Magia trwa. Użyłem już tego zwrotu przy anonsowaniu nowych wydawnictw Paula McCartney'a i Ringo Starra (tutaj), trudno nie użyć go ponownie. Dla wiernego fana The Beatles to zupełnie naturalne, że na blogu
poświęconym Wielkiej Czwórce z Liverpoolu pojawia się wzmianka dzisiaj ta o Stonesach.
Historia The Beatles i The Rolling Stones (czytaj to)
to przecież jedna z
najpiękniejszych opowieści w dziejach muzyki popularnej, o obu
zespołach, w kontekście powiązań ze sobą znajdziecie dużo na blogu. W
jednym z ostatnich wywiadów spytano Micka o relacje jego zespołu z The
Beatles w latach osiemdziesiątych. Żartobliwie dodał, że pewna
rywalizacja była, ale bardziej PR-owa i członkowie obu zespołów się
przyjaźnili.
Dwie
grupy,
które w latach 60. przedstawiano jako konkurentów, w rzeczywistości były
częścią tej samej muzycznej rewolucji. Te dwa zespoły od lat 60 szły
ramię w ramię – dla opinii publicznej rzekomo rywalizując i dzieląc
fanów ("jesteś za Beatlesami czy za Stonesami?") -gdy w rzeczywistości
wymieniając się
pomysłami, podkręcając nawzajem do pracy, a nawet śpiewając u siebie w
chórkach.
Gdy o tym myślę, to zawsze przychodzi mi na myśl obrazowy zwrot "lost between The Beatles and The Stones" użyty
przez Tears For Fears w pięknym utworze "Master Plan" stosunkowo niedawno bo w 2022.
Po latach to właśnie Mick Jagger
wprowadzał The Beatles do Rock and Roll Hall of Fame w 1988 roku, o czym
zresztą możecie przeczytać w moim wcześniejszym wpisie (tutaj - "Lubię myśleć, że wtedy jak i dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi"). Dziś
jednak oczy całego muzycznego świata, w tym fanów Beatlesów, zwracają
się na obóz The Rolling Stones, ponieważ już za chwilę, 10 lipca, światło dzienne
ujrzy ich najnowszy, wyczekiwany album studyjny, na którym podobnie jak
na poprzednim, "Hackney Diamonds" (2023)
w jednym utworze ("Bite My Head Off") - clip na gitarze basowej zagrał sam
Sir Paul, na nowym w "Covered In You". I właśnie ten fakt, kilka lat
temu i teraz, że świat otrzymał na dwóch nagraniach Wielkich Mistrzów współczesnej muzyki, bez względu na gatunek. Sir Paul i Sir Mick razem. W
2003 roku, gdy Mick dostał tytuł szlachecki, Keith publicznie z tego
kpił i wyśmiewał pomysł, że dostałby taki tytuł. Do dziś nie został
uhonorowany w ten sposób, więc nie nosi przedrostka Sir.
Współpraca gigantów muzyki zrobiła wrażenie nawet wszystkich.
MICK JAGGER: Gdy
Paul wszedł do studia, od razu poczuliśmy tę niesamowitą, dawną chemię.
Przypomniały mi się lata sześćdziesiąte, kiedy podrzucaliśmy sobie
nawzajem pomysły. Paul przyniósł ze sobą ten swój niesamowity, melodyjny
i pulsujący bas, który od razu pchnął utwór w zupełnie nową stronę. On
nie gra jak zwykły basista sesyjny – gra jak kumpel z zespołu, z
ogromnym wyczuciem i rock'n'rollowym pazurem. Cudownie było mieć go na
pokładzie "Foreign Tongues"... Zagrał
w punkowej piosence, a bas był bardziej funkowy. To naprawdę świetne,
bo nigdy wcześniej nie graliśmy z nim razem… Jest bardzo szybki, bardzo
szybko się uczy.
PAUL: Zostaliśmy zaproszeni z Ringo do studia przez chłopaków. Pomyślałem sobie: ’Czemu nie? Znamy się przecież od stu lat, a wciąż możemy wspólnie zrobić trochę rock'n'rollowego hałasu’.
Keith podkręcił wzmacniacze, Mick jak zwykle biegał po całym studiu, a
ja po prostu chwyciłem za bas i poczułem się, jakbyśmy znowu mieli po
dwadzieścia lat i grali w jakimś małym londyńskim klubie. To była
czysta, nieskrępowana frajda. Cieszę się, że po tylu dekadach wciąż
potrafimy się tak bawić muzyką...
KEITH RICHARDS: Ludzie
zawsze myśleli, że między nami a Beatlesami była jakaś śmiertelna
wojna, a my po prostu nagrywaliśmy w tym samym czasie. Macca to potęga.
Kiedy chwycił za instrument i stanął obok mnie i Ronniego, wszystko po
prostu wskoczyło na swoje miejsce. Żadnego zadęcia, po prostu czysty,
surowy rock'n'roll. Facet ma w sobie więcej energii niż połowa
dzisiejszych młodych kapel. To był zaszczyt znowu z nim pohałasować.
RONNIE WOOD: Myślę, że Paul naprawdę chciał w to wskoczyć. Nie było w tym nic onieśmielającego. Chciał grać z zespołem.
Innym razem PAUL wspomina: To było super uczucie: po prostu pojawić się w studiu z basem i zapytać: ‘Dobra, gdzie mnie chcecie?’ Zaczynasz grać, oni pokazują ci utwór, a w mojej głowie pojawia się myśl: ‘Gram ze Stonesami!’ Mógłbym być cyniczny, machnąć ręką i powiedzieć: ‘Dobra, wielkie mi co’. Ale u mnie to zadziałało w drugą stronę. Siedziałem tam i myślałem: ‘Wow, tam stoi Mick! Ooo, a tam Keith! O rany, to Ronnie!’ To było ekscytujące. Było naprawdę super. Najlepsze było to, że jedyne, co musiałem zrobić, to zagrać na basie i nie walnąć żadnego byka.
Pierwszym
zwiastunem albumu „Foreign Tongues” był singiel „In The Stars”, a
wydany kilka tygodni później „Jealous Lover” stał się drugą zapowiedzią
płyty. Oba utwory pokazały, że The Rolling Stones po sukcesie „Hackney
Diamonds” nie zamierzają jedynie odwoływać się do własnej legendy, ale
nadal poszukują świeżego brzmienia, zachowując jednocześnie
charakterystyczny styl zespołu.
Co ciekawe, „In The Stars” wyróżnia się na tle większości klasycznych kompozycji Stonesów tym, że nie został podpisany tradycyjnym duetem Jagger–Richards. Utwór przypisywany jest samemu Mickowi Jaggerowi, co czyni go interesującym przypadkiem w historii zespołu, którego największe przeboje przez dekady powstawały dzięki wspólnej pracy dwóch głównych twórców – Micka i Keitha.
Co ciekawe, „In The Stars” wyróżnia się na tle większości klasycznych kompozycji Stonesów tym, że nie został podpisany tradycyjnym duetem Jagger–Richards. Utwór przypisywany jest samemu Mickowi Jaggerowi, co czyni go interesującym przypadkiem w historii zespołu, którego największe przeboje przez dekady powstawały dzięki wspólnej pracy dwóch głównych twórców – Micka i Keitha.
Muzycznie
„In The Stars” reprezentuje bardziej klasyczne oblicze The Rolling
Stones. To oparta na gitarowym brzmieniu rockowa kompozycja, w której
słychać ducha zespołu z przełomu lat 70. i 80. Mocny rytm,
charakterystyczna energia oraz wokal Micka Jaggera sprawiają, że utwór
brzmi jak naturalna kontynuacja wielkiej historii Stonesów, a
jednocześnie nie jest jedynie powtórzeniem dawnych pomysłów. Sam tytuł –
„In The Stars” – przywołuje skojarzenia z przeznaczeniem, przyszłością i
tym, co zapisane gdzieś poza nami. To wyjątkowo symboliczny wybór dla
zespołu, który po ponad sześćdziesięciu latach kariery nadal pozostaje
aktywnym uczestnikiem muzycznego świata.
Do
utworu powstał również nowoczesny teledysk wykorzystujący możliwości
sztucznej inteligencji. Twórcy połączyli współczesny wizerunek muzyków z
cyfrowymi efektami, tworząc symboliczne spotkanie różnych epok historii
Stonesów – młodych buntowników z lat 60-tcyh i legend rocka XXI wieku.
„In The Stars” rozpoczął więc drogę do albumu „Foreign Tongues”, a
wydany teraz „Jealous Lover” pokazał kolejne oblicze nowego materiału –
bardziej soulowe, funkowe i jak wskazują krytycy nawiązujące do
eksperymentów Stonesów z początku lat 80.
Album: Foreign Tongues – premiera 10 lipca 2026
Strona A: Jealous Lover (Jagger & Richards)
Strona A: Jealous Lover (Jagger & Richards)
Strona B: Divine Intervention (Jagger & Richards)
Kompozycja: Mick Jagger / Keith Richards
Nagranie: przełom 2023 / 2024 (m.in. Henson Recording Studios, Los Angeles / Sanctuary Studios, Bahamy)
Producent: Andrew Watt
Miks: Serban Ghenea
Wydane: czerwiec 2026 (singiel cyfrowy / streaming)
Długość: 3:44
Kompozycja: Mick Jagger / Keith Richards
Nagranie: przełom 2023 / 2024 (m.in. Henson Recording Studios, Los Angeles / Sanctuary Studios, Bahamy)
Producent: Andrew Watt
Miks: Serban Ghenea
Wydane: czerwiec 2026 (singiel cyfrowy / streaming)
Długość: 3:44
DARRYL JONES – gitara basowa
STEVE JORDAN – perkusja, instrumenty perkusyjne
STEVE WINWOOD – Rhodes, organy
ANDREW WATT – gitara, gitara akustyczna, syntezatory, fortepian
MATT CLIFFORD – syntezatory
Utwór łączy klasyczny, surowy, stonesowski rock'n'roll z elementami soulu, R&B i funku, tworząc charakterystyczny dla zespołu pulsujący groove. Tekstowo Jagger wraca do klasycznego dla siebie motywu skomplikowanych relacji damsko-męskich, zazdrości, podejrzliwości i emocjonalnych gierek. Mick śpiewa z perspektywy kogoś, kto zmaga się z toksyczną zazdrością partnerki, ale sam również nie pozostaje bez winy. To, co natychmiast rzuca się w oczy (i uszy) po odpaleniu singla, to absolutnie potężny, młody i drapieżny głos Micka Jaggera. 82-letni wokalista śpiewa tutaj wysokim, charakterystycznym falsetem, przypominającym jego słynne partie z „Emotional Rescue” z 1980 roku. To właśnie ten element sprawił, że wielu fanów od razu zaczęło mówić o powrocie do czasów albumów takich jak „Tattoo You” czy „Black and Blue”.
W kuluarach i internecie od razu rozgorzała dyskusja: czy to zasługa genialnej formy wokalisty, czy może efekt nowoczesnej produkcji studyjnej i zastosowania współczesnych technologii? Nie ma jednak żadnych potwierdzonych informacji, aby wokal został sztucznie wygenerowany lub zastąpiony przez sztuczną inteligencję. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z prawdziwym wykonaniem Micka, wspartym współczesną produkcją i możliwościami dzisiejszego studia nagraniowego. Wideoklip do „Jealous Lover” wyreżyserowali Chris Barrett i Luke Taylor. Występują w nim aktorzy Anya Taylor-Joy oraz Charles Melton. Fabuła pokazuje historię pary uwikłanej w podejrzenia o zdradę. Bohaterka grana przez Taylor-Joy wpada w obsesję zazdrości, a konflikt przeradza się w surrealistyczną, pełną napięcia historię.
Keith Richards w jednym z ostatnich wywiadów podsumował pracę nad singlem w swoim stylu: Chcieliśmy po prostu złapać ten stary, surowy brud z garażu, ale wpuścić w niego trochę świeżego powietrza. Kiedy Andrew Watt podkręcił suwaki, od razu poczuliśmy, że to jest to.
Z kolei Mick Jagger dodał krótko: To utwór stworzony do grania na żywo. Ma w sobie ten rodzaj złości i energii, której potrzebujemy na koncertach.
Premiera całego albumu już 10 lipca – zapnijcie pasy, bo rock'n'roll wciąż ma się doskonale! Jak tylko będę go miał oczywiście napiszę o nim.Ciekaw jestem tego basu Paula no i udziału Roberts Smith w jednym z utworów. Ostatni występ The Cure na Openerze u nas w kraju pokazał, że muzyk jest w doskonałej wokalnej formie.
Listen to me
Yeah, yeah
You said you'd let me live my life
No fetters and no chains
I believed your every word
Now your tune has changed
One day after coffee
You fixed me with a stare
And said where were you on Friday night?
Tell me who was there?
Well the only problem is
Well the only problem is
You're such a part of me
Hands off jealous lover
Please let me be
And you pray like a mantis
You're emerald green
Hands off jealous lover
The joke's right on me
You're clinging like ivy
You're choking a tree
We were once so generous
Sharing secrets of the heart
Now the fruit is turning sour
Got a bad taste in my mouth
You can't control the ocean
You can't control the waves
You can't control the shadows
Flickering in my cave
'Cause there's just one thing
Well there's just one thing
They'll only be a half of me, yeah
Hands off jealous lover
Please let me be
Your eyes full of envy
And you're emerald green
Hands off jealous lover
Your words harsh and mean
You pray like a mantis
You're feeding off me
Let it go, let it go, let it go, now
Let it go, let it go, let it go, now
Come on
(Let it go, let it go, let it go)
Hand off me
(Let it go, let it go, let it go)
You got to let me go baby
Let it go, let it go, let it go
Let it go, let it go, let it go
Come on, come on baby
Hands off jealous lover
Please let me be
And you pray like a mantis
You're emerald green
Hands off jealous lover
The joke's right on me
The pearls 'round your neck
They don't make you a queen
Hands off jealous lover
Please let me be
Your eyes are so cutting
You're my own guillotine
Hands off jealous lover
Your words harsh and mean
You pray like a mantis
You're feeding off me












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz