Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

Oasis - "Don't look back in anger" - film. 2026

 

 Kilka dni po seansie postanowiłem opublikować ten post. Dokument „Oasis: Don’t Look Back in Anger” to nie jest zwykła muzyczna chronologia. Choć reżyserzy (Will Lovelace i Dylan Southern) oraz scenarzysta Steven Knight opierają historię na powrocie zespołu i ich głośnym pojednaniu na trasie w 2025 roku, film tak naprawdę szuka odpowiedzi na znacznie głębsze pytanie: co sprawia, że ta dwójka braci stała się głosem całego pokolenia?
   Głównym motorem napędowym całej opowieści pozostaje legendarne, wybuchowe starcie Noela i Liama. Film dobitnie przypomina kulisy ich rozstania z 2009 roku w Paryżu, kiedy to awantura za kulisami doprowadziła do natychmiastowego rozpadu grupy i 15 lat całkowitego milczenia. Pokazanie ich drogi do ponownego wejścia na jedną scenę nie jest jednak ugrzecznioną laurką. To obraz trudnego kompromisu, dojrzałości wywalczonej z wiekiem oraz akceptacji własnych wad. Bracia wciąż nie oszczędzają się w słowach — w dialogach z kadrów uderza surowość, robotnicze tło z Manchesteru i nieustanny potok przekleństw. A jednak, pod tą szorstką fasadą, na ekranie udaje się uchwycić momenty autentycznego szacunku i pojednania. 


 Największą siłą dokumentu okazuje się jednak ukazanie tego, kim są ich słuchacze. Obraz prowadzi nas przez tłumy w Wielkiej Brytanii, Argentynie, Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Korei. Kamera pokazuje proste historie ludzi: rodziców, którzy wychowali się na ich muzyce, i ich dorastających dzieci, dla których te piosenki są tak samo żywe. To światowa wspólnota połączona tekstem i emocją. Widok dziesiątek tysięcy ludzi śpiewających słowo w słowo prawie każdą piosenkę zespołu w tak różnych zakątkach świata przyprawiał mnie w kinie o ciarki na plecach. I tutaj dochodzimy do mojego własnego odbioru tego filmu. Do kina szedłem z konkretnym nastawieniem: mam w domu wszystkie albumy Oasis, lubię ich, a numer tytułowy „Don't Look Back in Anger” to dla mnie żelazny punkt TOP 100 wszech czasów - nr 71. Podobnie wysoko cenię „Little by Little”, „Stop Crying Your Heart Out” czy jakże lennonowski i chyba jedyny wielki hit zespołu napisany przez Liama „I'm Outta Time” (Liam nazwał na cześć swego idola syna, po prostu Lennon). Ceniłem ich zawsze za głębokie inspiracje The Beatles, ale szczerze mówiąc — słuchanie ich dłużej niż godzinę bywało dla mnie po prostu męczące.


  Zawsze uważałem ich szybsze, gitarowe kawałki za robione nieco „na jedno kopyto”. Te same przesterowane gitary elektryczne, powtarzalne aranżacje, zaledwie od czasu do czasu przełamane smyczkami czy wiolonczelą. Zresztą sam Noel chyba dobrze czuł ten deficyt różnorodności, skoro w swoich solowych projektach z High Flying Birds zaczął pisać muzykę znacznie łagodniejszą i bardziej zniuansowaną. Jednak ten film całkowicie zmienił mój punkt widzenia. Oglądając reakcje ludzi w Buenos Aires, Dublinie czy Manchesterze, zrozumiałem coś, co wcześniej mi umykało. Dla tych ludzi — prostych chłopaków z osiedli, pracujących rodziców i ich dzieci w latach 90-tych — te piosenki nie były oceniane przez pryzmat skomplikowania linii basu czy innowacyjności produkcji. Kluczem okazał się tekst. Prosty, bezpośredni przekaz, napisany przez ludzi z klasy robotniczej, który dla milionów stał się dosłowną instrukcją, jak żyć, jak przetrwać trudne momenty i nie poddawać się. Dopiero po seansie zacząłem naprawdę wsłuchiwać się w słowa tych numerów, które wcześniej odrzucały mnie swoją muzyczną monolitycznością. Czy zostałem nagle bezkrytycznym psychofanem Oasis? Nie, aż tak daleko bym nie poszedł - ich muzyczna powtarzalność nadal po pewnym czasie nuży. Ale dzięki temu dokumentowi zacząłem patrzeć na ich twórczość z zupełnie nowym, głębokim szacunkiem. Zobaczyłem w nich coś więcej niż tylko głośnych i opryskliwych gwiazdorów rocka. No i podkreślę, ogromnego plusa bracia mają za podobną do mnie fascynację Beatlesami. W latach 90 w pewnym okresie ubierali się, mieli fryzury jak Beatlesi w 1966, grzywki na pazia a krytykę, że naśladują Beatlesów zbywali słowami, że dyskografia The Beatles to dla nich muzyczna Biblia i uważają za komplement, że nawet krytycy odnajdują w ich twórczości wpływ Wielkiej Czwórki z Liverpoolu. Poniżej linki do dwóch postów związanych z Oasis, które umieściłem na blogu o Fab Four:The Beatles i Oasis , I'm Outta Time . Bracia wrócili, może odwiedzą Polskę a film gorąco polecam. 


 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz