Wyszukiwanie : .Szukaj w blogu.

2. Szukaj w blogu - zbiórczo

Nie żyje Christine McVie (Fleetwood Mac)

 


Paskudny post. Odeszła wczoraj, 30 listopada 2022.  W wieku 79 lat. Była Angielką,  jej kariera to przede wszystkim członkostwo, ważne, bo jako współtwórczyni wielu hitów, w  legendarnej kapeli Fleetwood Mac. W okresie największej sławy tego zespołu, już w epoce bez Petera Greena, tj. w czasie wydania jednego z najpopularniejszych albumów wszech-czasów, "Rumours"(mój nr 64), w kapeli były dwa małżeństwa, Christine z basistą Johnem McVie, oraz Stevie Nicks z Lindsay'em Buckinghamem. Oba rozpadły się, jak rozpadał się wielokrotnie zespół, reaktywowany z zawsze w składzie Christine. Magazyn Rolling Stone nazwał ją "sercem zespołu". W swoim ostatnim składzie nie było już Lindsay'a Buckinghama i muzyk ten, twórca większości przebojów zespołu, często wspólnie z obu paniami sądził się ze swoją kapelą. "Don't Stop", jeden z największych przebojów kapeli to dzieło tej pary. 


Christine źle się czuła w tym konflikcie, głównie pomiędzy dawnym małżeństwem. Była blisko z Lindsay'em z którym nagrała w 2017 album  zatytułowany tylko ich nazwiskami. Stevie Nickz zagroziła, że albo ona odejdzie albo Lindsay. Jej ex-mąż skomentował to tak: Zagroziła im swoim odejściem... to tak jakby Mick Jagger powiedział, że albo on albo Keith Richards odejdzie ze Stonesów. Christine czuła się wtedy paskudnie, ale prywatnych kontaktów z Lindsay'em nie zerwała. Napisała do niego, że żałuje tego, że nie wstawiła się za nim, ale jej sprawy materialne wymagały...  W 2017 roku w czasie nagrywania albumu z Lindsay'em wspominała: Myślę, że w ciągu mojego życia dość dokładnie podążałam za moim własnym drogowskazem.… Szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym dawała sobie jakieś rady. Myślę, że po prostu radziłem sobie z tym, co robiłem i bardzo mi się to podobało. Oczywiście moje najlepsze piękne dni to czasy, gdy byliśmy wersją Buckingham-Nicks Fleetwood Mac. To było dla mnie najlepsze dni.    


Lindsay Buckingham: Christine nie tylko była dla mnie magiczną częścią Fleetwood Mac, była dla mnie muzyczną towarzyszką, przyjaciółką, bratnią duszą, siostrą. Przez ponad cztery dekady pomagaliśmy sobie nawzajem w tworzeniu pięknego dorobku i trwałego dziedzictwa, które nadal odbija się wokół nas echem. Czuję się bardzo szczęśliwy, że ją poznałem. Chociaż będzie mi jej bardzo brakować, jej duch będzie żył właśnie dzięki temu dorobkowi i dziedzictwu.

Najsłynniejszy skład Fleetwood Mac: Mick, Stevie, Lindsay, John McVie i Christine

 Burzliwą i fascynującą historię Fleetwood Mac zostawiam na inny, teraz wiem, że nieodległy post.

 

Everywhere

 

Nie ukrywam, że wiadomość ta ogromnie mnie  zmartwiła. Fleetwood Mac w moim muzycznym życiu uczestniczyli cały czas, od 1975 roku, od słynnych "Plotek", albumu tak różnorodnego jakich mało. Może tylko The Beatles mieli aż tak zróżnicowany potencjał twórczy. We Fleetwood komponowała i śpiewała trójka muzyków, Christine, Stevie i Lindsay. Tworzyli samodzielne utwory, także wspólnie. Posłuchajcie  dzisiaj albumu "Rumours" (może również "Mirage") w hołdzie zmarłej artystce i podziwiajcie jego różnorodność, w której spory udział miała Christine. Pamiętam także dokładnie swoją fascynację przepiękną balladą Christine z albumu "Mirage", "Wishing You Were Here". Przypuszczalnie miałem wtedy jakieś perypetie sercowe i ta ballada bardzo mi długo towarzyszyła. Ze względu na jej tekst mogę sobie tylko wyobrazić jak często teraz wspominają ten utwór członkowie zespołu i wszyscy jej przyjaciele. Christine miała niesamowicie ciepły, delikatny, aksamitny głos. Nie pamiętam żadnego utworu, w którym śpiewała by spróbowała śpiewać inaczej, agresywniej, ale nie uważam tego za wadę. Ponieważ wspomniałem o The Beatles to jeszcze jedna mała uwaga. Fleetwood Mac założył bluesowy gitarzysta angielski Peter Green. W 1969 roku zespół miał wielki przebój, gitarowy blues "Albatros", którego klimat, brzmienie, dźwięki gitar tak bardzo spodobały się Beatlesom, że zainspirował ich przy pracy nad albumem "Abbey Road", konkretnie  przy numerze "Sun King". 


Wishing You Were Here
 

CHRISTINE: Moi rodzice kupili mi ten album ["With The Beatles"] na Boże Narodzenie i to było podczas Beatlemanii. Byłam jednym z Beatlemaniaków. Musiałem mieć około 19-20 lat; och, odtwarzałem tę płytę, aż nic z niej nie zostało. Najbardziej podobała mi się piosenka "Roll Over Beethoven". Chodziło o melodie, piosenki, harmonie. Głosy były tak szczere i krystalicznie czyste. Myślę, że wykorzystanie przez nich przestrzeni było bardzo ważne.

Boję się nadchodzących lat, kiedy moi idole, bohaterowie będą odchodzić. Pewnym pocieszeniem przy tej wiadomości jest to, że jak poinformowała rodzina zmarłej, jej choroba była krótka a śmierć bardzo łagodna. RIP Christine.W poście przepiękne przeboje z Christine w roli głównej (z Fleetwood Mac i solo).
 
 
 Zespół Fleetwood Mac po wiadomości o śmierci Christine umieścił w sieci oświadczenie: Nie ma słów, aby opisać nasz smutek z powodu odejścia Christine McVie. Była naprawdę jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa i utalentowana ponad miarę. Była najlepszym muzykiem, jakiego można mieć w swoim zespole i najlepszą przyjaciółką, jaką można mieć w życiu. Mieliśmy szczęście, że mogliśmy ją spotkać w naszym życiu. Osobno i razem głęboko kochaliśmy Christine i jesteśmy wdzięczni jej za niesamowite związane z nią wspomnienia, które mamy. Będzie jej bardzo brakowało.
  


Only Over You

 
Perkusista Mick Fleetwood nawiązując do piosenki "Songbird" napisał: To dzień, w którym moja droga ukochana przyjaciółka Christine McVie, odleciała… i zostawiła nas, przyziemnych ludzi, abyśmy z zapartym tchem słuchali dźwięków tego 'śpiewającego ptaka'… przypominając wszystkim, że miłość jest wszędzie wokół nas, abyśmy sięgali i dotykali tego cennego życia, które jest nam dane. Część mojego serca odleciała dzisiaj. Będzie mi brakować wszystkiego, co dotyczy ciebie, Christine McVie. Wspomnień jest mnóstwo… lecą do mnie. 
Wspomniana przez Micka "SongBird" to ulubiona piosenka Christine, często wykonywana przez zespół na zakończenie koncertów.



 SongBird

Everywhere
  
Don't Stop


Stevie Nicks:
Kilka godzin temu dowiedziałam się, że zmarł mój największy na świecie przyjaciel, od pierwszego dnia 1975 roku. Nawet nie wiedziałam, że jest chora... aż do soboty wieczorem. Chciałam się dostać do niej w Londynie, chciałam tam być, ale kazano nam czekać. Tak więc od soboty w mojej głowie wiruje jedna piosenka w kółko, w kółko. Pomyślałem, że być może uda mi się jej to zaśpiewać, więc teraz jej to śpiewam. Zawsze wiedziałam, że pewnego dnia będę potrzebował tych słów [napisane przez trzy siostry z zespołu Haim].  To wszystko, co mogę teraz zrobić. Alleluja... I had a best friend / But she has come to pass / One I wish I could see now / You always remind me / That memories will last / These arms reach out / You were there to protect me / Like a shield / Long hair running with me / Through the field / Everywhere / You’ve been with me all along / Why me? / How’d I get this hallelujah / Why me? / How’d I get this hallelujah / Why me? / How’d I get this hallelujah.  Do zobaczenia po drugiej stronie, kochanie. Nie zapomnij o mnie. Zawsze, Stevie. 


 Wspomniane trio sióstr Haim skomentowało to wydarzenie:  Piszemy to ze łzami w oczach i na twarzach. Siostrzeństwo Stevie i Christine było dla nas bardzo ważne, gdy dorastaliśmy. Widok dwóch silnych kobiet wspierających się nawzajem w naszym ulubionym zespole miał na nas ogromny wpływ przez całe nasze życie żyje. Od grania „say that you love me” w Rockinhaim od 1999 roku do oglądania Christine śpiewającej „over my head” na żywo w 2015 roku, była nieustanną inspiracją. RIP piękny śpiewający ptaku [songbird] ❤️❤️❤️”



Over My Head

As Long As You Follow
 

Hold Me
 
 Got A Hold On Me (solowy przebój)
 
 

Little Eyes 


Love Will Show Us How (solowy przebój)

 
 

In My World  i Feel About You (duet Christine i Lindsay'a)

Na tą chwilę nie znalazłem w sieci reakcji Buckinghama na śmierć przyjaciółki.


Songs 4 2day and week. I nie tylko! Machine Gun Kelly

 

Kilka piosenek na dzisiaj a może i na dłużej. Odpowiadam na pytanie z kilku maili, czy słucham nowych wykonawców jak MGK czy siedzę tylko w dinozaurach rocka i popu. Nie wiem czy Beatlesów można nazwać dinozaurami, w każdym razie słucham dużo nowej muzy, lubię takie zespoły jak Panic at the Disco, Cage The Elephant, ba! nawet kilka piosenek Weekndu mi się podoba. Machine Gun Kelly? Absolutnie tak. Lubiłem kiedyś i wciąż lubię punkowy Blink 182, w którym na perkusji gra Travis Baker, ten wytatuowany z clipów Kelly'ego. Na marginesie, Blink82 reaktywowali się. Tommy Delonge porzucił projekt Angels and Airwaves, których wyrafinowaną muzykę stricte rockową bardzo lubiłem i wrócił na łono Blinku, który znowu gra w tym samym składzie, on, Travis i Mark Hoppus, choć chyba został jeszcze Matt Skiba, który wcześniej zastąpił Tona, lidera, gitarzystę i wokalistę. Ale wracamy do niesamowitego MGK, muzyka, którego od kilku miesięcy szalenie lubię.
 

 

 

MGK to naprawdę Colson Baker, te same nazwisko, ale nie są z perkusistą Blink182 braćmi. Mam dwa ostatnie albumy tego muzyka, o którym miłe słowa wypowiedział sam Dave Grohl, a to coś znaczy, prawda?  Muza MGK to interesujący miks punka, mocniejszego rocka i ... hip hopu, bo muzyk także dużo rapuje. Plus oczywiście nowoczesny miks,  produkcja. To muzyka skierowana do młodych. Zdolny facet, specyficzny śpiew, niezła melodyka, ciekawe rozwiązania aranżacyjne, bardzo, bardzo energetyczna muza. Nic dziwnego, że zawrócił głowę Megan Fox, racja? A, jeszcze aktor. Zagrał Tommy'ego Lee, perkusistę Mötley Crüe w filmowej biografii tego szalonego zespołu. Lee to facet Pameli Anderson, jeśli nie kojarzycie. Poniżej cztery znakomite numery, ale polecam także całe jego albumy. Nowoczesna,współczesna podkreślam, amerykańska muzyka rockowa. Dla MTV 21 wieku. Wielkiej teraz za oceanem Gwiazdy. Warto zwrócić w muzyce MGK na Travisa, który nie pozwala się zepchnąć w nagraniach tylko do wystukiwania rytmu. Gra na bębnach wypełnia bardzo intensywnie każde nagranie Kelly'ego.


 


Kończąc przypomnę motto mego muzycznego świata: nie dzielę muzykę na starą i nową, taką czy inną tylko na dobrą i złą. Oczywiście nie biorę pod uwagi disco-polo. :)

 


6 Of The Best Guitar Moments On Machine Gun Kelly's Tickets To My Downfall  - THP

 Machine Gun Kelly Drummer in the Hospital After Getting Mugged

 Kelly w studiu na żywo, znakomity!


 

 

Era Gigantów przemija? Nole Djokovic. Mistrz tenisa, może największy?

 

 

Kiedyś, gdy zapytano Johna McEnroe czy Roger Federer jest największym tenisistą wszech-czasów, genialny kiedyś amerykański tenisista odparł, że być może Szwajcar gra najładniej technicznie, widowiskowo, ale nie może być najlepszym, gdyż ma ujemny stosunek wzajemnych spotkań z dwoma, wciąż grającymi zawodnikami. McEnroe miał na myśli Novaka Djokovica i Rafaela Nadala. Z pierwszym Roger ma bilans spotkań 23:27, z Rafą 16:24. I te statystyki się już, jak wiemy, nie zmienią. Mistrz pożegnał się z występami. Nole z Rafą prowadzi tylko jednym meczem, 30:29,  i tutaj tak, ten wynik może się zmienić. Przypuszczalnie na korzyść Rafy tylko za sprawą turniejów na ziemi, choć trudno powiedzieć. Wszystko zależy od jego zdrowia, a występy Rafy w pożegnalnym dla sezonu 2022 turnieju Finals rozczarowały. 
Warto tutaj zaznaczyć, w przeciwieństwie do Federera oraz Djokovica Nadal w swojej bogatej kolekcji nagród nie ma żadnej za zwycięstwo w zamykającym każdy rok turnieju Master Finals. Bardzo prestiżowy tytuł i wyjątkowo hojnie nagradzany. Za zwycięstwo w nim Nole otrzymał  teraz rekordową sumę, ponad 4 mln dolarów, kwotę przekraczającą znacznie wygraną w jakimkolwiek Turnieju Wielkiego Szlema. 


  Tegoroczny turniej Mistrzów, czyli najlepszych w ciągu tego samego roku ośmiu najlepszych graczy bezdyskusyjnie wygrał Serb i to w sposób bardzo widowiskowy, deklasując w finale Norwega Caspera Ruuda, przecież aktualnego nr 3 na świecie. Wspomniany Rafa odpadł dużo wcześniej, wygrywając tylko jeden mecz i to z Ruudem, który awans do następnej rundy miał zapewniony, więc z pewnością do meczu ze swoim starszym idolem i właścicielem akademii tenisa na Majorce, gdzie trenował od młodu Norweg specjalnie się nie musiał przyłożyć, zaś Carlos Alcaraz, nr 1 odpuścił turniej z powodu kontuzji. Czy jego obecność mogłaby zaszkodzić Djokovicowi ? Nie sądzę. Od kilka lat Serb jest najlepszym tenisistą na świecie, choć niektóre turnieje wielkoszlemowe czy Olimpiadę wygrywają inni. W chwili obecnej Nole ma o 1 tytuł mniej niż Rafa, 21, o jeden wygrywa z Rogerem. Warto pamiętać, że przez fobie "szczepionkowe" Serba nie grał on w czterech turniejach Wielkiego Szlema, i to wtedy, gdzie wszędzie był murowanym faworytem. Aktualnie jest dopiero numerem 5, choć moim zdaniem wciąż powinien być numerem 1. Nie zaliczono mu w tym roku punktów za wygranie Wimbledonu, tj. 2000 pktów, dzięki którym zrównałby się z Alcarazem. 

 

Kończąc ten post z wahaniem pytam się sam siebie, czy przypadkiem Novak Djokovic nie jest najlepszym tenisistą wszech-czasów. Niebawem pobije wszystkie rekordy i pod tym kątem ten tytuł będzie poza dyskusją. Nie pobije niestety ani Rogera ani Rafy pod kątem popularności. Nie tylko ze względu na swój tenis, dość monotonny, niespecjalnie widowiskowy. Tak samo dość nudny tenis gra Hiszpan, ale nadrabia on na korcie swoją niesamowitą charyzmą, walecznością (Serbowi jej także nie brakuje, może nawet przegania wszystkich pod tym kątem). Poza klasyfikacją pod kątem elegancji na korcie, piękna, techniki jest oczywiście szwajcarski Mistrz z Bazylei, jednak bezpośrednia rywalizacja ze swoimi dwoma największymi rywalami jest dla niego niekorzystna. Serb jest miłym, sympatycznym facetem na korcie, sporo w swoim zachowaniu na korcie zmienił, niemniej styl jego gry, wygląd, osobowość oraz pochodzenie nie sprawią nigdy by osiągnął status  dwóch rywali - megagwiazd  sportu. Tenis jest dużo mniej popularną dyscypliną na świecie niż piłka nożna. Ronaldo, Messiego znają wszyscy, nie tylko fani dyscypliny. Wydaje mi się, że tak samo jest z Nadalem i Federerem. Na tą czwórkę sportowców można spoglądać jak na gwiazdy rocka, przychodzi się specjalnie dla nich, nie zmienia tego odejście Rogera, zła passa Ronaldo, czy średnia gra w PSG Messiego.
   Kiedyś nie przepadałem z tym sportowcem, zmieniło to się od dawna. Gdy będzie grał z Rafą, będę rzecz jasna za Hiszpanem, w każdym innym meczu kibicuję jemu. Gigant sportu. Gdyby był Anglosasem, pewnie byłby Bekchamem tenisa. Reprezentując małą Serbię, kraj wciąż pamiętany, za co jest pamiętany będzie się na drabince popularności wspinał i wspinał, ale miejsce tam, gdzie od lat siedzą Roger i Rafa, jest dla niego niestety niedostępne. 

 Ponad 8-10 lat temu epokę tenisa XXI wieku nazywano okresem Wielkiej Czwórki. Tylko jeden z graczy: Roger, Rafa, Nole oraz Szkot Andy Murray wygrywali największe turnieje, czyli większe szlemy. Andy odstawał dorobkiem od pozostałej trójki, teraz  kontuzje całkowicie go odsunęły od czołówki tenisa, choć wciąż gra. Rywalizacja Rogera z Nnadalem nazywana jest najwspanialszą w tej dyscyplinie, porównywaną czasem do tej Johna McEnroe ze Szwedem Bjoernem Borgiem czy nawet Pete Samprasa i Andre Agasiego. Jest jednak najbardziej medialna. Finał Wimbledonu między Szwajcarem i Hiszpanem w 2008 nazywany jest najpiękniejszym meczem tenisowym w historii. Mówi się, co Djokovic także podkreśla, że nikt nie zrobił dla popularyzacji tenisa na świecie co ta dwójka. 


 

Ale trzeba też być szczerym, że w erze tych dwóch graczy pojawił się Serb sporo mieszając, ich często detronizując. Jego mecze z Wielką Dwójką również nazywa się dzisiaj klasykami.  Nie ma w tenisie tylu graczy, którzy zagrali by ze sobą taką ilość meczy. Tak więc ta Era Gigantów z tytułu mego postu to oczywiście era trzech graczy, nie dwóch. Jeden już odszedł na sportową emeryturę, drugi gra jeszcze, walcząc także ze swoim zdrowiem, trzeci w niedzielę wygrał wielki turniej, ale niestety wiemy wszyscy, że powoli era tych gigantów odchodzi w przeszłość i trudno mi sobie wyobrazić by pojawiła się inna trójka graczy tak uzdolnionych, tak popularnych, charyzmatycznych, tak Wielkich. Dzisiaj takich nie widzę w tej grupie. Alcaraz, Ruud, Tsitsipas, Fritz ? Zdecydowanie nie, choć ten pierwszy już w wieku 19 lat jest wielkim graczem. Zobaczymy. Najważniejsze, że mamy numer 1 w kobiecym tenisie i to chyba na lata.

Aktualny ranking ATP na koniec '2022 to:
1. Carlos Alcaraz
2. Rafael Nadal
3. Casper Ruud
4. Stefanos Tsitsipas
5. Novak Djokovic
6. Felix Auger-Aliassime
7. Daniil Medvedev
8. Andrey Rublev
9. Taylor Fritz
10. Hubert Hurkacz 
 




Anthony Hopkins i Brad Pitt - rozmowa


 

 
W moim małym prywatnym topie (no, przecież to taki blog, przeczytajcie jego nazwę) z muzyki   to najlepsze zespoły oczywiście The Beatles, tuż za nim Pink Floyd, ze sportowców to oczywiście Roger Federer, za nim też tenisista Rafael nadal, z beletrystyki chyba Lee  Child i jego seria z Reacherem (beletrystyka łatwiejsza), aktorzy to Brad Pitt i tuż za nim kilku na podobnych pozycjach, de Niro, Travolta, Pacino. Pitta lubię, nie za urodę, choć to rzeczywiście super atrakcyjny facet, do dzisiaj, odkąd skończył 18. Lubię większość jego filmów, co już samo w sobie mnie zastanawia, bo np. nie wszystkie filmy z wymienionymi wyżej. Swego czasu świat ogarnęła mania na punkcie Brangeliny, tak nazywano parę aktora z Angeliną Jolie. Chcąc nie chcąc śledziłem także ich losy a czytając kilka ostatnich wywiadów z aktorem (z ostatnich kilku lat) zwyczajnie mu współczuję rozpadu rodziny, ciesząc się z jego sukcesów na polu zawodowym. Podziwiając go także nie tylko za dobór ról, świetnie prowadzoną firmę producencką Plan B (Oskary), ale za niezwykle mądre wywiady, szczególnie te dla magazynu GQ Style, gdzie bardzo się otworzył. 
Pewnie wrócę tu do nich, ale póki co, dzisiaj inny. Już kiedyś miałem opublikować ten post lecz dość długo się zabierałem za jego opracowanie, ale dzisiaj oto on. Jest gotowy, z pewnymi wtrętami. Pretekstem do jego stworzenia był znaleziony w sieci bardzo interesując, mądry, refleksyjny i trudny artykuł -  rozmowa ze sobą dwójki wspaniałych aktorów,  zaakcentowanego już wcześniej mojego ulubieńca Brada i Anthony'ego (zamieszczony w  "Interview Magazine"). Głównym tematem ich rozmowy jest Hopkins, to jemu jest poświęcona ta rozmowa, wydawnictwo dobór tematów pozostawiło Bradowi. I rozmawiają i to jak. Uprzejmie, interesująco, inspirująco.  Na wiele tematów.
Zdarzenie to miało miejsce w 2019 roku a obaj panowie dobrze się już znali, lubili, co pewnie było ważne dla wydawców, gdyż para ta zagrała ze sobą w dwóch wspaniałych filmach, "Legend Of The Fall" z 1994 (Wichry namiętności - u nas nigdy nie można przetłumaczyć dokładnie angielskiego tytułu i tak zostawić jak chcieli twórcy) oraz "Joe Black" z 1998. 
Jak się zorientujecie z dalszej części postu obaj gwiazdorzy się lubią, czy przyjaźnią nie wiemy, choć z pewnością jest to jest przyjaźń to oparta na wzajemnym szacunku i bardziej na relacji Mistrz-uczeń, nie taka jaką Brad ma z George'm Clooney'em (obaj uwielbiają robić sobie psikusy i dowcipy). Podkreślę fakt, że wywiad ten skupia się przede wszystkim na Hopkinsie, na jego opiniach, odczuciach, nie znajdziemy tutaj zbyt wiele o życiu prywatnym Pitta, tego będzie dużo w wywiadach dla GQ (jego rozwód, alkoholizm etc). 
Obejrzałem jakiś czas temu wznowienie tego drugiego filmu na którymś z kanałów tv, co zaowocowało obejrzeniem na drugi dzień wywiadu Brada u Ophrah Winfrey umieszczonego na Youtube. Wywiad oczywiście był z okazji promocji wtedy nowego filmu Brada i prowadząca show zapowiedziała, że wywiad z aktorem jest pierwszym, długim jakiego kiedykolwiek udzielił, no i oznajmiła, że aktor był na topie życzeń widzów w całych Stanach w jej show. No tak, Brad trzy lata wcześniej został uznany w magazynie "People"za najbardziej seksownego mężczyznę na planecie. Tytuł ten zdobył drugi raz w 1995. Gwiazda "Milczenia owiec", sir Anthony niestety nigdy nie otarł się o ten tytuł. 
Brad wypada w wywiadzie znakomicie, warto go zobaczyć i fascynację, podziw jaki wzbudza wśród widzów płci żeńskiej na widowni. W trakcie show Brad komplementuje Anthony'ego, mówiąc, że obok Brando [Marlona Brando], Oliviera [Laurence Olivier, angielski, wybitny aktor] Hopkins jest jednym z najwybitniejszych aktorów jakich zna świat i jest jego zdaniem niesamowity. No i wtedy aktorowi pokazane są dwa clipy, w których z ekranu  kierują
do niego słowa dwójka jego partnerów z "Joe Black", Anthony oraz piękna Claire Forlani. Zamieszczam też jej wypowiedź. Dużo one mówią o osobowości Pitta. Chciałbym, by ktoś tak o mnie powiedział, zwłaszcza bajeczna w "Joe Black" Angielka. Cały wywiad możecie obejrzeć pod linkiem:  tutaj.
 Anthony Hopkins: Cześć Ophrah! Cześć Brad! Chcę powiedzieć kilka rzeczy o Bradzie. Napisałem do Ciebie o liście fana po "Legend Of The Fall" i napisałem Ci jeszcze jeden o Twoich kreacjach w "Seven| oraz w "12 Monkeys". Jestem tutaj by powiedzieć, że podziwiam Ciebie. Jesteś wspaniałym aktorem, jednym z najmilszych facetów, z którymi pracowałem.  Bardzo cichym - takim jak ja. Mamy kilka wspólnych żarcików. Zmuszasz mnie zawsze do śmiechu. Świetnie się razem bawiliśmy. Praca z Tobą była dla mnie wielkim przywilejem. Gratuluję Ci wspaniałej roli w tym filmie. Do zobaczenia. (Hopkins podnosi na pożegnanie kciuk do góry].
 
Claire Forlani: Cześć Brad. Twoje wsparcie, życzliwość i talent były dla mnie absolutnym darem.  To coś co jest mi wciąż bardzo, bardzo drogie memu sercu. Jesteś obrazem tego wszystkiego co zdobyłeś, dokąd zmierzasz i kim jesteś. Jesteś  prawdziwym wzorem do naśladowania i naprawdę się cieszę, że mogłam to z bliska zaobserwować [Forlani przesyła ustami pocałunek i macha dłonią na pożegnanie]
 W innym wywiadzie, świeżym, z 2022 Anthony Hopkins pytany o pracę z Bradem w filmie "Joe Black" mówi: Oh, ten film zajmuje szczególne miejsce w sercach kilku moich współpracowników. Pracowałem w nim z Bradem kilka lat wcześniej przy "Legend Of The Fall". To taki uroczy człowiek, bardzo łatwo się z nim pracuje, prawdziwy perfekcjonista.


Sir Anthony ze słynnym małżeństwem

Po tym wprowadzeniu już tekst. Rozmowa dwóch gwiazd miała miejsce w grudniu 2019  w hotelu w Beverly Hills. Walijski aktor z angielskim tytułem lorda [Aktor otrzymał z rąd Królowej Elżbiety II tytuł szlachecki 31 grudnia 1992] Sir Anthony ostatnio skończył swój film "The Two Popes"  (Dwóch papieży), w którym wcielił się w rolę Benedykta XVI. Partnerował mu Jonathan Pryce jako Papież Franciszek.  Ten głęboki, filozficzny, refleksyjny film z pewnością miał wpływ na tematykę rozmowy obu aktorów.  Wywiad zatytułowany był: Anthony Hopkins i Brad Pitt rozmawiają o filmach, śmiertelności i błędach.
 Po wcześniejszym "lekkim" charakterze tekstu tutaj w niektórych miejscach jest naprawdę bardzo poważnie. Warto tutaj dodać, że Pitt wtedy, jak i teraz, w 2022, miał trudny osobisty okres. Walka z Angeliną Jolie o dzieci i tęsknota za nimi, o prawa do majątku we Francji, presja prasy, oskarżenie go przemoc. Krytyka prasy, że dzieci stoją po stronie matki, gdyż bark publicznych zdjęć ojca z dziećmi. I tak dalej. Ponowne nakręcanie atmosfery fanów o ewentualnym zejściu się aktora ze swoją pierwszą żoną, Jennifer Aniston. Choć para, Brad i Angelina wcześniej próbowała swoje sprawy załatwiać w tajemnicy przed mediami, to już się trochę to zmieniło. Wiemy, że aktor całe zamieszanie związane z rozwodem przechodził bardzo ciężko, w tym samym czasie walcząc z alkoholizme. Dzięki pomocy Bradley'a Coopera, także wielkiej hollywoodzkiej gwiazdy, z sukcesem zwalczył swój nałóg, co było dla niego, jak wspominał, bardzo wyzywającym oraz traumatycznym doświadczeniem. 
    Wywiad to moje wytłumaczenie, więc bądźcie wyrozumiali. Nie był specjalnie trudny, ale pewnie zawodowy tłumacz zrobiłby to lepiej.

PITT: Czy wierzysz w przeznaczenie ? W tym sensie, że pewne rzeczy są nam pisane.
HOPKINS: Ta, wierzę.
PITT: Ja uwierzyłem w to w ostatnich latach. Jak byś to opisał ?
HOPKINS: Śniły mi się słonie. Nie mam pojęcia dlaczego. Kiedy byłem dzieciakiem był taki film "Elephant Boy" [Chłopiec słoń]. Słoń prowadził chłopca przez dżunglę i pamiętam jak oglądałem film z dziadkiem. Miałem wrażenie, że siedzę na tej olbrzymiej bestii, czy czym tam była, życiem. W pewnym momencie dokonałem nieświadomego wyboru, aby usiąść na tej wielkiej, potężnej rzeczy, i idę tam, gdzie mnie zabierze. Myślę, że coś takiego dzieje się z ludźmi takimi jak ty czy ja. Nawet nie wiemy dlaczego. Może to ucieczka od czegoś. Teraz dopiero wierzę, że nie możemy przypisywać sobie ani win ani zasług.
PITT: Czuję to samo. Na pewno winę, z którą wciąż żyję.
HOPKINS: Czym zawiniłeś?
PITT: Zdaję sobie sprawę z niej, jako prawdziwy akt przebaczenia dla siebie, za wszystkie wybory, których dokonałem, z których nie jestem dumny, choć cenię sobie te błędy, ponieważ doprowadziły mnie od jakiejś mądrości, która z kolei doprowadziła mnie do czegoś innego. Nie możesz mieć jednego bez drugiego. Postrzegam to jako coś, co właśnie teraz w tym momencie mojego życia ogarniam ramionami. Ale z pewnością nie czuję, że mogę sobie z tego tytułu przypisać jakąkolwiek zasługę. 
HOPKINS: Czytałem, że walczyłeś z alkoholizmem i tak dalej.
PITT: Cóż, spostrzegłem, że to jest wyrządzaniem sobie krzywdy, ucieczką.
HOPKINS: To było konieczne.
PITT: Do pewnego stopnia tak. 
HOPKINS: To dar. Sam kiedyś , wiele lat temu ukrywałem to. 
PITT: Pamiętam, jak w  czasie kręcenia "Joe Black" opowiadałeś mi o tym. Rzuciłeś to.
HOPKINS: Prawie czterdzieści pięć lat, ale nie jestem w tej kwestii ewangelistą.  
PITT: Ani ja. 
HOPKINS: Ale patrzę na to i myślę: Jakie to było wielkie błogosławieństwo, ponieważ było takie bolesne. Zrobiłem kilka złych rzeczy. Ale to wszystko miało jakiś powód, w pewnym sensie. Dziwnie jest patrzeć wstecz i myśleć: Boże, zrobiłem te wszystkie rzeczy? Ale to tak, jakby wewnętrzny głos mówił: To koniec. To już za tobą, idź dalej. 
PITT: Więc akceptujesz wszystkie swoje błędy. Mówisz: Bądźmy naszymi słabościami, naszym zawstydzeniem. Jest w tym piękno.
HOPKINS: To wspaniałe.
PIT: Zgadzam się. Widzę to teraz. Myślę, że żyjemy w czasach, w których jesteśmy niezwykle osądzający innych i szybko traktujemy ludzi jak jednorazowego użytku. Zawsze przywiązywaliśmy dużą wagę do błędu. Ale następny ruch, to, co robisz po błędzie, jest tym, co naprawdę definiuje osobę. Wszyscy popełnimy błędy. Ale jaki jest ten następny krok? Wydaje się, że w naszej kulturze nie ma zatrzymania się, by zobaczyć, jaki będzie następny krok tej osoby. I to jest ta część, która wydaje mi się o wiele bardziej ożywcza i interesująca. 
HOPKINS: Wszyscy coś schrzaniliśmy.
PITT: 'Pieprzyć to'. To była jedna z pierwszych rzeczy, które usłyszałem od ciebie, kiedyś w czasie 'Legends of the Fall' , kiedy właśnie dostałem swoje szanse. I to zawsze we mnie utkwiło. Wydaje się to taką przewodnią zasadą: 'Fuck it'.
HOPKINS: Kiedyś spytałem się księdza z jezuitów: 'Jaka jest najkrótsza modlitwa na świecie ?' 'Pieprzyć to' - odpowiedział. Nic z tego nie jest ważne. Najważniejsze to cieszyć się życiem takim jakie jest. Twoje dzisiejsze życie jest fantastyczne.
PITT: Wszystko jest względne, nieprawdaż?
HOPKINS: Miałem w życiu taką balangę, że wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jestem.
PITT: Jesteś bardzo surowy, jak zawsze. Czujesz się mocny, jak zawsze i jesteś taki żywotny, zresztą jak zawsze.
HOPKINS: Za to wyluzowany, jak zawsze.
PITT: Całkiem, to taka moja szybkość szybowania. Ale czasem ją gubię, ciągnie mnie wciąga i mogę ją stracić, trzymam więc ręce na kierownicy.
HOPKINS: Jesteś tylko człowiekiem.
PITT: Tak, jestem nim. Mam ten przywilej, że spotykam się czasem z Frankiem Gehry [wybitny amerykański architekt]. Skończył rok temu 90 lat i jest wciąż tak samo kreatywny jak zawsze, projektując najwspanialsze budynki naszych czasów. On sprawił, że myślę: 'Jesteśmy ludźmi, mamy swoje cele, chemy mieć w życiu jakiś cel'. Ale aby to osiągnąć potrzebne są dwie rzeczy: pozostawanie kreatywnym i otaczanie się ludźmi, których kochamy.
HOPKINS: To jest to. Satysfakcjonuje mnie to co robisz, ponieważ masz w sobie naturalną siłę życia. Gdy robiliśmy "Meet Joe Black", byłeś bardzo cichy, nie sprawiałeś żadnych kłopotów. To ja byłem awanturnikiem na tym planie. 
PITT: Właściwie to w trakcie tego filmu miałem trudny okres, czułem się bardzo skrępowany. Nie czułem się wolny.
HOPKINS: Nie byłeś?
PITT:
Wcale. W czasie "Legends" tak, czułem się wtedy całkiem dobrze. Powiedz, o co chodzi w "The Two Popes?" Jest fascynujący. Oglądanie ciebie i Jonathana Pryce'a jest takie. To tak jak oglądanie Djokovica i Federera w finale. Są tam niezwykłe sceny. To co tam zrobiliście było niesamowite.
HOPKINS: Tak, było. Wcześniej nie znałem Jonathana. Dużo mieliśmy zabawy, ponieważ w terminarzu jego nazwisko widniało jako pierwsze, wtedy jak mu mówiłem: 'Ale to ja jestem Sir' .
PITT: (śmiejąc się) To świetne.
HOPKINS: Mój agent dzwonił, a on mówił mi: 'To Papież!' A ja na to: 'Okay'.  Poszperałem trochę, nie żadne tam poszukiwania, by trochę poznać faktów, nie wchodząc zbyt głęboko. Przyjechałem do Rzymu na zasadzie tego co powiedział John Wayne. Spędź rok w Monument Valley i nie musisz już grać. 
PITT: Jest tam kilka dłuższych scen, które uwielbiam, ale nie wydają mi się dlatego zbyt dobre dla oglądania w kinie. Rozumiem, film pojawi się w kinach a potem w Netflixie. Bardzo podoba mi się to, że mamy te usługi streamingowe, bo można tam obejrzeć odważniejszy materiał. Widzę tam materiał, na który nie odważyłyby się Studia. Dzięki streamingowi artyści mogą uprawiać hazard. Kino, mam takie wrażenie, coraz bardziej sprowadza się do miejsca, gdzie pokazuje się coś bardziej sensacyjnego. Nie mam na myśli nic negatywnego, ale jestem wdzięczny za to, że powstają rzeczy bardziej prowokacyjne, takie jak "The Two Popes".
HOPKINS: To wspaniale. Oglądałem w streamingu ponownie "The Tree of Life" [Drzewo życia], potem znowu wróciłem do "The Thin Red Line" [Cienka czerwona linia  - oba filmy w reżyserii Terrence Malick'a] Oglądam dużo niesamowitych seriali, brytyjskie rzeczy, odcinkowe.
PITT: Killing Eve było dobre.
HOPKINS: A oglądałeś Happy Valley?
PITT: Nie.
HOPKINS: Nie jestem już wielkim fanem chodzenia do kina. Z wyjątkiem, na przykład, wybrałem się tam na "Once Upon a Time… in Hollywood". Nie przepadam za chodzeniem na filmy z zielonymi ekranami. Byłem na kilku z nich, były zabawne, ale nie porwały mnie. Jestem już na takie rzeczy za stary.
PITT: Dokładnie tak, są zabawne.
HOPKINS: Ludzie pytają mnie czasem na temat obecnej sytuacji, tej życiowej. Odpowiadam, że  nie wiem, jestem tylko aktorem. Nie mam żadnych opinii. Aktorzy są całkowicie głupi. Moja opinia jest nic nie warta. Nie ma dla mnie kontrowersji, nie angażujcie mnie to, nie zamierzam w tym uczestniczyć.  
PITT: Ze mną jest tak samo. Nie obchodzi mnie to. Cieszę się, że rzeczy zawsze ewoluują i się zmieniają, narzekanie na nie nic nie da. Pracujesz z tym co masz. Podobnie z technologią cyfrową, z którą robią tyle niesamowitych rzeczy, nie narzekam, że filmu jest coraz mniej. A co z odpowiedzialnością za postać, którą grasz? Nie ma szans by oddać jej prawdziwe życie, ale dążysz do esencji, mam rację ?
HOPKINS: Oliver Stone dał mi zagrać Nixon, i pamiętam jak sobie myślałem: Dlaczego mi dał tę rolę? On na to: Czytałem, że jesteś samotnikiem, on taki był. Taki był Nixon. Oglądałem wiele materiałów filmowych z nim. Pojechałem zobaczyć dom w Yorba Linda, w Kalifornii, w którym się urodził. Bill Clinton powiedział mi, że kiedy zostanie prezydentem będzie dzwonił co tydzień do Nixona.

PITT: Naprawdę?
HOPKINS: Pytał go o Chiny i Rosję. Clinton powiedział o nim tak: Był genialnym politykiem, ale miał w sobie dużo niepewności. Oliver próbował pokazać go takim jakim był, ani dobrym, ani złym człowiekiem, popełniającym błędy jak my wszyscy.   Granie go było dla mnie bardzo emocjonalne, ponieważ wiedziałem jak musiał się czuć, ta hańba z powodu rezygnacji. Potem upokorzenie związane z odejściem.
PITT: Wsiadanie do helikoptera.
HOPKINS: Potem przeczytałem  o jego zonie. Nie mogła znieść widoku trawnika w dole, kiedy odlatywali z Białego Domu. 
PITT: To fascynująca historia z ludzkiego punktu widzenia. Niezatartym dla mnie fragmentem filmu był ten, kiedy on-ty pyta: Dlaczego oni mnie nie lubią?
HOPKINS: Dokładnie. Widzisz ten ból w nim i myślisz sobie: Czy ja jestem lepszy od niego ? Nie, nie jestem lepszy od niego. Mam swoje niemoralne dziwactwa.
PITT: W pewnym sensie to powrót do losu każdego człowieka.
HOPKINS: Tak. Dlaczego robimy rzeczy, które robimy? Nie mamy pojęcia. Nie wiem  dlaczego piłem przez całe moje życie. Robiłem tak, ponieważ to była jedyna rzecz, na której się znałem. Spoglądam teraz wstecz i myślę, Cóż, to nie było takie złe, ale nie chcę robić tego znowu. Wyrządziłem wtedy ludziom wiele szkód, ale przeprosiłem ich za wszystko. To wszystko było częścią życia. I jakakolwiek moc jest w nas jest przebaczająca. Zapomnij o tym, ruszaj dalej naprzód.  
PITT: Odnajduję w tym piękno. I to sprawia, że myślę o tym, jak często skłonni jesteśmy chcieć widzieć rzeczy w czerni i bieli, zamiast naprawdę badać szarości.
HOPKINS: Jest taki dokument o Marlonie Brando, w nim scena z nim i jego ojcem. Jest największym aktorem wszech-czasów, ale nigdy nie zdobył uznania u swego ojca. Jest ta scena z jego ojcem, siedzącego koło swego syna, a Mike Wallace pyta: Co sądzisz o sukcesie swojego syna? A jego ojciec odpowiada: Ta, jest okay. I widzisz ból w Brando. Zapłakałem wtedy. Mam to w sobie, ze na skinienie płaczę, ponieważ wszystko mnie porusza, ponieważ się starzeję. Wewnętrzna tapeta jest pozbawiona wszelkich zabezpieczeń, odpada kawałek po kawałku. Czy płaczesz często ?
PITT: Jestem znany z tego, że nie płaczę. Czy to zasada? Nie płakałem od jakichś 20 lat, ale teraz, na tym ostatnim etapie, coraz więcej rzeczy mnie mocniej rusza - zwłaszcza moje dzieci, moi przyjaciele, światowe newsy. Właśnie się przeprowadziłem. Myślę, że to dobry znak. Nie wiem wiem, w którym kierunku to zmierza, ale to dobry znak.
HOPKINS: Z wiekiem odkryjesz, że chce ci się płakać?
PITT: Naprawdę?
HOPKINS: Tak i wcale nie chodzi o żałobę, ale o chwałę życia. 
PITT: Dostrzegam na twojej twarzy tyle samo radości jak w dniu, kiedy cię poznałem, jeśli nie więcej. Od kilku lat bawię rzeźbą w pracowni rzeźbiarskiej i nasz wspólny znajomy powiedział mi, że malujesz jak banshee. O co tutaj chodzi? Dla mnie to jeszcze jedna forma tworzenia, a jakie znaczenie ma dla ciebie?
HOPKINS: Chroni mnie przed kłopotami, dlatego ma znaczenie. Trzyma mnie z daleko od ulic. Zanim pobraliśmy się ze Stellą znalazła moje skrypty z rysunkami. Powiedziała: Chcę od ciebie trochę rysunków na nasz ślub, jako prezent. Ja na to, że nie potrafię. Tak? A co to jest? Po prostu zrób to. Oprawiła je, powiesiła i powiedziała: Teraz chcę żebyś zaczął malować. Powiedziałem, że nie umiem. Przecież nie wsadzą ciebie za to do więzienie. Więc mam pracownię z płótnami, gdzie zacząłem malować obrazy i je sprzedawać. I studio, w Malibu, przy basenie  powiesiłem kilka. Stan Winston, który jest prawdziwym artystą przyszedł kiedyś na grilla  i poszedł do studia, bo chciał sie wysikać. Akurat tam byłem. On to wszystko zobaczył i spytał, kto to wszystko zrobił. Powiedziałem, że ja. On spytał, dlaczego tak się krzywię na twarzy. Ja na to, że nie mam treningu. On, żebym nie brał żadnych lekcji. Masz to coś. Jesteś artystą. Możesz malować. ja nie mogę, bo jestem malarzem akademickim ale ty jesteś wolny.
PITT: Czyż to nie jest ekscytujące, gdy zdajesz sobie, że jest tyle rzeczy do odkrycia i nowych rzeczy, które kochasz robić? 
HOPKINS: Ludzie mnie pytają: Jaką masz wizję? Odpowiadam,że nie mam żadnej, spoglądam na płótno i kładę na nim farbę. 
PITT: Jak długo możesz się w tym zatracić ?
HOPKINS: Cały dzień
PITT: Uważam, że niektóre dni spędzone w studio są żmudne, samotne i monotonne, a inne dni uważam za zmysłowe i piękne – wszystko płynie i jest wzniosłe
HOPKINS: Piękne, nieprawda?
PITT: Jako aktorzy pracujemy w zespołach. Tworzenie filmu wymaga wszystkich. I wnosimy do niego to co wnosimy. Czasami coś idzie lepiej, czasem nie, ale to wysiłek zespołowy. Ja zapragnąłem tak na serio zrobić czasem coś autonomicznego, wtedy czuję tego duchowość.
HOPKINS: Ważne aby robić to dla pasji, dla zabawy, siły życiowej, ale nie brać tego zbyt poważnie. 
PITT: Pieprzyć to.
HOPKINS: Pieprzyć to. To działa.Myślę, że gdy siedzimy tutaj i tak mówimy, może to brzmieć drażliwie, ale to taka nasza dziecięca natura się odzywa. W swoim telefonie mam swoje zdjęcie, małego chłopca na plaży. Spoglądam na nie i mówię: Poszło nam dzieciaku OK.
PITT: Kiedy tak mówię, sądzę, że nie mówisz w tym przypadku o swoim światowym sukcesie.
HOPKINS: Nie.
PITT: Myślę, że mówisz o grze bycia człowiekiem.
HOPKINS: Gdy nasze pierwsze wspomnienia się pojawiają, to jest tajemnica. Potrafię przypomnieć sobie ten dzień na plaży z moim ojcem. Płakałem, bo zgubiłem w piasku cukierka, którego mi dał. A ten przerażony mały chłopiec – którego przeznaczeniem było dorosnąć i zostać idiotą w szkole, nieświadomy, samotny, samotny, zły i tak dalej – patrzę na niego i mówię: Wszystko w porządku. Ale faktem jest, że pewnego dnia odejdziemy. Nasi rodzice odeszli. Większość moich znajomych, których znałem, odeszła. Pewnego dnia jeździłem po Wenecji i pomyślałem: To wszystko jest snem. Cóż to za walka. To wszystko jest iluzją, ale to chwała życia, czysta chwała poszukiwania szukania jej we wszystkim. I dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę, bardziej niż kiedykolwiek. Jest tam. Jest w moim kocie, w moim psie, jest w tobie. Jak mogłoby być inaczej? Patrzę, jak mój kot bawi się przy kominku. Teraz nie może napisać książki, nie ma pojęcia o filozofii i matematyce. Ale jak, do cholery, on to robi? To jest całkowicie niesamowite.
PITT: Słyszę, jak mówisz, że gdy się starzejemy, tracimy rozum, i jesteśmy w stanie być świadkami piękna i cudów, którymi jesteśmy otoczeni w każdym najdrobniejszym szczególe. Brakuje nam tego, gdy jesteśmy młodzi.  
HOPKINS: Jesteśmy zbyt zajęci.  
PITT: Z naszą własną pychą.  
HOPKINS: Ale to nieodzowna część dorastania. Czy czujesz tę rosnącą moc życia? 
PITT: Bardzo. 
HOPKINS: Widać to po tobie. 
PITT: Naprawdę czuję ją na zewnątrz. Czuję to w naturze, w podobny sposób jak wtedy gdy byłem dzieckiem. Lecz teraz jestem o wiele bardziej tego świadomy  i bardziej dostrojona do niej. Jest tak wiele tajemnic i cudów, i dobrze mi z tym.
HOPKINS: To wspaniale, prawda?