BRAD PITT - ver 2.0 (cz. 2)

 

 

 



P: Myślisz, że gdyby nie ostatnie sześć miesięcy, byłbyś w końcu w tym miejscu? Że to by cię dopadło?
Brad: Myślę, że przyszłoby takie pukanie do drzwi, bez względu na wszystko. Ludzie nazywają to kryzysem wieku średniego, ale to nie to samo… Nie, to nie to. Interpretuję kryzys wieku średniego jako strach przed starzeniem się i strach przed śmiercią, no wiesz, wyjściem i kupieniem Lamborghini. [pauza] Właściwie — ostatnio wyglądały całkiem nieźle! [śmiech]
P: W twojej przyszłości może być kilka Lamborghini!
Br
ad: Mam forda GT – mówi cicho. [śmiech] Pamiętam kilka miejsc na drodze, w których byłem totalnie zmęczony sobą. To było duże. Te chwile zawsze były ogromnym generatorem zmian. I jestem za nie bardzo wdzięczny. Osobiście nie pamiętam dnia, odkąd skończyłem college, kiedy nie piłem, nie paliłem jointa, czy coś takiego. Zawsze coś. I zdajesz sobie sprawę, że wiele z nich to, hm, papierosy, wiesz, smoczki jak dla dzieci, uspokajacze. Uciekanie od uczuć. Naprawdę cieszę się, że mam to wszystko za sobą. Mam na myśli, że kiedy założyłem rodzinę, rzuciłem wszystko poza piciem. Ale nawet w zeszłym roku, no wiesz, z tymi wszystkimi rzeczami, z którymi nie miałem do czynienia. Za dużo piłem. To po prostu stało się problemem. I naprawdę się cieszę, że to już pół roku, co jest słodko-gorzkie, ale znowu mam swoje czucie w opuszkach palców. Myślę, że to część ludzkiego wyzwania: albo zaprzeczasz im przez całe życie, albo odpowiadasz na nie i ewoluujesz. 
P:
Ciężko było ci rzucić trawkę?
Brad: Nie. Kiedyś, kiedy byłem palaczem, chciałem zapalić jointa z Jackiem, Snoopem i Williem. Wiesz, kiedy jesteś ćpunem, wpadasz na te naprawdę głupie pomysły. Cóż, nie chcę oskarżać innych, ale jeszcze nie dotarłem do Williego.
P: Jestem pewien, że jest gdzieś w autobusie i czeka na ciebie. A co z alkoholem – nie tęsknisz za nim?  
Brad: Wiesz, mamy winiarnię. Bardzo, bardzo lubię wino, ale po prostu wylałem je na ziemię. Musiałem odsunąć się na chwilę. Bo prawdę mówiąc, mógłbym przepić Rosjanina pod stołem jego własną wódką. Byłem profesjonalistą. Byłem dobry.  
P: Więc jak to tak po prostu odpuścić?  
Brad: Nie chcę już tak żyć. 
P: Czym to zastąpiłeś?  
Brad: Sokiem żurawinowym i wodą gazowaną. Mam najczystsze drogi moczowe w całym Los Angeles, gwarantuję ci! Ale najgorsze jest to, że mam tendencję do takiego wbijania rzeczy w ziemię. Dlatego muszę zrobić coś tak katastrofalnego. Muszę to zrzucić z urwiska. 
P: Myślisz, że o to chodzi?  
Brad: Robię to ze wszystkim, tak. Wyczerpuję to, a potem porzucam. Zawsze patrzyłem na rzeczy w podziale na coś, dzieliłem je, jak sądzę, na sezony, semestry, kadencje lub…  
P: Naprawdę? Więc to jest sezon, w którym nalewam sobie drinka.… [śmiech] 
Brad: Tak, to takie głupie. „To mój sezon na Sid i Nancy”. Pamiętam ten, kiedy po raz pierwszy wyjechałem do Los Angeles. Później tak go zatytułowałem.  
P: W takim razie powstrzymujesz się, ale jak – nie wiem, dlaczego to przychodzi mi na myśl, ale myślę o domu – jak się remontujesz? 
Brad:  Tak, myślę, że zaczynasz od usunięcia całego wystroju i dekoracji. Zejdziesz do struktury. Wow, jesteśmy teraz w jakiejś wielkiej metaforze… [śmiech] 
 
 
P:  Metafory to moje życie.
Brad:  Rozbierasz samego siebie do fundamentu i pozbywasz się zaprawy. Hm.. Nie wiem. Dla mnie ten okres naprawdę polegał na przyjrzeniu się moim słabościom i niepowodzeniom oraz na posiadaniu własnej strony ulicy. Jestem dupkiem, jeśli chodzi o tę potrzebę sprawiedliwości. Nie wiem, skąd to się bierze, to puste dążenie do sprawiedliwości dla jakiegoś postrzeganego lekceważenia. Mogę drążyć to przez dni i lata. Nic mi to nie dało. To głupia myśl, idea, że świat jest sprawiedliwy. I to mówi facet, który trafił wygraną na loterii, jestem tego świadomy. Wygrałem na loterii, ale nadal mógłbym  marnować czas na te puste zajęcia.
P: Na tym polega stawanie się odrętwiałym. Musisz patrzeć z góry na wszystko, co jest dla ciebie ważne.  
Brad: Otóż ​​to! Siedzisz z tymi okropnymi uczuciami i potrzebą ich zrozumienia i ułożenia ich na swoim miejscu. W końcu stwierdzasz: jestem tym, czego nie lubię. To jest właśnie część mnie. Nie mogę temu zaprzeczyć. Muszę to zaakceptować. I faktycznie, muszę się z tym pogodzić. Muszę się z tym zmierzyć i zająć się tym. Ponieważ zaprzeczając temu, zaprzeczam sobie. Jestem tymi błędami. Dla mnie każdy błąd był krokiem ku objawieniu, zrozumieniu, jakiejś radości. Tak, unikanie bólu to prawdziwy błąd. To prawdziwa strata życia. To właśnie te rzeczy nas kształtują, te właśnie rzeczy, które oferują wzrost, sprawiają, że świat jest lepszym miejscem, o dziwo, jak na ironię. To czyni nas lepszymi.
P: Czy możesz opisać, gdzie mieszkałeś – na przykład, czy mieszkasz tutaj, w tym domu od września?  
Brad: Na początku było zbyt smutno, być, więc wyjechałem i zatrzymałem się na piętrze przyjaciela, w małym bungalowie w Santa Monica. Trochę tam pobyłem, mój przyjaciel (David) Fincher mieszka też  właśnie [obaj nza zdjęciu]. Jego dom jest zawsze dla mnie otwarty, robiłem wtedy wiele rzeczy na Westside, więc zostałem w domu mojego przyjaciela przez półtora miesiąca - aż pewnego ranka, 5:30, podjeżdża ta furgonetka. Nie wiedzą, że jestem za ścianą i podjeżdżają – a to długa historia – ale to było coś więcej niż  ludzie z  serwisów tabloidowych, bo potrafili się włamać do komputera mojego przyjaciela. Rzeczy, które mogą się dziać w dzisiejszych czasach... Miałem małą paranoję będąc nadal tam. Zdecydowałem, że muszę się zabrać i przyjechać tutaj.
P: Jak teraz wygląda twoje życie?  
Brad: W tym domu zawsze panował chaos,  zewsząd dochodziły głosy, śmiechu, hałas a potem, jak widzisz, są takie dni: bardzo… bardzo poważne.
Nie wiem. Myślę, że każdy jest w jakiś sposób kreatywny. Jeśli czegoś nie tworzę, nie robię, nie publikuję, to po prostu tworzę w myślach scenariusze ognistego zgonu. No wiesz, okropnego końca. Chodziłem do pracowni rzeźbiarskiej znajomego, spędzając tam dużo czasu. Mój przyjaciel [Thomas Houseago, na zdjęciu] jest poważnym rzeźbiarzem. Jest fajnie. Przesiaduję tam dosłownie cały ostatni miesiąc. Mam w dupie ich świętość.
 
P: Rzeźbisz coś, robisz coś takiego?  
Brad: Tak, robię takie rzeczy. To coś, co chciałem zrobić od dziesięciu lat. Jak co?  
P: Z czym pracujesz? 
Brad: Robię wszystko. Pracuję z gliną, gipsem, prętami zbrojeniowymi, drewnem. Po prostu staram się uczyć materiałów. Wiesz, zaskakuję samego siebie. Ale to bardzo, bardzo samotne zajęcie. Jest dużo pracy fizycznej, co jest dla mnie dobre w tej chwili. Dużo dźwigania gliny, siekania, przenoszenia i sprzątania po sobie. Znowu zaskakuję samego siebie. Wczoraj nie byłem. Miałem dużo chaotycznych myśli – próbując zrozumieć, gdzie jestem w tej chwili – a to, co robiłem, nie było kontrolowane, zrównoważone czy doskonałe. Wyszedł lekki chaos. Uważam, że taka architektura użytkowa to coś, co możesz zrobić, a nie na opowiadać  o tym. Znajduję tam spokój, którego potrzebuję. 
P: A te wszystkie złe rzeczy: opowiedają swoją historię?  
Brad: Po prostu ciągle pukają. Mam 53 lata i dopiero w nie wchodzę. Są to rzeczy, o których myślałem, że radzę sobie z nimi bardzo dobrze. Pamiętam, że dosłownie rok, półtora roku temu usłyszałem o kimś, że ktoś przeżywał jakiś skandal. Na mojej drodze stanęło coś, co było czyimś wielkim skandalem – i powiedziałem sobie: „Dzięki Bogu, że już nigdy nie będę musiał przechodzić przez coś takiego”. Żyję swoim życiem, mam rodzinę, robię swoje, nie robię nic nielegalnego, nikomu nie wchodzę w drogę. Jaki jest cytat Davida Fostera Wallace'a? Prawda cię wyzwoli, ale nie wcześniej niż z tobą skończy. 
P: Rzeźbiarstwo to trochę syzyfowa praca: wtaczanie kamienia pod górę, działanie zacierające wszelkie myśli?
[podchodzi pies aktora bulldog Jacques, trącając go nosem]  
Brad: Wiem, że byłeś samotny. Wiem, że byłeś samotny.... Uważam, że jest odwrotnie. Cóż, myślę, że tak, ponieważ jest to zadanie do wykonania. Musisz spakować swoje rzeczy na noc i przywrócić porządek w swoim chaosie na następny dzień. Uważam to za świetną okazję do introspekcji. Teraz trzeba być naprawdę ostrożnym, aby nie posunąć się za daleko w tę stronę i nie zostać w ten sposób tam odseparowanym. Jestem naprawdę dobry w odcinaniu się od wszystkiego i to był mój problem. Muszę być bardziej dostępny, zwłaszcza dla tych, których kocham. 
P: Kiedy robi się ciemno, wycofujesz się, rozłączasz? 
Brad: Nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Z pewnością osłaniam się. Tarcza, tarcza, tarcza. Maska, ucieczka. Teraz myślę: to tylko ja.  
P: Mówiłeś o postaci Glena w "War Machine" i idei złudzeń, że musimy tworzyć własne mitologie, własne historie, aby wyjaśnić rzeczy, z których nie jesteśmy dumni. Brad: Prawdziwym kosztem dla nas samych. 
P:  Jak się nie oszukiwać? Martwię się o to.
Brad: Nie musisz się tym martwić. [śmiech] Złudzenia nie pozwolą ci odejść. Dostaniesz w prosto w twarz. My, ludzie, konstruujemy takie pułapki na myszy, aby uciec od tego wszystkiego. Wiesz, jesteśmy dla siebie prawie za mądrzy. 

P: No dobrze. Ale gdybyś miał pokaz slajdów wszystkich swoich najgorszych chwil jako człowieka, nie chciałbyś, aby ktokolwiek go oglądał. Sposób, w jaki musiałeś żyć przez lata, ten pokaz slajdów był publiczny.  
Brad: Ale tak niewiele z niego było prawdziwe,  tak wiele z niego unikam. Po prostu już to odpuściłem. Dla mnie to zawsze była długa gra. Jeśli chodzi o tam, mam nadzieję, że moje intencje i praca będą mówić same za siebie. Ale tak, w tym samym czasie publiczne wyolbrzymianie i niewłaściwa interpretacja pewnych rzeczy są uciążliwe. Martwię się bardziej o moje dzieci, ich bycie na to wszystko narażonym, gdy ich przyjaciele czerpią z tego frajdę. Oczywiście, nie jest to wszystko zrobione z żadną delikatnością ani wnikliwością - jest tak przedstawione, aby się sprzedło. Wiesz przecież, że najbardziej sensacyjne wyprzedaże... ludzie czekają na newsy, i to mnie boli. Sam bardziej martwię się w  mojej obecnej sytuacji pokazem slajdów, który mają obejrzą moje dzieci. Chcę mieć pewność, że jest dobrze zbalansowany. 
P: Jak nadać sens minionym sześciu miesiącom i iść dalej?  
Brad: Rodzina przede wszystkim. Ludzie na łożach śmierci nie mówią o tym, co osiągnęli lub co otrzymali. Mówią o swoich bliskich lub o swoich żalach – to wydaje się być  wtedy ich menu. Mówię to jako ktoś, kto pozwolił, by praca mnie porwała. Dzieci są takie delikatne. Wchłaniają wszystko. Muszą być trzymane za ręce i trzeba im wszystko wyjaśniać. Trzeba ich wysłuchać. Kiedy wchodzę w ten zajęty tryb pracy, nie słyszę. Chcę być w tym lepszy. 
P: Kiedy zaczynasz zakładać rodzinę, myślę, że masz nadzieję na stworzenie kolejnej rodziny, która będzie idealną mieszanką tego, co najlepsze z tego, co miałeś, i tego, czego czujesz, że nie miałeś…
Brad: Staram się przedstawiać im te rzeczy, mając nadzieję, że to przyswoją i że będzie to dla nich coś znaczyło później. Mam nadzieję, że to w nie wsiąknie... Mamy teraz inny świat. Wiemy więcej, bardziej skupiamy się na psychologii. Pochodzę z miejsca, gdzie wiesz, jest siła, jeśli nabijemy sobie guza, mamy siniaka, skaleczenie lub dolegliwość, nie rozmawiamy o tym, po prostu sobie z tym radzimy. Po prostu idziemy dalej. Wadą tego jest to, że tak samo jest z naszymi emocjami. Osobiście jestem bardzo opóźniony, jeśli chodzi o inwentaryzację moich emocji. Jestem dużo lepszy w zakrywaniu. Dorastałem z mentalnością ojca, który wie najlepiej, no wiesz, ojciec jest wszechpotężny, super silny, zamiast naprawdę poznać człowieka i jego własne zwątpienie i zmagania. I uderzyło mnie to w twarz z naszym rozwodem: muszę być kimś więcej. Muszę być dla nich kimś więcej. Muszę im pokazać. A nie byłem w tym świetny.
 
Wiem, że teraz jestem w środku tej sprawy, nie na początku ani na końcu, po prostu w środku. Nie chcę tego unikać. 
 
P: Czy już wiesz dokładnie kiedy możesz się widywać z dziećmi?
Brad: Tak, pracujemy nad tym.
[Amerykańskie a za nimi światowe media pisały o tym, jak bardzo często bywały sytuacje, gdy Brad był już umówiony na dany dzień z dzieciakami, gdy nagle, kilka godzin przed, prawnicy Angeliny dzwonili, że widzenie nie jest możliwe. Aktor nigdy nie odniósł się krytycznie do tych sytuacji, zostały one wyśledzone przez dziennikarzy. Media w gorącym okresie między parą brały stronę raz Angie, sugerując, że Pitt rzadko widuje się z dziećmi, gdyż one wolą być z matką, to stronę Brada pisząc o mszczeniu się Jolie na nim, złośliwym ograniczaniu mu praw do dzieci itd]
P: Musi być trudno, gdy te ich odwiedziny są niepewne
Brad: Tak było przez jakiś czas. Kiedy wezwano Służbę od Opieki nad Dziećmi (Child Services) leżałem na łopatkach i byłem przykuty łańcuchem do systemu.I wiesz,  po tym, byliśmy w stanie pracować razem [z Jolie], aby to rozwiązać. Oboje dajemy z siebie wszystko. Słyszałem, jak jeden z prawników powiedział: „Nikt nie wygrywa w sądzie, chodzi tylko o to, kto ucierpi bardziej”. I wydaje się, że to prawda, spędzasz rok skupiając się na budowaniu sprawy, aby udowodnić swoją rację i dlaczego masz rację, a oni się mylą i to tylko inwestycja w jadowitą nienawiść. Ja czemuś takiemu mówię NIE. I na szczęście mój partner się z tym zgadza. To po prostu bardzo, bardzo stresujące dla dzieci, gdy ich rodzina nagle się rozpada.  
P: Właśnie o to chciałem zapytać. 
Brad: Jeśli ktokolwiek w jednak ogóle może to ogarnąć, musimy to zrobić z wielką starannością i delikatnością, budując wszystko wokół tego. 
P: Co mówisz o tym  swoim dzieciom? 
Brad: Cóż, jest im wiele do powiedzenia, ponieważ jest potrzeba zrozumienia przyszłości,  chwili obecnej i dlaczego jesteśmy w tym momencie, a potem pojawia się wiele problemów z przeszłości, o których nie rozmawialiśmy. Skupiamy się więc na tym, aby wszyscy wychodzili na tym będąc silniejszymi i lepszymi ludźmi – nie ma innego rozwiązania. 
P: To, że tak postępujecie nie zdarza się często. Gdybyście trafili do sądu, byłby to spektakularny koszmar. 
Brad: Spektakularny. Widzę to wszędzie. Taka wrogość i pełne goryczy poświęcenie wspólnych lat na wzajemne niszczenie. Będziesz w sądzie i wszystko będzie dotyczyć romansów i wszystkiego, co nie ma znaczenia. To jest po prostu okropne, wygląda okropnie. Jednym z moich ulubionych filmów jest   "Aż poleje się krew" ("There Will Be Blood") i nie mogłem zrozumieć, dlaczego pokochałem ten film, po prostu go pokochałem, poza oczywistym talentem Paula T. [Paul Thomas Andersson - reżyser i scenarzysta tego filmu] i, wiesz, Daniela Daya. Ale następnego ranka obudziłem się i pomyślałem: O mój Boże, cały ten film jest poświęcony temu człowiekowi i jego nienawiści. Robienie o tym filmu to zuchwałość, lecz w życiu uważam to za obrzydliwe. Widzę, jak to się przytrafia przyjaciołom — widzę, gdy jedno z małżonków dosłownie nie może wyjaśnić w sprawie swojego udziału, a wciąż w jakiś sposób konkuruje z drugim, chce go zniszczyć, bo potrzebuje zrehabilitowania się przez zniszczenie i po prostu marnowanie lat na tą nienawiść. Nie chcę żyć w ten sposób. 
P: No dobrze, opowiedz, co w minionym tygodniu sprawiło ci dużą frajdę, czy czujesz się tak teraz?
Brad: To nieuchwytna rzecz. To był bardziej bolesny tydzień niż zwykle – po prostu pewne rzeczy się wydarzyły – ale widzę radość za oknem i widzę zarysy palm, wyraz twarzy jednego z moich dzieci, pożegnalny uśmiech lub odnalezienie, wiesz, chwil błogości z gliną. Wiesz, to jest wszędzie, trzeba to znaleźć. Z mojego doświadczenia wynika, że jest to śmiech afrykańskiej matki, musi pochodzić z bluesa, by przejść w R&B. To mogłoby być  w mojej książce. 
P: Masz zamiar napisać książkę?
Brad: Nie, pisanie jest zbyt trudne. 
P: Ale nie martwi cię narracja, którą napisali dla ciebie inni? 
Brad: Co powiedział Churchill? Historia będzie dla mnie łaskawa: wiem, bo sama ją napiszę. Nie zależy mi na ochronie narracji. Wtedy staję się trochę pesymistyczny, wpadam w moje myślenie typu „och, to wszystko przeminie”. Ale wiem, że ludzie, którzy mnie kochają, znają mnie. I to mi wystarczy.  
P: Czy pamiętasz swoje sny? 

Brad:
Tak. Kilka miesięcy temu miałem przerażające sny i świadomie nie spałem, próbując zapytać: "Co one chcą mi powiedzieć?" Czego mogę się z nich  nauczyć? Ustały. A teraz, nagle przeżywam chwile radości, potem się budzisz i uświadamiasz sobie, że to był tylko sen, jestem  przez chwile tym trochę przygnębiony. Tylko chwila, tylko przelotne chwile radości, ponieważ wiem, że jestem teraz w środku tej sprawy i nie jestem na jej początku ani na końcu, tylko tam, gdzie jest teraz ten rozdział, po prostu klaps - akcja! To jest kurwa w środku i wiesz, po prostu nie chcę tego uniknąć. Chcę po prostu stać tam, z rozpiętą koszulą i odbierać w siebie ciosy i patrzeć, rozumieć. 
P: Jest oczywiście niesamowity smutek.
To jest jak śmierć.
Brad: Tak.  
P: Bo to jest proces.
Brad:  Tak, myślę, że dla wszystkich, dla dzieci, dla mnie, absolutnie.  
P: Czyli pragniesz spróbować.
Brad: Pierwszym pragnieniem jest trzymanie się. 
P: A potem? 
Brad:  Masz taki frazes: „Jeśli kogoś kochasz, puść go wolno” (“If you love someone, set them free”). Teraz wiem, co to znaczy, czując to. To znaczy kochać bez zawłaszczania. Oznacza to, że nie oczekuje się niczego w zamian. Ale to brzmi dobrze napisane. Brzmi dobrze, gdy śpiewa ją Sting. To nic dla mnie kurwa nie znaczy, dopóki, no wiesz… [na zdjęciu obok Brad, Chris Cornell i wspomniany Sting]
P: Dopóki nie będziesz w stanie tego ucieleśnić. 
Brad: Dopóki tego sam nie przeżyjesz. Dlatego nigdy nie rozumiałem dorastania w chrześcijaństwie – nie rób tego, nie rób tamtego – chodzi o to, czego nie wolno, i pomyślałem sobie: skąd, kurwa, wiesz, kim jesteś i co na ciebie działa, jeśli tego nie zrobisz? Nie dowiesz się, gdzie jest tego krawędź, gdzie jest twoja granica? Musisz przez nią przejść, żeby wiedzieć, gdzie ona jest.

 

Brad Pitt - ver 2.0 (1)

czytaj dalej: 

Brad Pitt ver 2.0 (4)

1 komentarz:

  1. Nigdy nie rozumiałam zdań koleżanek lub innych kobiet "Brad Pitt nie jest w moim stylu". Wiemy przecież, że to niemożliwe. Ucieleśnienie ideału mężczyzny marzeń, z tych artykułów wiemy, że bardzo interesującego mentalnie. W jego konflikcie z Angie stoję po jego stronie. A mój mąż durzył się zawsze w Pani Jolie. 😒

    OdpowiedzUsuń