolidge (swego czasu członkini Delaney and Bonnie, także śpiewała chórki z Crosby, Stills, Nash & Young). Fragment wykorzystany przez Claptona miał pochodzić z jej piosenki "Time (Do not Get In Our Way)" - i rzeczywiście, możemy tam rozpoznać znajome akordy z 'Layli'. Piosenkarka była wściekła gdy usłyszała swój utwór (bez tekstu) wykorzystany w przeboju Claptona bez wzmianki o niej jako współautorce, ale nie oskarżyła muzyka o plagiat. Klawiszowiec zespołu Bobby Whitlock potwierdza wersję Coolidge: Gordon po prostu ukradł ten fragment z piosenki swojej dziewczyny, Rity. Przykład uznania wielkiego przeboju George'a Harrisona - "My Sweet Lord"  za plagiat może skłaniać do twierdzenia, że gdyby Rita pozwała Claptona miałaby spore szanse wygrać lub cokolwiek ugrań na tym finansowo. Piosenkarka w każdym razie zgłosiła swoje uwagi co do swego autorstwa fragmentu piosenki Robertowi Stigwoodowi, ówczesnemu menadżerowi Claptona, ale ten miał ją przegonić słowami, że jest tylko zwykłą piosenkarką i czy ma zamiar zadrzeć ze Stiggym? Po latach, w 2016 roku, w swojej biografii "Delta Lady: A Memoir" słynna już Rita (w międzyczasie stała się wielką gwiazdą muzyki country, w latach 1973-1980 była żoną jednego z najwybitniejszych piosenkarzy country, ikony stylu, Krisa Kristoffersona - "był okropnym alkoholikiem, nie można było uznać go za wiernego") wyznała: Najwyższy czas aby wyjawić światu, że 'Layla' ma matkę... Byliśmy wtedy w Londynie i zagraliśmy swój numer ('Time') Ericowi. Wysłuchał go z uwagą. Zostawiliśmy ( z Jimem Gordonem) taśmę demo Ericowi...  Gdy usłyszałam wrzasnęłam: To moja muzyka!!! Zachował [Eric] w 'Layli' całą moją oryginalną aranżację... Coolidge wspominając fakt, że napisała swój utwór razem z Gordonem, wyjaśniła, że biorąc po uwagę późniejszą chorobę Jima (w czasie jednej z tras Gordon pobił ją do nieprzytomności) mógł on zapomnieć o nagraniu. Ale wątpi by nie pamiętał o tym Eric. 
   Nie udało mi się nigdzie znaleźć opinii samego Claptona na temat 'rewelacji' Coolidge.

Zgodnie trzeba podkreślić, że niezależnie od łagodnej cody wieńczącej song, pazur mu dodaje wspaniała współpraca dwóch solowych gitar. Jak większość amerykańskich gitarzystów, także Allman podziwiał Claptona i fakt grania ze sławnym Anglikiem w jednym zespole napawała go dumą. Clapton zaś wciąż poszukiwał swojego idealnego zespołu (Cream, Blind Faith) i przez krótki okres czasu wydawało się, że Derek And The Dominoes będą dłużej jego rockowym portem. Trzeba jednak podkreślić, że i Claptonowi imponowały umiejętności wirtuozerskie Duane'a oraz bardzo udana amerykańska kariera kapeli Allman Brothers (na zdjęciu). Nikogo także w zespole nie interesował fakt treści piosenki. Wszyscy uważali, że to sprawa Erica, sprawa dorosłych ludzi. Nie było potrzeby o tym rozmawiać.
  "Layla" wydana w 1971 w krótkiej singlowej wersji (2:43) przepadła na listach. Clapton popadł wtedy w narkotykowe uzależnienie oraz depresję, związaną z faktem, że nie rozumiał, dlaczego tak wspaniały numer nie jest przebojem. Obwiniał wytwórnię o brak zaangażowania w promocję singla, co po części było prawdą, gdyż wytwórnia spodziewała się, że samo nazwisko Claptona zapewni płycie sukces. Zdecydowano się rok później wydać jeszcze raz piosenkę na singlu. Pełna, ponad 7-mio minutowa  odniosła gigantyczny sukces a nieszczęśliwy wypadek motocyklowy we październiku 1971, w którym śmierć poniósł Duane Allman na nowo zwiększyła zainteresowanie piosenką. Nie koniec pecha związanego z piosenką. Pechowo także skończył perkusista zespołu, autor wspomnianej końcowej, fortepianowej cody utworu, Jim Gordon (na zdjęciu obok). Do dzisiaj siedzi w więzieniu za zabójstwo - w wyniku narastającej psychicznej choroby - własnej matki w 1983 roku, w Vacaville w stanie Kalifornia. Kolejne próby wyjścia (w 1983 roku skazano go na 16 lat) okazały się bezowocne. Gordon uparcie twierdził, że jego matka żyje a prokurator uznał, że wypuszczenie Gordona na wolność wciąż może stwarzać zagrożenie dla innych, jak i dla niego. 



    What'll you do when you get lonely
    And nobody's waiting by your side
    You've been running and hiding much too long
    You know it's just your foolish pride


    Layla, you've got me on my knees
    Layla, I'm begging, darling please
    Layla, darling won't you ease my worried mind


    I tried to give you consolation
    When your old man had let you down
    Like a fool, I fell in love with you
    Turned my whole world upside down


    Layla, you've got me on my knees
    Layla, I'm begging, darling please
    Layla, darling won't you ease my worried mind


    Let's make the best of the situation
    Before I finally go insane
    Please don't say we'll never find a way
    And tell me all my love's in vain


    Layla, you've got me on my knees
    Layla, I'm begging, darling please
    Layla, darling won't you ease my worried mind




    Top Classic Rock Songs - 469-450



    500 piosenek to sporo, mimo prywatnych maili od moich Przyjaciół, że to dobry pomysł z tym topem (trochę historii muzyki) choć podobno sporo piosenek w nim naprawdę się nie podoba - kontynuuję serię ale zwiększam tempo. Po 15 naraz. Przypominam, że to nie mój top ale wg. ankiet wielu szacownych muzycznych gazet, autorytetów muzycznych oraz głosowania fanów (USA i kilka krajów w Europie - anglosaskich przeważnie). Na pewno dzięki tej liście poznacie ciekawe piosenki i ważne zespoły, które nie znalazłyby się nigdy w moich seriach muzycznych z prostej przyczyny, że po prostu wielu tych nagrań nie znam. Dzisiaj  jest już ciekawie: po raz pierwszy Jerry Garcia i kultowe Grateful Dead. Ian Anderson, którego wraz z zespołem (Jethro Tull) miałem okazję widzieć na żywo w nieciekawym dla mnie koncercie we Wrocławiu. O The Beatles w ramach tej serii postanowiłem nie pisać choć będzie ich tutaj oczywiście sporo. John Fogerty bez CCR ale w swoim country-rockowo-folkowym stylu, znakomici Holendrzy z ekspresyjnym "Twilight Zone", Justin Hayward w linku opowie o tworzeniu muzyki i przepięknie wykona z kolegami "The Voice" (pierwsze video to playback, drugie - live). Dwaj liderzy Supertramp w okresie ogromnej popularności swej kapeli, w każdej ich piosence czeka się jednak na głos Rogera. "Something In The Air" była jedynym przebojem angielskiej grupy, po latach spopularyzował ją na nowo Tom Petty. Obie wersje są ok ale wersja Toma bardziej rockowa. Bob Seger w pięknej balladzie, którą tutaj poznałem i cieszy mnie to ogromnie. Włączam tą piosenkę na listę moich ulubionych rockowych ballad. I jak się dziwić, że sam Bruce Springsteen nagrywa ballady Segera. Dwaj brodacze z Texasu i perkusista o nazwisku broda z okresu ogromnej popularności i videoclipów z pięknymi dziewczynami i ich magicznym zz-top-carem. Clapton w wersji unplugged z wielkiego hitu zrobił nową piosenkę, dla mnie niestety nudną i nijaką ale cały koncert w MTV był bardzo udany i pozwolił mu wrócić do biznesu od razu na szczyty. Kwartet Cheap Trick miał wiele bardziej udanych hitów niż ten ale swego czasu był absolutnie na topie. Pink Floyd i oba songi otwierające ich najsłynniejszy album, magnetyczny Jim Morrison, którego w owym czasie Grace Slik (Jefferson Airplane, Starship) nazwała najsensowniejszym facetem w Ameryce (dzisiaj użyto by zwrotu "ciacho")


    469. GRATEFUL DEAD -  Sugar Magnolia
    468. JETHRO TULL -  Bungle In The Jungle
    467. THE BEATLES -  Glass Onion
    466. JOHN FOGERTY - The Old Man Down The Road
    465. GOLDEN EARRING -  Twilight Zone
    464. MOODY BLUES - The Voice
    463. SUPERTRAMP -  Goodbye Stranger
    462. THUNDERCLAP NEWMAN - Something In The Air
    461. BOB SEGER - Turn The Page
    460. ZZ TOP - Gimme All Your Lovin'
    459. ERIC CLAPTON - Layla (Unplugged)
    458. CHEAP TRICK - Dream Police
    457. PINK FLOYD -  Speak To Me - Breathe In The Air
    456. THE DOORS - The End
    455. FOGHAT -  Slow Ride


    469. Grateful Dead
    468. Jethro Tull
    467. The Beatles
    466. John Fogerty
    465. Golden Earring
    464. Moody Blues * The Voice - live
    463. Supertramp
    462. Thunderclap Newman *** Wersja Toma Petty
    461. Bob Seger
    460. ZZ TOP
    459. Eric Clapton
    *** Layla - classic - live
    458. Cheap Trick
    457. Pink Floyd ***
    Wersja live
    456. The Doors
    455. Foghat

    67. MTW: MOODY BLUES - "Nights In White Satin"

    Singiel: 1967
    Strona B: 'Cities'
    Album: 'Days of Future Passed'
    Kompozycja: Justin Hayward
    Producent: Tony Clarke
    Wytwórnia: Deram
    Długość: 7:38 (wersja albumowa)


    Obsada:
    Justin Hayward: wokal, gitara akustyczna
    Ray Thomas: flet, chórki
    John Lodge: gitara basowa, chórki
    Mike Pinder: melotron, chórki, narrator
    Graeme Edge: perkusja, chórki
    Mike Pinder, Justin Hayward, Ray Thomas, Graeme Edge , John Lodge

    Absolutny klasyk muzyki rozrywkowej. Jedna z perełek dość przeciętnego w chwili wydania piosenki na singlu zespoliku z Birmingham. Kapela Justina Haywarda co prawda już w 1964 roku miała swój pierwszy przebój, cover piosenki zza oceanu, 'Go Now', który doszedł do 1 miejsca list przebojów w UK. Wtedy jeszcze MB bez Haywarda i Lodge, ale z Denny Laine'm, przyszłym członkiem Wings Paula McCartney'a w latach 70-tych. Ale sukces przyszedł dopiero w 1967 roku, roku wydania kamienia milowego muzyki, 'Sierżanta Peppera' The Beatles, kiedy Moody Blues wydali swój drugi album, na którym znalazła się dzisiaj opisywana piosenka, w wersji albumowej aż ponad 7-mio minutowej. Bardzo wyrafinowana aranżacja utworu (mellotron, flet) nie była już niczym nowym na rynku (co wyprawiali wcześniej wspomniani Beatlesi, wiemy), ale cały kształt utworu, klimat, poetycka narracja, piękne chórki nie pozwalały zignorować piosenki. W UK tylko koniec pierwszej dziesiątki, ale już za oceanem miejsca 1 i 2. Amerykanie co prawda nabierali tchu po Brytyjskiej Inwazji w 1964 roku, ale wciąż wiedzieli, że wszystko co nowe, ciekawe może pochodzić tylko z Anglii. 

    Wersja pełna

    HAYWARD: Czy wydanie przez Beatlesów 'Peppera' miało na nas wtedy wpływ? Jestem pewien, że w pewnym stopniu trochę. Wszyscy muzycy z dookoła byli nimi zainspirowani. Bycie częścią sceny muzycznej w Londynie w owym czasie było czymś ekscytującym, a bez wątpienia The Beatles byli naszymi liderami. Wskazali na drogę. Sgt. Pepper, Strawberry Fields Forever i inne ich piosenki z owego okresu pozwalały nam spróbować zrobić coś innego. Ale oczywiście nie mieliśmy ani tylu pieniędzy ani tyle czasu co mieli Beatlesi. Mogli realizować wszystkie swoje pomysły, spełniano ich każdy kaprys. Szczęśliwym trafem z albumem 'Days of Future Passed' był to, że  Decca wtedy  instalowała stereofoniczny i musiał go wypróbować na jakimś albumie. Niewielu ludzi jednak miało wtedy sprzęt stereo i nasz album, zrobiony całkowicie w stereo mogła słuchać w tej jakości garstka ludzi. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że radio FM w Ameryce puszcza już w stereo a tamtejsi dj'e potrzebowali dobrej jakości stereo płyt. Wtedy nawet Beatlesi nagrywali mono, co brzmiało świetnie ale ludzie zaczynali chcieć słuchać stereo.


    "Noce w białym atłasie" napisał Justin Hayward w wieku 19 lat. Do dzisiaj to lider i główny kompozytor największych przebojów zespołu. Jego pojawienie się w zespole to najlepsze co mogło mu się trafić. Plus oczywiście John Lodge, basista i przyjaciel zespołu. I co ciekawe, choć The Moody Blues swój najbardziej znany - bo klasyczny i należący do ścisłej listy Epickich Klasyków Muzyki Rockowej - nagrali w 1967 roku to największe komercyjne sukcesy przyszły w latach 70-tych i 80-tych. Wszystkie albumy zespołu plasowały się w pierwszych 50-tkach po obu stronach oceanu, w rodzimej Brytanii oraz Ameryce. Z pewnością czytający tego bloga rozpoznają takie przeboje kapeli jak 'The Voice', 'I Know You're Out There Somewhere', 'Blue World' czy 'Other Side of Life' czy mój ulubiony  - oczywiście poza 'Nights...' - znajdujący się na 175 tego Topu 'Talking Out of Turn'. Z wymienionych wyżej numerów tylko ten ostatni nie wyszedł spod pióra (gitary) Justina Haywarda. Przed  pojawieniem  się  obu tych muzyków The  Moody Blues,  zgodnie z nazwą, grali bluesa i smętnego rythm and bluesa, choć oczywiście daleko im było choćby do Stonesów. Hayward i Lodge zmienili oblicze zespołu, który zaczął grać melodyjnego rock and rolla, a pod wpływem Beatlesów bardziej ambitne numery. Hayward wspominał, że w owym czasie zauroczony był muzyką Procol Harum i ich przebojem 'Whiter Shade Of Pale' (zauważacie podobieństwo tytułów). Oraz oczywiście psychodelią a pamiętajmy, że cały świat opanowywało Lato Miłości. 
     
    HAYWARD: Napisałem nasze najbardziej znane piosenki. 'Nights in White Satin' kiedy miałem 19 lat.  Mieszkałem wtedy z Graemem , dzieliliśmy nasze mieszkanie z naszymi dziewczynami. W nocy gdy wszyscy spali usiadłem z gitarą (12-strunowa, odnowiona dla Lonniego Donegana) i napisałem dwa podstawowe wersy
    Zbiór losowych, przypadkowych  myśli 19 letniego chłopaka. Całkiem także autobiograficznych. Nie miałem tak naprawdę pojęcia o co w niej chodzi. To był bardzo emocjonujący czas, kończyła mi się wielka miłość, rozpoczynał się kolejny romans. Wiele z tego znalazło się w tej piosence.  Była przeciwieństwem tego co powinno znaleźć się w singlowej piosence...
    Nigdy się nie zgubiła... Cała jest bardzo dziwna i wspaniała. Wróciłem z koncertu wtedy. Pamiętam, że mieszkałem w jednoizbowym mieszkaniu

    Urok utworu 'Nights in White Satin' odsłania oczywiście tylko wersja albumowa. W pierwotnym kształcie zespół wydał skróconą wersję piosenki na singlu w 1967 roku, który dotarł i tak bardzo wysoko bo do 19 miejsca list przebojów. Za to we Francji od razu do miejsca # 1. 
    Pamiętajmy, że na małych płytkach na 45 obrotów na minutę zazwyczaj umieszczano krótkie, komercyjne utwory. Dopiero w 1968 roku The Beatles (Paul McCartney przede wszystkim) uparł się, by inżynierowie spróbowali zmieścić na małej płytce pełną wersję 'Hey Jude', czyli trochę ponad 7 minut, bez utraty dynamiki dźwięku. 
    W latach 70-tych gdy zaczęto wydawać na singlach dłuższe piosenki jak np. 'Layla' Claptona (Derek and The Dominoes) a The Moody Blues byli już uznanym i popularnym bandem, zdecydowano się wydać ponownie tego samego singla ale już w pełnej wersji albumowej. W 1972 roku singiel doszedł w Stanach Zjednoczonych do drugiego miejsca list przebojów, stając się znowu wielkim światowym hitem (zresztą ponownie wydano także album  'Days of Future Passed'). Piosenka ukazywała się na singlach na całym świecie także później - średnio co kilka lat.
    HAYWARD: Gdy dotarła do miejsca 1 najpierw  we Francji szalenie nas to ucieszyło ale mieliśmy nadzieję, że tak samo będzie w innych miejscach. Gdy wypadła z brytyjskich list myśleliśmy, że to na tyle. Ale ona powróciła i stała się jeszcze większa. I na przestrzeni lat miała tyle kolejnych żyć.
    Decca nie chciała najpierw jej wydać. 'To za długie, za nudne' i tak dalej. Mieli rację. Ale czasy się zmieniały, zmienił dużo 'The Boxer' [singiel duetu Simon and Garfunkel, ponad 5 minutowy].
    W wersji dłuższej słyszymy melorecytację, którą nazwano 'Late Lament'. Autorem jej jest Graeme Edge, perkusista zespołu, jedyny jego członek grający w The Moody Blues od samego początku w 1964 roku do dzisiaj. Odczytuje go Mike Pinder, ówczesny klawiszowiec.
    HAYWARD: Chcieliśmy jakiegoś podsumowania tej historii. W samym zespole odczuwaliśmy potrzebę, by każdy współpracował przy tym utworze, nie tylko ja i Mike. I tak to się wydarzyło. Mike czytał wtedy dużo poezji, miał taki piękny głos. Graeme nawet nie sądził, że ma tyle wspólnego z muzyką. Nagranie dokonaliśmy w ciemności. Mike recytował leżąc na plecach, my obok haha... Cali zastygli w milczeniu... To zrobiło z piosenki zamkniętą całość.
    Piosenkę nagrywało do dzisiaj kilkudziesięciu muzyków, soliści, zespoły. Wśród nich np. Marie Laforet, Elkie Brooks, Gerry and the Pacemakers. Podobno Haywardowi najbardziej przypada do gustu wersja w wykonaniu Bettye Lavette. Muzyk przyznał się, że płakał gdy pierwszy raz usłyszał swoją piosenkę w wykonaniu tej znanej piosenkarki soulowej. 'Słyszałem tą piosenkę tysiące razy, słuchałem jej, ale tym razem dotarła do mnie po raz pierwszy tak naprawdę' (link do wersji Lavette). Po jakimś czasie sama Bettye napisała do niego maila: “Hello baby. Thanks for the song.”



    I jeszcze raz na koniec autor przeboju JUSTIN HAYWARD podsumowujący piosenkę: Piosenkę napisałem w ciągu 10 minut. To zdumiewające, jak wciąż po tylu latach dziennikarze pytają mnie co wtedy czułem.  Nie mogę powiedzieć, że ktokolwiek w zespole przeczuwał, że 'Nights in White Satin' będzie takim przebojem. Dopiero po naszej pierwszej sesji live dla BBC. Posłuchaliśmy swojego koncertu później w furgonetce. Do wszystkich dotarło, że to jest coś. 'Może coś w tym jest?'  Nawet my w niego niespecjalnie wierzyliśmy ale kilka osób w Decca tak. To zadecydowało. To był rezonans między wieloma ludzi. Cieszy mnie to.
     
    Nights in white satin, never reaching the end,
    Letters I've written, never meaning to send.
    Beauty I'd always missed with these eyes before.
    Just what the truth is, I can't say anymore.

    'Cause I love you, yes I love you, oh how I love you.

    Gazing at people, some hand in hand,
    Just what I'm going through they can't understand.
    Some try to tell me, thoughts they cannot defend,
    Just what you want to be, you will be in the end.

    And I love you, yes I love you,
    Oh how I love you, oh how I love you.

    Nights in white satin, never reaching the end,
    Letters I've written, never meaning to send.
    Beauty I've always missed, with these eyes before.
    Just what the truth is, I can't say anymore.

    'Cause I love you, yes I love you,
    Oh how I love you, oh how I love you.
    'Cause I love you, yes I love you,
    Oh how I love you, oh how I love you.








    TOP 100 - ARGUS

     Kolejny TOP Wszech-czasów "Przyjaciela z portalu o The Beatles". Bardzo ciekawe podejście do zestawienia, o czym najlepiej przeczytacie we własnym komentarzu Autora. Muszę się sam nad takim, podobnym Topem zastanowić, ponieważ w swojej 100-ce ominąłem właśnie takich kilka albumów dla mnie, bo...  były ważne w owym czasie (Argus nazwał to bardzo ładnie : albumy z Czasów Ich Premiery). Pamiętam z jakim namaszczeniem trzymałem w ręce trzeci (różowy) album Czerwonych Gitar, gdy nie za wiele miałem pojęcia o Beatlesach. Także pierwszy, późniejszy album Kolorowego Czesława Niemena... Ok, oddaję głos Argusowi (wiem teraz skąd ten nick).
     
     
    Słowo wstępu:
    Każdy, kto podejmie się ułożenia swojego Top 100 Albumów, szybko zorientuje się jak trudne to zadanie. Każda taka Lista, oprócz oczywistych Dzieł Wielkich, musi zawierać jakąś tam ilość tytułów i wykonawców ‘zaskakujących’ dla innych ‘układaczy’ - bo jest to jednak ZESTAW SUBIEKTYWNY. Mnie samego również mój wybór (częściowo) zaskoczył (!), robiłem go spontanicznie, z pamięci, z myślą, że potem podejdę do półki z płytami i dokonam „weryfikacji” - poprawek i uzupełnień. Zorientowałem się jednak, że to co zapisałem w pierwszej kolejności, to Albumy dla mnie Ważne - bo Takie Które Ukształtowały mnie Muzycznie lub pojawiły się w Ważnych Chwilach i wybór Każdego z Nich jestem w stanie Uzasadnić. Poza tym chciałem w tej setce zawrzeć Wykonawców, których lubię/cenię bardziej niż innych, jak również pokazać różnorodność moich Muzycznych Fascynacji. 90% poniższych Dzieł poznałem w Czasach Ich Premiery (miałem takie Szczęście!) - to chyba też decydowało o wyborze. Setka to jednak za mało, kolejność też nie zawsze jest tu taka bardzo znacząca, za to podzieliłem moją listę na 10 kategorii (z których każda mogłaby się rozwinąć w… kolejne Setki!).  ARGUS
     
    Albumy które wywarły na mnie (nieodwracalne) piętno
    1. BEATLES-Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band [1967]
    2. LED ZEPPELIN-Led Zeppelin II [1969]
    3. WISHBONE ASH-Argus [1972]
    4. BREAKOUT-Na drugim brzegu teczy [1969]
    5. DEEP PURPLE-In Rock [1970]
    6. BLACK SABBATH-Master Of Reality [1971]
    7. KING CRIMSON-In The Court Of The Crimson King [1969]
    8. PINK FLOYD-Dark Side Of The Moon [1973]
    9. URIAH HEEP-Look At Yourself [1971]
    10. GEORGE HARRISON & FRIENDS-The Concert For Bangla Desh [1971]


    Wszystkie drogi prowadzą do Liverpoolu (wiadomo… ;)
    11. BEATLES-Abbey Road [1969]
    12. BEATLES-White Album [1968]
    13. BEATLES-A Hard Day's Night [1964]
    14. BEATLES-Revolver [1966]
    15. BEATLES-Rubber Soul [1965]
    16. BEATLES-Please Please Me [1963]
    17. GEORGE HARRISON-All Things Must Pass [1970]
    18. PAUL McCARTNEY & WINGS-Band On The Run [1973]
    19. JOHN LENNON-Imagine [1971]
    20. JOHN LENNON-Plastic Ono Band [1970]


    Przede Wszystkim ROCK!-Różne Jego Oblicza

    21. LED ZEPPELIN-Led Zeppelin IV [1971]
    22. DEEP PURPLE-Fireball [1971]
    23. DEEP PURPLE-Machine Head [1972]
    24. WISHBONE ASH-Wishbone Ash (1) [1970]
    25. URIAH HEEP-Demons And Wizards [1972]
    26. QUEEN-A Night At The Opera [1975]
    27. BLACK SABBATH-Vol 4 [1972]
    28. BUDGIE-Budgie (1) [1971]
    29. BUDGIE-Never Turn Your Back On A Friend [1973]
    30. SANTANA-Abraxas [1970]
    31. FREE-The Free Story [1974]
    32. UFO-Phenomenon [1974]
    33. BAD COMPANY-Bad Company (1) [1974]
    34. JIMI HENDRIX EXPERIENCE -Electric Ladyland [1968]
    35. JIMI HENDRIX -Band Of Gypsys [1970]
    36. GRAND FUNK-We're An American Band [1973]
    37. NAZARETH-Hair Of The Dog [1975]
    38. NAZARETH-Rampant [1974]
    39. WHO-Who's Next [1971]
    40. DOORS-Doors (1) [1967]

    41. DOORS-L.A. Woman [1971]
    42. WISHBONE ASH-No Smoke Without Fire [1978]
    43. WISHBONE ASH-Just Testing [1980]
    44. KANSAS-Leftoverture [1976]
    45. ROLLING STONES-It's Only Rock 'n Roll [1974]
    46. DEREK & THE DOMINOS-Layla And Other Assorted Love Songs [1970]
    47. IRON BUTTERFLY-In-A-Gadda-Da-Vida [1968]
    48. BLOOD, SWEAT & TEARS-Blood, Sweat & Tears (2) [1968]
    49. JANIS JOPLIN + BIG BROTHER & THE HOLDING COMPANY-Cheap Thrills [1968]
    50. CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL-Cosmo's Factory [1969]
    51. ASIA-Asia (1) [1982]



    Progresywnie
    52. NIEMEN ENIGMATIC-Niemen Enigmatic [1970]
    53. KING CRIMSON-In The Wake Of Poseidon [1970]
    54. KING CRIMSON-Red [1974]
    55. EMERSON, LAKE & PALMER-Tarkus [1971]
    56. EMERSON, LAKE & PALMER-Trilogy [1972]
    57. PROCOL HARUM-Grand Hotel [1973]
    58. YES-Close To The Edge [1972]
    59. YES-Relayer [1974]
    60. FOCUS-Moving Waves (Focus II) [1971]
    61. JETHRO TULL-Thick As A Brick [1972]
    62. JETHRO TULL-Aqualung [1971]
    63. JETHRO TULL-War Child [1974]
    64. MOODY BLUES-Days Of Future Passed [1967]
    65. PINK FLOYD-Wish You Were Here [1975]
    66. GENESIS-A Trick Of The Tail [1976]
    67. GENESIS-And Then There Were Three… [1978]
    68. CAMEL-Harbour Of Tears [1996]
    69. MARILLION-Fugazi [1984]
    70. ALAN PARSONS PROJECT-Tales Of Mystery And Imagination [1976]


    Na żywo!
    71. DEEP PURPLE-Made In Japan [1972]
    72. ALLMAN BROTHERS BAND-At Fillmore East [1971]
    73. LYNYRD SKYNYRD-One More From The Road [1976]
    74. PROCOL HARUM-Live In Concert With The Edmonton Symphony Orchestra [1972]
    75. BEATLES-At The Hollywood Bowl [1977] (1964/1965)
    76. JETHRO TULL-Live - Bursting Out [1978]


    Śpiewające Panie (również, co Ważne: kompozytorki i autorki tekstów)
    77. CAROLE KING-Tapestry [1971]
    78. JANIS IAN-Between The Lines [1975]
    79. KATE BUSH-The Dreaming [1982]
    80. EDIE BRICKELL & THE NEW BOHEMIANS-Shooting Rubberbands At The Stars [1988]


    Poeci, Balladziści
    81. BOB DYLAN-Desire [1976]
    82. LEONARD COHEN-Recent Songs [1979]
    83. CAT STEVENS-Teaser And The Firecat [1971]
    84. SIMON & GARFUNKEL-Bridge Over Troubled Water [1970]


    Melodyjnie, w stronę Popu (dobrego!)

    85. ELTON JOHN-Goodbye Yellow Brick Road [1973]
    86. ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA-Out Of The Blue [1977]
    87. TRAVELING WILBURYS-Volume One [1988]
    88. ABBA-ABBA (3) [1975]
    89. CHRISTIE-Christie [1970]
    90. MUD-Use Your Imagination [1975]


    Albumy, które nie każdy by wybrał… (a szkoda!)
    91. SKALDOWIE-Od wschodu do zachodu słońca [1970]
    92. RARE BIRD-Epic Forest [1972]
    93. TEN YEARS AFTER-A Space In Time [1971]
    94. ATOMIC ROOSTER-In Hearing Of [1971]
    95. UFO-Flying An Hour Space Rock [1971]
    96. BABE RUTH-First Base [1972]
    97. APRIL WINE-On Record [1972] /Kanada/
    98. ZOMBIES-Odessey And Oracle [1968]
    99. RENAISSANCE-Scheherezade And Other Stories [1975]


    i wreszcie… Perełka na Deser :)
    100. KRZYSZTOF KOMEDA-Nóż w wodzie (Soundtrack) [1961]
     


     
     
     
    PS. Ufff, a teraz mogę zacząć drugą setkę :D …zanurzyłbym się w lata 60-te…

    Pozycja nr 39

    DEREK AND THE DOMINOS “ Layla”


    Po prostu Eric Clapton. Wcześniej- przy piosence “Something” napisałem już o tym, że song ten poświęcony jest także Patti, najpierw Harrison, później Clapton. W wersji unplugged miała swój drugi żywot w dwie dekady po swej premierze i ciężko mi się doszukać podobieństwa w obu wersjach (podobnie mam z „With A Little Help From My Friends” w wykonaniu autorskim The Beatles i wersją „Woodstockowi” Joe Cockera). Obie jednak są znakomite ale na moim Topie mam na myśli tą oryginalną z charakterystycznym intro (lead motiv) gitarowym oraz drugą częścią utworu, instrumentalną, z typową, subtelną dla SlowHand (pseudo Erica) „łkającą” gitarą. Kiedyś na koncercie Eric zapowiadając ten utwór powiedział, że jest dumny, że ma w zanadrzu taki utwór, specjalny, na finalną część koncertu. 

    Posłuchaj tego: BIFF CLYRO - Unplugged '2018

    Artysta: Biffy Clyro
    Album: MTV Unplugged: Live at Roundhouse, London
    Wydany: 25 maja 2018 (CD, DVD)
    Wytwórnia: 14th Floor

    Obsada:
    Simon Neil - wokal, gitary, fortepian
    James Johnston - gitara basowa, chórki
    Ben Johnston - perkusja

    dodatkowo:

    Susie Blanfield - wiolonczela 
    Carl Lewis, Dave White, Joachim Dewulf - dodatkowi muzycy


    many of horror -  unplugged

     wersja studyjna



    Nie przepadam za akustycznymi koncertami. Szczególnie tymi wydawanymi na płytach, bo na żywo widziałem (i słuchałem) ich mnóstwo i jakoś to uszło. Stacja MTV w połowie lat 90-tych zaczęła promować serię koncertów znanych gwiazd pod tytułem "Unplugged", czyli "Niepodłączonych", w domyśle więc akustycznych. I w serii tej wystąpił Eric Clapton, którego koncert z tej serii stał się wielkim przebojem stacji  a także jednym z najlepiej sprzedających się albumów w dorobku Erica. Dla mnie bardzo przeciętnym, gdyś 'Layla', największy hit z tego albumu, odarta ze swojego słynnego gitarowego riffu, przestała być tym słynnym numerem. O wiele bardziej podobał mi się drugi wielki przebój tej serii, koncert Nirvany, którego największym przebojem okazał się nie żaden hit zespołu w aranżacji akustycznej, a cover piosenki Davida Bowie, 'The Man Who Sold The World". Niespecjalnie ujął mnie takim koncertem nawet sam Paul McCartney, co już powinno wszystko wyjaśniać. Atakowany od niedawna przez Youtube i przez mailing (cena zapisu do wszystkich ciekawszych portali muzycznych na świecie itd), nie mogłem nie zauważyć sporej kampanii, jaka towarzyszy ciągle wydanemu niedawno albumowi lubianej przeze mnie szkockiej grupy Biffy Clyro właśnie pod szyldem 'MTV Unplugged". 

    Po zdobyciu albumu, obejrzeniu kilku fragmentów w sieci doszedłem do wniosku. Album mogę określić tylko jednym wyrazem: kapitalny!!! Słucham go do soboty i wsiąkam w niego coraz bardziej. Znane przeboje rockowego przecież - i dającego czasem mocno czadu - zespołu nie tylko nie tracą, a wręcz zyskują na urodzie w wersji akustycznej, ale jednocześnie pozwalają się odkrywać jakby na nowo i przy okazji zainteresować wersją oryginalną. Nie ma tutaj jakiś specjalnie wielkich, światowych przebojów. Kapela takich nie miała. Ale każdy numer jest interesujący, przy czym muszę podkreślić, że główną siłą albumu jest jego cała zawartość. Kilkanaście piosenkę, które warto słuchać pod rząd, tak jakbyśmy siedzieli razem na widowni, wśród wspaniałej scenerii, z Neilem i braćmi Johnston. Czekam na wersję dvd. 




     Zawartość:
    1.     "The Captain"
    2.     "Biblical"
    3.     "Re-arrange"
    4.     "Drop It"
    5.     "Black Chandelier"
    6.     "Folding Stars"
    7.     "Different Kind Of Love"
    8.     "Mountains"
    9.     "God Only Knows" (cover Beach Boys)
    10.     "Opposite"
    11.     "Small Wishes"
    12.     "Bubbles"
    13.     "Medicine"
    14.     "Many Of Horror"
    15.     "Machines"