Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

Nowa przestrzeń na YouTube, czyli jak wsiąkłem w kanał Black Pegasusa





Są takie wieczory, kiedy człowiek odpala YouTube'a tylko na chwilę, a potem nagle orientuje się, że minęła półtorej godziny. Znasz to? Mnie ostatnio wciągnęła zupełnie nowa, fascynująca przestrzeń muzycznego YouTube'a — filmy z serii First Reaction i First Hearing. To nagrania, w których ludzie, często wychowani na zupełnie innych gatunkach muzycznych, po raz pierwszy słuchają utworów, na których my wyrastaliśmy. I wiecie co? Potrafią przeżywać je tak, jakby odkrywali zupełnie nowy świat.
Największą rewelacją okazał się dla mnie kanał amerykańskiego rapera występującego pod pseudonimem Black Pegasus.  
Człowiek ten z niesamowitą szczerością, otwartością i ciekawością odkrywa muzykę, której wcześniej po prostu nie znał. Nie musi udawać eksperta od wszystkiego. Nie wstydzi się zaskoczenia ani tego, że pewnych rzeczy nie rozumie od razu. Za to ma coś, co szczególnie cenię u słuchaczy: potrafi uważnie słuchać. I właśnie to jest w jego filmach najciekawsze. Obserwujemy, jak krok po kroku otwiera się przed nim muzyczny świat, do którego wcześniej nie zaglądał. Zwraca uwagę na brzmienie instrumentów, konstrukcję utworu, harmonie wokalne, rytm, a jako zawodowy raper — również na tekst. Czasem widać, że coś zupełnie wytrąca go z równowagi. Innym razem najpierw jest niedowierzanie, potem skupienie, a na końcu autentyczny zachwyt.
  Dla kogoś, kto od lat słucha Beatlesów, Queen czy Pink Floyd, takie reakcje mają szczególną wartość. Przecież znamy te utwory, często na pamięć. Wiemy, co wydarzy się za chwilę, kiedy wejdzie kolejny instrument, zacznie się niezwykła partia wokalna albo kompozycja nagle skręci w nieoczekiwanym kierunku. A potem patrzymy na człowieka, który słyszy to wszystko po raz pierwszy, i na nowo przypominamy sobie, dlaczego sami kiedyś się tym zachwyciliśmy.

    To trochę tak, jakby ktoś pozwolił nam jeszcze raz przeżyć pierwsze spotkanie z ulubioną muzyką.Co ważne, Pegasus nie ogranicza się do klasyki rocka i popu z lat 60. czy 70. Odkrywa również współczesnych wykonawców, hard rock, country i wiele innych gatunków, często podsuwanych mu przez widzów. Dzięki temu jego kanał nie jest wyłącznie podróżą w przeszłość. To także spotkanie różnych muzycznych światów, pokoleń i gustów. Czekałem na kilka jego reakcji i ani razu się nie zawiodłem:
Przeżycie operowej części w Bohemian Rhapsody Queen – Operowa część tego utworu to dla niewtajemniczonego słuchacza prawdziwy kosmos. Zmieniają się głosy, narasta napięcie, pojawiają się kolejne wokalne warstwy, a całość wymyka się wszelkim prostym kategoriom. Widok Pegasusa, który próbuje ogarnąć to szaleństwo, łapie się za głowę i nie może uwierzyć w to, co słyszy, jest po prostu bezcenny. A my wiemy przecież, że to dopiero część tej niezwykłej muzycznej podróży.
  
 Lennonowskie Imagine
– Tutaj dzieje się coś zupełnie innego. Nie potrzeba monumentalnej produkcji ani dziesiątek instrumentów. Wystarczy fortepian, głos Johna i tekst, który skłania do refleksji nad światem, pokojem i ludzkimi podziałami. Pegasus zwraca uwagę na prostotę utworu, a jednocześnie na siłę jego przekazu. Widać, że jako raper przywiązuje ogromną wagę do słów i sposobu, w jaki artysta buduje nimi emocje. A kiedy mówi o gęsiej skórce, trudno się dziwić. Imagine jest jednym z tych utworów, które nie muszą niczego udowadniać głośnością. Ich siła tkwi w tym, co zostaje w człowieku po wysłuchaniu ostatniego dźwięku.
    Monumentalne A Day in the Life The Beatles
– To chyba jeden z najbardziej fascynujących przykładów tego, jak wiele można odkryć w pozornie dobrze znanym utworze. Najpierw mamy charakterystyczną narrację i oszczędne, niemal hipnotyczne brzmienie. Potem muzyka zaczyna narastać, orkiestra przejmuje kontrolę, a kompozycja prowadzi nas w stronę finału, którego trudno zapomnieć.
Obserwowanie reakcji Pegasusa na te orkiestrowe eksplozje, zmiany nastroju i pracę sekcji rytmicznej pokazuje, jak niezwykłą wyobraźnią dysponowali Beatlesi. To nie jest po prostu piosenka z dawnych lat. To muzyczna konstrukcja, która nawet dzisiaj potrafi zaskoczyć słuchacza, niezależnie od tego, jakiej muzyki słucha na co dzień. I chyba właśnie dlatego tak lubię patrzeć, jak ktoś odkrywa Beatlesów po raz pierwszy.

  No i absolutny smaczek: Reakcja Pegasusa na Rasputin zespołu Boney M. w kultowym nagraniu z koncertu w Sopocie to coś, co szczególnie mnie rozbawiło. Bo oto amerykański raper trafia na występ, w którym jest wszystko: energia, taniec, charakterystyczne brzmienie, sceniczna charyzma i publiczność, która doskonale wie, jak się bawić. Uśmiech sam cisnął mi się na usta, gdy obserwowałem jego szczery zachwyt i reakcje w rodzaju: „What the f... is this, bro?!”
  I pomyślałem sobie, że to jest właśnie piękne w muzyce. Utwór powstały przed laty, wykonany na scenie w Polsce, może po tylu dekadach wywołać autentyczne zdumienie u człowieka po drugiej stronie oceanu. Granice, języki i różnice pokoleniowe nagle przestają mieć znaczenie. Zostaje rytm, melodia i czysta radość słuchania. A przy okazji — dla nas, polskich widzów, jest jeszcze ta dodatkowa przyjemność: zobaczyć, jak ktoś z zupełnie innego świata odkrywa fragment naszej muzycznej historii.
 Jeśli macie ochotę zajrzeć na kanał Black Pegasusa, ale barierą jest dla Was język, mam praktyczną podpowiedź. Na komputerze w wielu filmach można skorzystać z automatycznie tłumaczonych napisów YouTube'a. Włączcie napisy, następnie kliknijcie zębatkę w odtwarzaczu i poszukajcie opcji Napisy / Przetłumacz automatycznie / Polski. Nazwy i dostępność opcji mogą się nieco różnić zależnie od filmu i wersji serwisu, a tłumaczenie nie zawsze będzie idealne, ale zwykle wystarczy, żeby zrozumieć komentarze i emocje autora. Na telefonie czy telewizorze dostępność tej funkcji może wyglądać inaczej, dlatego sam najchętniej korzystam z komputera. Naprawdę warto spróbować. W tych filmach liczą się nie tylko wypowiadane słowa, lecz także mimika, gesty, moment zaskoczenia i to szczególne milczenie, kiedy człowiek po prostu słucha.   Dlaczego tak bardzo lubię ten kanał? Jestem wielkim fanem Black Pegasusa i wspieram jego kanał z czystym sumieniem, również finansowo. Cenię go za autentyczność, ciekawość i gotowość do słuchania bez uprzedzeń. W świecie, w którym internet potrafi być pełen wyreżyserowanych emocji i reakcji obliczonych na zdobycie wyświetleń, szczególnie przyjemnie ogląda się kogoś, kto pozwala sobie na prawdziwe zdumienie. Oczywiście nie sposób wiedzieć, co dzieje się w głowie twórcy przed każdym nagraniem, ale to właśnie szczerość jego reakcji jest tym, co mnie do tych filmów przyciąga. I jest jeszcze jedna rzecz. Nie chodzi wyłącznie o to, że ktoś młodszy odkrywa muzykę, którą my znamy od lat. Chodzi o przypomnienie sobie, że dobra muzyka nie ma daty ważności. Nie należy wyłącznie do jednego pokolenia, jednego gatunku czy jednej grupy słuchaczy. Można być fanem rapu i zachwycić się Beatlesami. Można słuchać współczesnego country, a potem odkryć Pink Floyd. Można nie znać historii rocka, a mimo to rozpoznać w kilku dźwiękach coś wyjątkowego. I może właśnie dlatego te nagrania są dla mnie tak wciągające. Nie oglądam ich wyłącznie po to, żeby zobaczyć czyjąś reakcję. Oglądam je także po to, żeby na chwilę znów poczuć tę radość, którą daje odkrywanie muzyki.

   Jeśli więc tak jak ja jesteście zakręceni na punkcie muzyki wszech czasów i szukacie na YouTubie czegoś świeżego, zajrzyjcie na kanał Black Pegasusa. Wybierzcie Beatlesów, Queen, Pink Floyd albo Boney M. — i dajcie się ponieść. Tylko nie mówcie później, że Was nie ostrzegałem. Możecie włączyć jeden film na próbę, a półtorej godziny później wciąż siedzieć przed ekranem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz