Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

The Rolling Stones '2026 - Magia trwa nadal!

 

 

 

 

Magia trwa. Użyłem już tego zwrotu przy anonsowaniu nowych wydawnictw Paula McCartney'a i Ringo Starra (tutaj), trudno nie użyć go ponownie.  Dla wiernego fana The Beatles to zupełnie naturalne, że na blogu poświęconym Wielkiej Czwórce z Liverpoolu pojawia się wzmianka dzisiaj ta o Stonesach. Historia The Beatles i The Rolling Stones (czytaj to) to przecież jedna z najpiękniejszych opowieści w dziejach muzyki popularnej, o obu zespołach, w kontekście powiązań ze sobą znajdziecie dużo na blogu. W jednym z ostatnich wywiadów spytano Micka o relacje jego zespołu z The Beatles w latach osiemdziesiątych. Żartobliwie dodał, że pewna rywalizacja była, ale bardziej PR-owa i członkowie obu zespołów się przyjaźnili.
 Dwie grupy, które w latach 60. przedstawiano jako konkurentów, w rzeczywistości były częścią tej samej muzycznej rewolucji. Te dwa zespoły od lat 60 szły ramię w ramię – dla opinii publicznej rzekomo rywalizując i dzieląc fanów ("jesteś za Beatlesami czy za Stonesami?") -gdy w rzeczywistości wymieniając się pomysłami, podkręcając nawzajem do pracy, a nawet śpiewając u siebie w chórkach. 
   Gdy o tym myślę, to zawsze przychodzi mi na myśl obrazowy zwrot "lost between The Beatles and The Stones" użyty przez Tears For Fears w pięknym utworze "Master Plan" stosunkowo niedawno bo w 2022. 
   Po latach to właśnie Mick Jagger wprowadzał The Beatles do Rock and Roll Hall of Fame w 1988 roku, o czym zresztą możecie przeczytać w moim wcześniejszym wpisie (tutaj - "Lubię myśleć, że wtedy jak i dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi"). 
Dziś jednak oczy całego muzycznego świata, w tym fanów Beatlesów, zwracają się na obóz The Rolling Stones, ponieważ już za chwilę, 10 lipca, światło dzienne ujrzy ich najnowszy, wyczekiwany album studyjny, na którym podobnie jak na poprzednim, "Hackney Diamonds" (2023)  w jednym utworze ("Bite My Head Off") - clip na gitarze basowej zagrał sam Sir Paul, na nowym w "Covered In You". I właśnie ten fakt, kilka lat temu i teraz, że świat otrzymał na dwóch nagraniach Wielkich Mistrzów współczesnej muzyki, bez względu na gatunek. Sir Paul i Sir Mick razem. W 2003 roku, gdy Mick dostał tytuł szlachecki, Keith publicznie z tego kpił i wyśmiewał pomysł, że dostałby taki tytuł. Do dziś nie został uhonorowany w ten sposób, więc nie nosi przedrostka Sir.


Współpraca gigantów muzyki zrobiła wrażenie nawet wszystkich. 
MICK JAGGER: Gdy Paul wszedł do studia, od razu poczuliśmy tę niesamowitą, dawną chemię. Przypomniały mi się lata sześćdziesiąte, kiedy podrzucaliśmy sobie nawzajem pomysły. Paul przyniósł ze sobą ten swój niesamowity, melodyjny i pulsujący bas, który od razu pchnął utwór w zupełnie nową stronę. On nie gra jak zwykły basista sesyjny – gra jak kumpel z zespołu, z ogromnym wyczuciem i rock'n'rollowym pazurem. Cudownie było mieć go na pokładzie "Foreign Tongues"... Zagrał w punkowej piosence, a bas był bardziej funkowy. To naprawdę świetne, bo nigdy wcześniej nie graliśmy z nim razem… Jest bardzo szybki, bardzo szybko się uczy.
PAUL: Zostaliśmy zaproszeni z Ringo do studia przez chłopaków. Pomyślałem sobie: ’Czemu nie? Znamy się przecież od stu lat, a wciąż możemy wspólnie zrobić trochę rock'n'rollowego hałasu’. Keith podkręcił wzmacniacze, Mick jak zwykle biegał po całym studiu, a ja po prostu chwyciłem za bas i poczułem się, jakbyśmy znowu mieli po dwadzieścia lat i grali w jakimś małym londyńskim klubie. To była czysta, nieskrępowana frajda. Cieszę się, że po tylu dekadach wciąż potrafimy się tak bawić muzyką...
KEITH RICHARDS: Ludzie zawsze myśleli, że między nami a Beatlesami była jakaś śmiertelna wojna, a my po prostu nagrywaliśmy w tym samym czasie. Macca to potęga. Kiedy chwycił za instrument i stanął obok mnie i Ronniego, wszystko po prostu wskoczyło na swoje miejsce. Żadnego zadęcia, po prostu czysty, surowy rock'n'roll. Facet ma w sobie więcej energii niż połowa dzisiejszych młodych kapel. To był zaszczyt znowu z nim pohałasować. 
RONNIE WOOD: Myślę, że Paul naprawdę chciał w to wskoczyć. Nie było w tym nic onieśmielającego. Chciał grać z zespołem. 
 
 

Innym razem PAUL wspomina: To było super uczucie: po prostu pojawić się w studiu z basem i zapytać: ‘Dobra, gdzie mnie chcecie?’ Zaczynasz grać, oni pokazują ci utwór, a w mojej głowie pojawia się myśl: ‘Gram ze Stonesami!’ Mógłbym być cyniczny, machnąć ręką i powiedzieć: ‘Dobra, wielkie mi co’. Ale u mnie to zadziałało w drugą stronę. Siedziałem tam i myślałem: ‘Wow, tam stoi Mick! Ooo, a tam Keith! O rany, to Ronnie!’ To było ekscytujące. Było naprawdę super. Najlepsze było to, że jedyne, co musiałem zrobić, to zagrać na basie i nie walnąć żadnego byka. 

 

  

Pierwszym zwiastunem albumu „Foreign Tongues” był singiel „In The Stars”, a wydany kilka tygodni później „Jealous Lover” stał się drugą zapowiedzią płyty. Oba utwory pokazały, że The Rolling Stones po sukcesie „Hackney Diamonds” nie zamierzają jedynie odwoływać się do własnej legendy, ale nadal poszukują świeżego brzmienia, zachowując jednocześnie charakterystyczny styl zespołu.
  Co ciekawe, „In The Stars” wyróżnia się na tle większości klasycznych kompozycji Stonesów tym, że nie został podpisany tradycyjnym duetem Jagger–Richards. Utwór przypisywany jest samemu Mickowi Jaggerowi, co czyni go interesującym przypadkiem w historii zespołu, którego największe przeboje przez dekady powstawały dzięki wspólnej pracy dwóch głównych twórców – Micka i Keitha.
 


   
Muzycznie „In The Stars” reprezentuje bardziej klasyczne oblicze The Rolling Stones. To oparta na gitarowym brzmieniu rockowa kompozycja, w której słychać ducha zespołu z przełomu lat 70. i 80. Mocny rytm, charakterystyczna energia oraz wokal Micka Jaggera sprawiają, że utwór brzmi jak naturalna kontynuacja wielkiej historii Stonesów, a jednocześnie nie jest jedynie powtórzeniem dawnych pomysłów. Sam tytuł – „In The Stars” – przywołuje skojarzenia z przeznaczeniem, przyszłością i tym, co zapisane gdzieś poza nami. To wyjątkowo symboliczny wybór dla zespołu, który po ponad sześćdziesięciu latach kariery nadal pozostaje aktywnym uczestnikiem muzycznego świata.  
Do utworu powstał również nowoczesny teledysk wykorzystujący możliwości sztucznej inteligencji. Twórcy połączyli współczesny wizerunek muzyków z cyfrowymi efektami, tworząc symboliczne spotkanie różnych epok historii Stonesów – młodych buntowników z lat 60-tcyh i legend rocka XXI wieku.   „In The Stars” rozpoczął więc drogę do albumu „Foreign Tongues”, a wydany teraz „Jealous Lover” pokazał kolejne oblicze nowego materiału – bardziej soulowe, funkowe i jak wskazują krytycy nawiązujące do eksperymentów Stonesów z początku lat 80. 
 

 

Album: Foreign Tongues – premiera 10 lipca 2026
Strona A: Jealous Lover (Jagger & Richards)
Strona B: Divine Intervention (Jagger & Richards)
Kompozycja: Mick Jagger / Keith Richards
Nagranie: przełom 2023 / 2024 (m.in. Henson Recording Studios, Los Angeles / Sanctuary Studios, Bahamy)
Producent: Andrew Watt
Miks: Serban Ghenea
Wydane: czerwiec 2026 (singiel cyfrowy / streaming)
Długość: 3:44
 Obsada:
MICK JAGGER – śpiew główny
KEITH RICHARDS – gitara
RONNIE WOOD – gitara
 
DARRYL JONES – gitara basowa
STEVE JORDAN – perkusja, instrumenty perkusyjne
STEVE WINWOOD – Rhodes, organy
ANDREW WATT – gitara, gitara akustyczna, syntezatory, fortepian
MATT CLIFFORD – syntezatory

Utwór łączy klasyczny, surowy, stonesowski rock'n'roll z elementami soulu, R&B i funku, tworząc charakterystyczny dla zespołu pulsujący groove. Tekstowo Jagger wraca do klasycznego dla siebie motywu skomplikowanych relacji damsko-męskich, zazdrości, podejrzliwości i emocjonalnych gierek. Mick śpiewa z perspektywy kogoś, kto zmaga się z toksyczną zazdrością partnerki, ale sam również nie pozostaje bez winy. 
To, co natychmiast rzuca się w oczy (i uszy) po odpaleniu singla, to absolutnie potężny, młody i drapieżny głos Micka Jaggera. 82-letni wokalista śpiewa tutaj wysokim, charakterystycznym falsetem, przypominającym jego słynne partie z „Emotional Rescue” z 1980 roku. To właśnie ten element sprawił, że wielu fanów od razu zaczęło mówić o powrocie do czasów albumów takich jak „Tattoo You” czy „Black and Blue”.
 
 
 
 
 
 
 
Więcej czytaj na blogu o The Beatles: tutaj 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz