FRIENDS - PRZYJACIELE - Cudowny, wieczny klasyk

 



Okazało się, że znam ludzi, którzy nie znają serialu. Dziwne, bo wydawałoby się, że jest on w ich typie, są fanami seriali no i poza tym, kto do diabła nie zna tego wspaniałego, cudownego, 10-sezonowego sitcomu. Ciepłego, wzruszającego, wzbudzającego tęsknotę za posiadaniem TAKICH właśnie przyjaciół, bo choć każdy ich ma, ja także, to ktoś taki jak ONI bardzo by się każdemu przydali. I który facet np. nie chciałby mieć takich pięknych przyjaciółek? "Friends". Serial na punkcie którego zwariowała cała Ameryka, później świat. Bukmacherzy kreowali zakłady dla fanów o to np. czy Rachel i Ross się zejdą, kiedy się wreszcie pocałują. Przeszli później z fikcyjnej fabuły do świata realnego i wstawiali do swoich ofert przeróżne zakłady dotyczące serialowej Rachel i jej męża, Brada Pitta, który wystąpił w jednym z odcinków i to jak. Zresztą przypomnijcie sobie.
 



Pisałem już o nim kilka razy na blogu. Przypomnę, że do przygód Moniki, Rachel, Phoebe, Rossa, Chandlera i Joey'a namówiła mnie przed laty bratanica, do dzisiaj podobnie jak ja zakochana w serialu i jak się okazało niedawno w specjalnym filmie "Friends - The Reunion" podobnie jak miliony ludzi na całym świecie. 

Od Ameryki, po Polskę, Indie i Wietnam. Oglądam serial kolejny raz, szósty, może siódmy. Nieśpiesznie, po kolei każdy sezon, po 1 docinku wieczorem, raz, czasem dwa razy w tygodniu, czasem rzadziej, ale "Przyjaciele" wprawiają mnie w super nastrój tuż przed zaśnięciem, więc spotkania z nimi są zależne od danego dnia, nastroju etc. Wiem, że tak robią miliony osób, więc to mnie trochę usprawiedliwia. Przyznam się, że do takiego lekko maniakalnego oglądania tego serialu skłania fakt, że każdy odcinek to raptem 20 minut i można je spokojnie znaleźć zawsze wieczorkiem, przed północą nawet. Znakomita obsada, wspaniały, bardzo mi odpowiadający styl humoru, lekko absurdalnego, ale zawsze na bardzo wysokim, inteligentnym poziomie. Wszyscy aktorzy są tutaj tak dobrze dobrani, że trudno mi sobie wyobrazić innych a próby powtórzenia sukcesu "Friends" zdarzają się co jakiś czas i pewnie jeszcze nie raz - i upadają z prostego faktu, że widzowie porównują nowe obsady do tych z klasyka. Nawet kontynuacja serialu już tylko z Joey'm  ("Joey") nie sprawdziła się, nieco lepiej wypadł brytyjski "Episodes" (Odcinki), też zresztą z Mattem LeBlanc -  czyli Joey'm bardzo konkretnie swoją fabułą nawiązujący do "Friends" a konkretnie na głównym motywie serialu, którym jest romans Rachel i Rossa.  Mnie oba seriale nie zachwyciły.
Wczoraj obejrzałem w sezonie 7 odcinek hm...6 lub siódmy, ten, w którym Ross nie może się doliczyć wszystkich stanów Ameryki. I finalne zakończenie odcinka z jego gorzkim komentarzem no i tą swoją słynną miną po prostu powala. Post oczywiście umieszczam, bo wypada mi coś wstawić w tym tygodniu no i przy okazji, po ciekawej rozmowie ze swoimi przyjaciółmi w pracy na temat serialu. Top wszech czasów komedii zdecydowanie. A co? Aaa, udało się w YT znaleźć ten opisywany fragment.


Friends - spotkanie po latach.


Średni przeboik a zna go cały świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz